Maskarada

0
89
REKLAMA

Drugi kierunek krytyki uważam za płytki i błędny, gdyż stanowił powtórzenie obiegowej pozornej mądrości, że obie strony każdego konfliktu są siebie warte, tak samo winne itp. Tak więc zarówno PO, jak i PiS w jednakowym stopniu odpowiadają za zajadłość konfliktu politycznego będącego swego rodzaju „zimną wojną domową”.
Ale od tamtego czasu wydarzenia w dość dramatycznym stylu potwierdziły twierdzenie o nagonce, będącej podstawowym czynnikiem kształtującym debatę publiczną. Najpierw wyszła na jaw słynna podróż do Madrytu trzech posłów PiS, potem kłamstwo o fałszerstwie wyborów, a następnie rozliczanie wyjazdów ministra Sikorskiego. To trzy sprawy różnej rangi, z których tylko kłamstwo o sfałszowanych wyborach ma wymiar polityczny. Trudno obecnie przewidzieć, na ile kłamstwo o sfałszowanych wyborach stanie się siłą napędową PiS-owskiego czy też katoprawicowego obozu, ale na dłuższą metę na kłamstwie nic trwałego zbudować się nie da. Piękne ewangeliczne stwierdzenie – prawda was wyzwoli – ma swoje zastosowanie także i dziś.
Tak samo jak w dość długiej perspektywie kłamstwo smoleńskie głoszone przez tzw. zespół Macierewicza traci znaczenie i przez zdecydowaną większość społeczeństwa jest odrzucane jako stek nonsensów, tak samo społeczeństwo nie da się ogłupić zapewnieniom o gigantycznym spisku mającym na celu sfałszowanie wyborów.
Manifestacja 13 grudnia, obok profanowania przez Kaczyńskiego kolejnej rocznicy i prób fałszowania historii, nie przekona Polaków do PiS-owskiego kłamstwa i propagandy nienawiści, natomiast skutecznie zablokuje potrzebną dyskusję programową i merytoryczny spór o wiele ważnych spraw ekonomicznych, społecznych i politycznych.
Uważam, że najpierw nagonka na Hofmana i kolegów, a potem na Sikorskiego i kolegów nie jest przypadkiem. Wydaje się, że media nie potrafią i nie chcą dyskutować o czymkolwiek innym. Nieistotny fakt nierozliczenia delegacji, burdy w samolocie czy próby wyłudzenia jakiś groszowych sum urasta do rangi wydarzenia politycznego. Ma miejsce zamulanie debaty publicznej wzajemnymi atakami i oskarżeniami polityków, przy udziale dziennikarzy odgrywających jednocześnie rolę naganiaczy i myśliwych. W przypadku polityków jest to zrozumiałe; dużo łatwiej atakować nielubianego polityka za nierozliczenie wyjazdu, upicie się w hotelu sejmowym czy skorzystanie ze służbowego samochodu do podwiezienia dziecka do szkoły, niż omawiać kwestie ekonomiczne, stosunki z Rosją, czy odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, aby usprawnić służbę zdrowia. Po raz kolejny z coraz bardziej grobowymi i marsowymi minami stają przed kamerami moraliści z PiS i oburzają się na niskie standardy moralne innych. Następnie ta sama maskarada odbywa się w programach publicystycznych i informacyjnych, w których od dawna króluje szukanie odpowiedzi na pytanie: kto komu bardziej dołożył, a najlepiej jak program kończy się pozwem sądowym. Nagonka stopniowo przekształca się w maskaradę…
Degradacja debaty publicznej jest faktem i oczywiście jak inne zjawiska nie ma tylko jednej przyczyny. Ale jedną z podstawowych przyczyn jest łatwość, z jaką jej organizatorzy i uczestnicy uciekają od wymagających głębszej refleksji i wysiłku pytań i odpowiedzi, redukując spór do wymiany ciosów, w dodatku na drugorzędnym ringu.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments