Miliardy w rękach prywatnych firm

0
68
REKLAMA

Najpierw zobaczmy, kto dysponuje największymi rezerwami gotówkowymi na świecie. Numer jeden to oczywiście Apple, czyli król nowych technologii. Gigant z nagryzionym jabłkiem w logo ma prawie 160 mld USD. Dla porównania, roczne przychody polskiego budżetu to około 100 md USD. W czołówce są także inne firmy z branży Apple, jak Microsoft – 84 mld USD czy Google – 59 mld USD, ale także firmy farmaceutyczne i koncerny motoryzacyjne.
Warto pamiętać o tych liczbach przy okazji różnych informacji dotyczących sytuacji firm. Pamiętam, jak kilka lat temu co bardziej gorliwi dziennikarze, nie tylko z Polski, wieszczyli upadek Toyoty z uwagi na aferę z samoprzyśpieszającymi samochodami. Twierdzili, że będzie ona kosztowała koncern kilka miliardów USD, a to nadszarpnie jej budżet na tyle, że nie widomo, czy koncern to przetrwa. Gdyby chodziło o kwestie PR, to można oczywiście stawiać tezę, że nikt nie będzie chciał kupować samochodów, które zabijają klientów, i to doprowadzi firmę do upadku. Ale nie w kontekście na przykład kosztów napraw, bo Toyota miała wtedy kilkadziesiąt miliardów USD rezerw. Wydanie kilku miliardów boli, ale z pewnością nie oznacza dramatu. A tak na marginesie, cała afera okazała się dętą próbą zdyskredytowania koncernu, bo awaryjne pedały gazu i samoprzyśpieszające samochody okazały się kompletną bzdurą.
Skąd się biorą te gigantyczne rezerwy? Oczywiście z zysków, to jasne. W przypadku wspomnianego Apple potrafił on wynieść nawet 24 mld USD w jednym kwartale! Ale to sytuacja nadzwyczajna, trudny do pobicia rekord. Jednak to właśnie odkładane rokrocznie zyski, nawet zdecydowanie mniejsze, tworzą te ogromne kwoty. Tylko po co je trzymać na rachunku? Nie lepiej wypłacić pieniądze właścicielom w postaci dywidendy albo zainwestować? Oczywiście tak też się postępuje. Apple rozpoczyna właśnie gigantyczny plan wypłaty zatrzymanych wcześniej zysków właścicielom firmy, czyli jej akcjonariuszom. Trzeba jednak pamiętać, że firmy prowadzą różne polityki. Czasem zbierają zyski, bo chcą coś kupić, na przykład konkurenta, a czasem chcą mieć po prostu rezerwy na gorsze czasy. Wystarczy zresztą popatrzeć na ostatnie lata, żeby stwierdzić, że takie działanie ma sens. Dramatyczne kryzysy nie są bowiem czymś, co nie może się wydarzyć. Mając sporą „poduszkę” finansową, łatwiej przez nie przejść. Mało tego: kryzys jest wtedy okazją do inwestycji, bo wszystko jest wyraźnie tańsze. Kto ma gotówkę, jest królem.
Ważna uwaga. Popularnie używane pojęcie „gotówka” nie jest w tym znaczeniu precyzyjne. Firmy niekoniecznie bowiem muszą dysponować gotówką. Taki sam status będą miały na przykład posiadane przez nie obligacje skarbowe, w każdej chwili można je bowiem zamienić na gotówkę, a zysk z nimi związany jest najczęściej wyższy. Lepiej zatem mówić o wolnych środkach.
I jeszcze jedna kwestia. Część obserwatorów uwielbia porównywać rezerwy gotówkowe firm do środków, którymi dysponują państwa. Wygląda to rzeczywiście widowiskowo, ale jest jednak nieporozumieniem. Porównuje się bowiem zupełnie nieporównywalne wielkości. Gotówka firm to wypracowane środki będące w dyspozycji tychże. Tymczasem porównywane z nimi tzw. środki państwowe to po prostu rezerwy walutowe, które są pod kontrolą banków centralnych, a nie rządów państw. Przede wszystkim powstają one po to, aby mieć straszak na wszystkich tych, którzy chcieliby doprowadzić do wyraźnego spadku wartości waluty danego państwa. Buduje się je w ten sposób, że skupuje się waluty z rynku walutowego. Środki na to kupowanie można po prostu wydrukować, proces ten nie musi być zatem bezpośrednio żadnym przejawem potęgi państwa. Oczywiście drukowanie ma swoje konsekwencje, choćby inflacyjne, ale to już zupełnie inna sprawa. Bywa jednak i tak, że proces kupowania trwa długo, w ten sposób hamuje się wzrost wartości swojej waluty, który jest niekorzystny dla eksportu. To tym trzeba tłumaczyć gigantyczne rezerwy walutowe Chin czy Japonii, idące w biliony, czyli tysiące miliardów USD. Z drugiej strony Stany Zjednoczone dysponują relatywnie marginalnymi rezerwami wynoszącymi zaledwie kilkadziesiąt miliardów dolarów. Ale po co mają mieć więcej, skoro dysponują drukarką i mogą w każdej chwili ją uruchomić? W końcu to USD jest wciąż jedyną prawdziwą walutą rezerwową na świecie.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments