Nadwyżka budżetowa

0
35

W budżecie państwa po czerwcu mamy nadwyżkę i jakby na to nie patrzeć, jest to z pewnością sukces, który pokazuje, że sytuacja jest stabilna. Jednak z hurraoptymistycznymi tezami warto poczekać i należy przyjrzeć się czynnikom, które do tej nadwyżki doprowadziły.
Wykonanie budżetu za okres styczeń – czerwiec 2017 na pierwszy rzut oka jest wręcz świetne. Szczególnie jeśli mówią o nim ci, którzy nie mają wglądu w szczegółowe dane na bieżąco spływające do ministerstwa finansów. Prawie 6 mld PLN nadwyżki to sytuacja absolutnie nadzwyczajna, przynajmniej biorąc pod uwagę ostatnich prawie 30 lat. Faktem jest, że gdyby nie również nadzwyczajny, wynoszący ponad 9 mld PLN zysk Narodowego Banku Polskiego, odnotowalibyśmy deficyt. Ale i tak niewielki. Dlaczego jest tak dobrze i czy rzeczywiście jest tak dobrze?
Mamy kilka czynników, które wygenerowały nadwyżkę. O zysku NBP już wspomniałem. Nie wszystkie czynniki jesteśmy w stanie dokładnie opisać i zdiagnozować, bo nie mamy oficjalnych szczegółów z ministerstwa finansów. Tak jest na przykład z manewrem, który został wykonany w grudniu 2016. Wtedy to zdecydowano się wypłacić przedsiębiorcom 90 mld PLN z tytułu zwrotu VAT. Ale czy bardziej wynikało to po prostu z konieczności, czyli nie dało się dłużej tego zwrotu przeciągać, czy też była to sztuczka księgowa, żeby w rok 2017 wejść z pewnym „bonusem”, tego tak do końca nie wiemy. Prawdopodobnie jednak ten drugi powód też miał znaczenie. Ile w ten sposób „nadrobiono”? Nie wiemy. Ale mogło to być nawet kilkanaście mld PLN. Zeszły rok pozwalał na takie dodatkowe zwiększenie wydatków, bo nie zrealizowano zaplanowanych wydatków inwestycyjnych, choćby z powodu opóźnień ciągnięcia środków unijnych. No i były nadzwyczajne dochody, jak aukcja LTE.
Wpływ na wynik budżetu 2017 ma też wprowadzenie odwróconego VAT‑u w budownictwie. Skoro podwykonawcy muszą czekać na zwrot VAT‑u, a nie płacić go, uwzględniając własne płatności, to budżet jest z tego tytułu kilka miesięcy „do przodu”. Czyli do czasu, kiedy nie zwróci podwykonawcom VAT‑u. A to poprawia jego sytuację.
Budżetowi pomaga także wzrost gospodarczy, który jest na razie wyższy niż planowany. Mało tego: opiera się on na konsumpcji, a to oznacza relatywnie wysokie dochody choćby ze wspomnianego VAT‑u. Gdyby ciągnął nas eksport, to VAT trzeba by było oddawać. Taka struktura wzrostu PKB nie jest optymalna dla naszej gospodarki w dłuższym okresie, ale w krótkim budżetowi z pewnością pomaga.
No i na koniec jeszcze jeden czynnik. Rząd chciałby, żeby był on najważniejszy i taką narrację często nam sprzedaje. Otóż, że sytuacja budżetu wynika z wyraźnego wzrostu ściągalności podatków. Czy rzeczywiście tak jest? Tak naprawdę tego też nie wiemy. Wiemy, że zwiększa się różnica między VAT‑em wpływającym do budżetu i z niego wypływającym, czyli wygląda to tak, jakby ministerstwo finansów coraz mniej relatywnie oddawało. Ale czy bardziej jest to związane na przykład z odwróconym VAT‑em w budownictwie, albo w ogóle z opóźnianiem zwrotu podatku także w innych branżach, czy też z rosnącą ściągalnością trudno wyrokować. Oczywiście jeśli z tym pierwszym, to w końcu trzeba będzie oddać, co się należy – tak jak w grudniu 2016. I wtedy dopiero dowiemy się bardziej precyzyjnie, o ile wzrosła ściągalność podatków i czy rzeczywiście budżet jest w takiej rewelacyjnej formie.
Przypomnę, że w połowie 2016 minister finansów mówił o kilkunastu miliardach zwiększonej ściągalności samego VAT‑u, a skończyło się na góra trzech. Sukcesy w tym roku z pewnością są, widać to choćby po pakiecie paliwowym, ale jak duże, to już zupełnie inna sprawa.
No i trzeba jeszcze wspomnieć o dwóch kwestiach. Znowu wykonanie po stronie wydatków inwestycyjnych jest opóźnione, jeśli można użyć takiego określenia, w stosunku do dochodów. Czyli jeśli ma być zrealizowany plan wydatków w tym roku, to drugie półrocze będzie oznaczało relatywnie więcej środków na ten cel. No i pamiętajmy o kosztach związanych z obniżeniem wieku emerytalnego, które w budżecie zobaczymy dopiero pod koniec 2017 roku.
Sytuacja budżetu jest dobra. Ale czy świetna, jak twierdzą niektórzy, to zobaczymy dopiero w grudniu. A właściwie w styczniu 2018, kiedy poznamy pełne dane. I wtedy dopiero się dowiemy, o ile deficyt budżetowy planowany na prawie 60 mld PLN, czyli prawie 3% PKB (maksymalny bezpieczny poziom), będzie od tego planu niższy.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o