Najbardziej poszukiwane zawody

0
169
REKLAMA

Marek ZuberW związku z pandemią bezrobocie w Polsce wzrosło i jeszcze wzrośnie. Ale wszystko wskazuje na to, że to tylko okres przejściowy. Brak ludzi do pracy pozostaje jednym ze strategicznych problemów polskiej gospodarki.
Zeszłoroczna zapaść polskiej gospodarki odbiła się oczywiście także na rynku pracy. Bezrobocie wzrosło co prawda relatywnie nieznacznie, możemy szacować, że góra o około pół punktu procentowego w stosunku do tego co by było, gdybyśmy nie mieli pandemii, ale to efekt działań rządu. Szczególnie istotna jest tutaj tarcza finansowa. Pożyczki, które mogą być umorzone w sytuacji, gdy przedsiębiorca nie zmniejszy stanu zatrudniania, działają stabilizująco i zniechęcają do zwolnień. Innymi słowy: nawet jeśli firmy obserwują spadek przychodów i powinny redukować zatrudnienie, to tego nie robią, bo chcą spełnić warunki umorzenia znacznej części pożyczki z tarczy finansowej. W efekcie nie obserwowaliśmy nawet sezonowego wzrostu bezrobocia w okresie zimowym, który był charakterystyczny dla rynku pracy w Polsce. Bezrobocie wynosi obecnie, dane za grudzień, 6,2%.

REKLAMA

Rozliczenie pożyczek zacznie się za moment i wtedy zobaczymy wpływ pandemii na rynek pracy. Oczywiście nie będzie on już tak mocny, jak byłby w połowie zeszłego roku, gdyby nie taka, a nie inna formuła tarczy finansowej. Ale nie jest wykluczone, że dojdziemy do poziomu dwucyfrowego. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie kolejnych programów wsparcia.
Nie zmienia to jednak faktu, że wzrost bezrobocia będzie przejściowy. W perspektywie najdalej dwóch najbliższych lat wrócimy do sytuacji sprzed pandemii. Czyli do sytuacji generalnie braku pracowników. Zdecydowana większość firm zgłaszała ten problem w ostatnich latach. Z jednej strony, z punktu widzenia pracobiorcy, trzeba się z tego cieszyć, bo to tworzy nacisk na wzrost wynagrodzeń, z drugiej makroekonomicznie oznacza problemy z dalszym rozwojem. Właśnie brak pracowników był jednym z powodów relatywnie niskich inwestycji prywatnych w ostatnich latach.

A zatem, jeśli mamy się rozwijać, musimy ten problem rozwiązać. Jak? Tym tematem zajmę się w którymś z kolejnych felietonów. Dzisiaj natomiast chciałem poruszyć kwestię tego, kogo szczególnie poszukuje dzisiaj i poszukiwać będzie w przyszłości polska gospodarka. W związku z końcem roku ukazało się bowiem na ten temat kilka analiz.
Pierwsza grupa zawodów szczególnie atrakcyjnych to te, które związane są z szeroko rozumianą gospodarką opartą na wiedzy. Ważną grupę stanowią tu specjaliści IT. Ale w ramach tego pojęcia będziemy mieli całą rzeszę zawodów – od programistów, przez specjalistów z dziedziny zabezpieczeń, po zajmujących się Big Data, czyli bardzo ogólnie i powierzchownie mówiąc: zajmujących się zbiorami danych oraz wielu, wielu innych. Szacuje się, że już dzisiaj tego typu specjalistów brakuje w Polsce około 50 tysięcy. Co jeszcze ciekawsze, w roku 2020 opublikowano prawie 60% więcej ofert pracy dla sektora IT. Czyli zapotrzebowanie w sposób istotny wzrosło. Oczywiście swoje piętno odcisnęła tu pandemia. Praca zdalna oznacza np. konieczność kontroli bezpieczeństwa przesyłu czy obróbki danych. No i trzeba pamiętać, że będą się tu pojawiać nowe zawody. Części z nich jeszcze nawet nie znamy. Dzisiaj na topie są na przykład specjaliści od sztucznej inteligencji.

Co jednak ciekawe, w Polsce poszukuje się też wielu pracowników w tradycyjnych zawodach. Wciąż brakuje na przykład pielęgniarek, kierowców samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych (czyli w skrócie popularnych TIR-ów), a także operatorów robót ziemnych i spawaczy. Niedobór generalnie kadr medycznych to problem wielu ostatnich lat. I wynika to z różnych przyczyn. W przypadku pielęgniarek problemem jest wciąż relatywnie niskie wynagrodzenie, szczególnie w zestawieniu z tym, co wykształcona w Polsce pielęgniarka czy pielęgniarz mogą zarobić na zachodzie Europy, gdzie także jest deficyt specjalistów. W przypadku kierowców wciąż niewystarczająca podaż pracy wynika choćby z wysokich kosztów uzyskania odpowiednich uprawnień. Zresztą na jeszcze większy wzrost liczby ofert pracy dla kierowców także wpłynęła pandemia. Mówiąc kolokwialnie: ktoś musi na przykład rozwieść zamówione w internecie towary. Szacuje się, że w sumie brakuje obecnie w Polsce, podobnie jak w przypadku informatyków, około 50 tysięcy kierowców.
Pandemia, ale nie tylko ona, jest też przyczyną wzmożonego poszukiwania pracowników centrów logistycznych, np. magazynierów czy operatorów wózków widłowych. Tu jednak pojawia się problem, który zresztą dotyczy wielu ofert pracy. To, że są poszukiwani pracownicy do centrum logistycznego przy granicy z Niemcami nie oznacza, że jest to realna alternatywa dla mieszkańca Tarnowa. Wynagrodzenia w Polsce, choć rosną, nie są bowiem jeszcze na tyle duże, żeby w większości zawodów można się było przenieść kilkaset kilometrów i móc funkcjonować z rodziną, wynajmując mieszkanie itd., itp. W tym sensie do mobilności Amerykanów jest nam jeszcze daleko.
A gdzie są największe problemy ze znalezieniem pracy? Wśród ekonomistów, których w ostatnich latach trafiło na rynek pracy bardzo dużo. Ale to też trzeba dobrze rozumieć. Analityków czy księgowych wciąż się poszukuje. Jeśli zdobędzie się zatem dodatkowe kwalifikacje, a mając podstawy wynikające z wykształcenia jest to łatwiejsze, to o pracę jest zdecydowanie łatwiej.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments