Najgorsze za nami?

0
54

Mamy za sobą porcję wstępnych danych dotyczących Produktu Krajowego Brutto w większości krajów na świecie, w drugim kwartale 2020 roku. Oczywiście zaskoczenia nie ma. Świat się gospodarczo zapadł. Ale drugi kwartał jest już za nami. Czy teraz będzie już tylko lepiej?

W ostatnich dniach poznaliśmy porcję danych opisujących sytuację gospodarczą w drugim kwartale 2020 roku. Nie ma co ukrywać, było fatalnie. Nikogo to zresztą nie zdziwiło, wiedzieliśmy przecież, co się stało. Odgórne decyzje dotyczące zamrażania gospodarki, strach przed wychodzeniem z domu, lub zakaz takiego wychodzenia, pozrywane łańcuchy dostaw, które prowadziły do tego, że jeśli nawet jakiś kraj miał lepszą sytuację epidemiologiczną, to odczuwał gospodarczo problemy innych krajów, wszystko to musiało oczywiście doprowadzić do zapaści. W USA, największej gospodarce globu, PKB spadł o 9,5% w ujęciu rocznym. Tak na marginesie, medialnie eksploatowano głównie tzw. dane zanalizowane, które pokazały spadek PKB aż o 32,9%. Amerykanie posługują się głównie tym pojęciem, oznacza ono hipotetyczną zmianę PKB w ciągu najbliższego roku, przy założeniu, że to co się wydarzyło w ostatnim kwartale, z którego mamy dane, będzie miało miejsce do końca najbliższego roku. Wróćmy jednak do ujęcia pokazującego wartość z danego kwartału, odniesioną do analogicznego kwartału rok temu. Czyli do tego, czym posługujemy się głównie w Europie. W takim ujęciu w Niemczech spadek PKB wyniósł 11,7%, we Włoszech 17,3%, we Francji 19%, a w Hiszpanii nawet 22,1%. Widać wyraźnie, o tym pisałem wielokrotnie, że tam gdzie udział turystyki w tworzeniu PKB jest większy, dane muszą być gorsze z uwagi na obszary zamrażania gospodarek. I to, które branże odbudowują się najtrudniej.

REKLAMA

To już jednak historia. Teraz koncentrujemy się na tym, co będzie. A będzie lepiej. Wpompowanie bilionów dolarów i euro ograniczyło skutki zapaści gospodarczej. Uratowało firmy i pracowników, pomogło pośrednio lub bezpośrednio gospodarstwom domowym. Teraz gospodarki ruszają i z pewnością zobaczymy wyraźną poprawę wszystkich wskaźników. Potwierdzeniem tego, że odbudowa pokoronawirusowa będzie szybka, są wstępne dane z Chin. Tam apogeum dramatu wydarzyło się w pierwszym kwartale. Drugi kwartał był już na mocnym plusie, PKB wzrósł bowiem o 3,2% w ujęciu rocznym. Oczywiście to wciąż wyraźnie mniej, niż przed koronawirusem, kiedy Chiny rozwijały się w tempie 6%, ale jednak widać mocne odbicie. I tak będzie także w innych krajach świata.
Polskich danych jeszcze nie mamy. Ale cudu oczywiście nie będzie. Drugi kwartał także pokaże mocne tąpnięcie. Z drugiej strony już dzisiaj możemy potwierdzić w polskiej gospodarce to, o czym pisałem przed chwilą. Właśnie pokazał się lipcowy PMI, wskaźnik optymizmu menadżerów z sektora przemysłowego. Osiągnął on poziom 52,8 pkt, wyraźnie zatem jest lepiej, niż w czerwcu, kiedy mieliśmy 47,2 pkt. Przypomnę, że najniższą wartość, absolutnie katastrofalną, czyli 31,9 pkt, mieliśmy w kwietniu. Był to zresztą najgorszy wynik od rozpoczęcia liczenia PMI w Polsce, czyli od roku 1998. Istotne jest jednak nie tylko to, że PMI rośnie, ale że przekroczył w końcu poziom 50 pkt. Ostatni raz taką sytuację mieliśmy w naszym kraju pod koniec 2018 roku. A przekroczenie 50 pkt oznacza przejście na „dobrą stronę mocy”. Gospodarka powinna się rozwijać. Oczywiście biorąc pod uwagę charakter liczenia PMI nie musi to oznaczać, że PKB będzie na plusie. Może być też tak, że minus będzie zdecydowanie mniejszy. No i to jest realna prognoza, jeśli chodzi o trzeci kwartał.

Pamiętajmy jednak o jednym. Wskaźniki będą się poprawiać. I to wyraźnie. Ale nie oznacza to absolutnie, że kryzys koronawirusowy się skończył. Programy wsparcia albo się wyczerpały, albo wyczerpują. Nowe będą znacznie uboższe, także w Polsce. Firmy zderzają się z nową rzeczywistością, pracownicy z realiami nowego rynku pracy. Owszem, jeśli nawet np. w Niemczech w trzecim kwartale spadek PKB wyniesie 3%, a nie prawie 12%, będzie to skokowa wręcz poprawa. Ale to dalej spadek o 3%. W normalnej sytuacji, bez koronawirusa, mówilibyśmy o głębokiej recesji. Takiej, która powoduje gwałtowny wzrost liczby upadłych firm i zwiększenie bezrobocia. I to jest scenariusz na najbliższe miesiące. Biliony dolarów czy euro zasypały w znaczący sposób dziurę wygenerowaną zatrzymaniem gospodarek w drugim kwartale. Ale teraz zderzymy się już z realiami działającej gospodarki. Działającej znacznie słabiej, niż pod koniec 2019 roku. A zatem nie możemy niestety ogłosić końca kryzysu. Dla wielu z nas, także w Polsce, bez postojowego, bez tarczy finansowej, ten kryzys dopiero się zaczyna. A zatem poprawę wskaźników opisujących gospodarkę trzeba dobrze rozumieć. I oczywiście zakładam tu, że ewentualne drugie uderzenie koronawirusa nie będzie miało takich skutków gospodarczych. Bo jeśli będzie miało, jeśli znowu dojdzie na przykład do zamrażania całych branż, to skutki gospodarcze będą dramatyczne. Drugi raz nie będzie się dało pożyczyć czy wydrukować ponad 18 bilionów dolarów w skali świata. A jeśli nawet, to konsekwencje tego będą katastrofalne.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o