Narybek rośnie

0
104
REKLAMA

Jednak klasa polityczna, istotnie: bijąca rekordy nieuczciwości i głupoty, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Ilu w końcu jest tych polityków? Razem z radnymi gmin? 300 000? Razem z upolitycznionymi biurokratami wyższych szczebli niech będzie pół miliona. To nie jest problem Przy dzisiejszej technice można by ich wszystkich wysłać na Karaiby, opłacić pobyt na plaży i w bungalowie… byleby tu nie wracali.
Jednak ryba psuje się od głowy, i psuje się dalej. Dochodzi to już do ogona. To już nie jest tak, że na barkach 40 kapitalistów, managerów, handlowców, robotników, chłopów i inteligentów pracujących siedzi jeden pasożyt. Jest znacznie gorzej!
Pod ogonem ryby siedzi narybek. Narybek jest jeszcze w kokonie, ale już przebiera nogami, by obsiąść posady zajmowane obecnie przez biurokratów i polityków. Proszę zobaczyć młodzież reprezentującą w programie „Młodzież kontra” PiS, PO, PSL czy SLD!
W tym celu narybkowi potrzebny jest DYPLOM. Dyplom ukończenia jakichś tam studiów. Narybek wie, że jak ktoś ukończył studia, to posada mu się należy. A przynajmniej: powinna należeć. Więc narybek studiuje.
W tym celu tworzone są coraz liczniejsze szkoły, których zadaniem nie jest, broń Boże, kogokolwiek czegokolwiek nauczyć ani też odsiać ludzi, którzy nie rozumieją teorii kwaternionów. Wręcz przeciwnie.
Tworzą się szkoły, których celem jest danie DYPLOMU. Kiedyś służyły zabezpieczeniu młodych chłopaków przed służbą wojskową, a dziewczętom nadal służą jako przechowalnia do chwili znalezienia męża.
Jak powiedział w latach jeszcze 70. p. prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, wówczas rektor Uniwersytetu Warszawskiego: „Musimy trzykrotnie zwiększyć liczbę studentów, choćbyśmy mieli dwukrotnie obniżyć poziom studiów”!
Zadanie postawione przez tego sabotażystę zostało wykonane. Z nawiązką. Okazało się bowiem, że wskutek wyjazdu co bystrzejszych młodych ludzi za granicę oraz zajęcia się przez nich businessem, na to, by przyjąć trzykrotnie więcej studentów, trzeba było poziom obniżyć czterokrotnie. Efektem jest, że za granicą łapią pracę na zmywaku. Ale w Polsce chcą mieć posadę. I jeśli są jakoś skuzynowani z klasą polityczną, to ją, niestety, dostają…
Powstał przy tym problem kadry. Biurokraci z MEN zażądali, by w każdej szkole była odpowiednia liczba profesorów i docentów. W wyniku czego miejsca, które być może zajęliby jacyś zdolni magistrowie (są jeszcze tacy!), zajmują profesorowie, którzy albo nie bardzo już wiedzą, na jakim świecie żyją, albo, co gorsza, naprawdę usiłują tych ćwierć‑inteligentów czegoś nauczyć.
Wyniki są porażające.
Setki tysięcy ludzi, zdolnych intelektualnie do opanowania techniki robienia w smoczku dziurki o właściwej średnicy dla dziecka lub dobrania odpowiedniej łopaty do żwiru, piasku, żużla, węgla, gliny (a i długość trzonka powinna być dopasowana do rąk i wzrostu kopacza!!), studiują perwersyjne „modele naukowe” stworzone przez wyrafinowanych teoretyków. Np. „Model przywództwa w grupie Vrooma‑Yettona‑Jago, ustalający „normy lub standardy włączania podwładnych do procesu podejmowania decyzji”. Rzecz jasna studenci nie rozumieją z tego kompletnie nic (bo zresztą najczęściej taka „teoria” tworzona jest tylko po to, by wydębić od sponsorów grant na „pracę badawczą” i „zrozumienie” jej jest po prostu niemożliwe, jest to bowiem bełkot specjalnie dobrany, by sponsor nic nie zrozumiał, a za to nabrał szacunku dla autora…), ale ponieważ za studia płacą, to ci studenci DYPLOM w końcu dostaną.
A potem, jako się napisało, będą się domagali posady…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o