Nasze dwadzieścia pięć lat

0
69

Warto sobie też uświadomić, że zapytany o to Polak mógłby odpowiedzieć jednym tylko słowem – tragedia. Trzeci rozbiór Polski bowiem nastąpił w dwa lata po rozbiorze drugim i 23 lata po pierwszym. Szukać zatem dobrych 25 lat w historii Polski jest szalenie trudno. Ktoś może sięgnie do XVI albo XVII wieku, ale to nie są dobre porównania.
W tamtych wiekach nie mieliśmy do czynienia z państwami, ale królestwami. Nie było obywateli, ale poddani, czyli nie było lojalności wobec wspólnoty i rodaków, ale wobec króla, a to nie jest to samo. II Rzeczpospolita przetrwała nieco ponad 20 lat, ale to były cudowne lata, oczywiście pełne typowo polskich awantur, ale zbudowano wtedy fundamenty polskiej państwowości, a jak takie fundamenty są ważne, widać nie tylko po naszym kraju, ale także po Litwie, Łotwie i Estonii. A jak brak takich podstaw jest destrukcyjny, widać po Białorusi i po Ukrainie.
Ale wróćmy do przepytywania mnie z naszego 25-lecia. Pytaniem, które sprawiło mi największy kłopot, było pytanie o to, kto jest najważniejszą osobą tego okresu. Po zastanowieniu się powiedziałem, że chyba Tadeusz Mazowiecki, bo we wrześniu ’89 podjął się misji straceńczej i prawie niemożliwej do zrealizowania, a także dlatego, że aż do śmierci zachował swoją propaństwową postawę i anielski spokój. Ale okazało się, że w pytaniu chodziło o osoby żyjące. Zatem bez większego zastanowienia odpowiedziałem, że żaden z polskich polityków na takie wyróżnienie nie zasługuje. Wszyscy mają garb większych lub mniejszych zaniechań, żaden nie miał (i nie ma) prawdziwej wizji przyszłości, nie tej – na przykład – majowej, kiedy to odbędą się pierwsze w tym roku wybory, ale tej dalszej, kilku -, a może kilkunastoletniej. Dlatego odpowiedziałem, że dla mnie bohaterem jest anonimowy Polak, na przykład Jan Nowak, albo anonimowa Polka, Ewa Kowalska. To oni w setkach tysięcy miejsc brali na swoje barki ciężar wyprowadzania nas z biedy.
Kiedy kilka lat temu premier Donald Tusk i minister Jacek Rostowski prężyli muskuły przed kamerami i mówili o Polsce jako o „zielonej wyspie”, mieli oczywiście rację, bo w przeciwieństwie do wszystkich innych krajów Unii Europejskiej przez cały czas kryzysu nie wpadliśmy w recesję, ale nie jest to zasługa premiera i byłego ministra finansów. Ja wiem, że łatwo można wybrać z grona liderów partyjnych gorszych kandydatów na premierów na trudny czas, ale cóż z tego? Premier niesie też garb zaniechań, o których pisałem wcześniej, a te zaniechania uderzają przede wszystkim w polskich przedsiębiorców. W tę Ewę Kowalską i Jana Nowaka. Oni odnoszą sukcesy nie dzięki władzy, ale wbrew niej. Politycy tylko mówią, że trzeba pomagać przedsiębiorczości, ale gdy przychodzi do konkretów, to jakoś opadają im ręce.
Nie chcę sugerować, że robią to celowo. Nie, oni nawet często są przepełnieni dobrą wolą, taką jak miał Janusz Palikot, gdy jeszcze był posłem PO. Dzisiejszy wódz Twojego Ruchu stał na czele komisji, która miała likwidować bzdurne przepisy krępujące przedsiębiorczość i nie udało się. Nie udało się też wcześniej, nie udaje się i dziś. A Kowalskie i Nowakowie działają. I dają radę. Czasami się przewracają, ale generalnie naprawdę dają radę.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o