Nauka to potęgi klucz…

0
76
REKLAMA

Gdybyż to było tylko bulgotanie, to można by je puścić mimo uszu, ale za słowami idą czyny i wtedy wszyscy mają kłopot. Tak, tak, wszyscy, bo skutki złego kształcenia dzieci odczuwają także bezdzietni, wystarczy uświadomić sobie, że dzisiejsi rządzący to niegdysiejsze dzieci, które ktoś kiedyś wykształcił, a pasztet mamy my dzisiaj.
A o tym, że poziom nauczania jest żałosny, można przekonać się, wchodząc na stronę „Matura to bzdura”. Młodzi ludzie nie mają praktycznie pojęcia o niczym. Mylą fakty, daty, miejsca i nazwiska. Oczywiście z faktu, że ktoś nie wie, gdzie dokładnie leży Ekwador, nic złego dla mnie nie wynika. Wystarczy, by ten ktoś wiedział, że Ekwador to państwo, a nie środek na przeziębienie. Dobrze by też było, żeby wiedział, na którym kontynencie tego państwa trzeba szukać. Generalnie dobrze jest gdy w wyniku kształcenia młody człowiek (a potem także dorosły) będzie w stanie zrozumieć powiązania między przyczyną a skutkiem i podstawy logiki, która jest przecież u podstaw racjonalnego myślenia. Dobrze by też było, gdyby w procesie nauczania nie zabierano dzieciom tego, co jest prawdziwą siłą dzieciństwa, czyli by nie zabijać w dzieciach ciekawości świata.
Michał Zadara, reżyser, który niedawno wystawił we wrocławskim Teatrze Polskim (zanim jeszcze przyszła dobra zmiana, która wymieniła w teatrze kierownictwo) pełną, czternastogodzinną wersję „Dziadów” Adama Mickiewicza, mówił mi, że rozmowa o niuansach tego dzieła była możliwa z dziećmi, a prawie niemożliwa z dorosłymi. Dorośli, czyli aktorzy, pytani o sens jakiejś postaci albo wypowiedzi odpowiadali, że o to należałoby się spytać specjalistów od Mickiewicza. Dzieci puszczały wodze fantazji i pozwalały swoim mózgom pracować.
Wyzwaniem dla ludzkości jest dziś właśnie umożliwienie działania ludzkim mózgom. 150 lat temu szkoła miała niejako przystrzygać uczniów do potrzeb państwa. Miała produkować karnych urzędników, żołnierzy i posłusznych obywateli. Dlatego niechętnie widziano tam dziewczynki, bo one miały uczyć się swojej przydatności w domach. Miały rodzić dzieci, opiekować się nimi i tyle. Dzisiaj wyzwanie jest skrajnie inne. Szkoła ma uczyć współdziałania i nie powinna blokować głów. Jeden z najbogatszych ludzi na świecie, 32‑letni dziś Mark Zuckerberg, niczego nie wyprodukował, nie był ani karny, ani posłuszny, on po prostu wymyślił coś (czyli Facebook), z czego dziś korzysta cały świat.
Jeżeli zatem dzisiaj ktoś proponuje reformę systemu edukacji i słowem się nie jest w stanie zająknąć na temat tego, po co całą tę reformę zaplanował i wprowadza, to we mnie wszystko przeciw takiej reformie się burzy. Nie upieram się, że mam rację, uważając, że przyszłość należy nie do zdolności produkowania, ale właśnie potencjału wymyślania. Jeżeli ktoś uważa, że jest inaczej, to proszę bardzo – pospierajmy się. Jestem na tyle pewny swoich argumentów, że bezczelnie uważam, iż z takiego sporu wyjdę zwycięsko. Tyle tylko, że nikt nie chce się spierać…
Pani minister edukacji zajęta jest głównie robieniem piruetów w celu uniknięcia odpowiedzi na jakieś banalnie proste pytania dotyczące najnowszej historii, a uniknięcie tych odpowiedzi jest z jej punktu konieczne, bo inaczej prezes partii mógłby się pogniewać albo chociażby krzywo na nią spojrzeć. Więc ta rzeczona pani minister przed wakacjami zapowiedziała likwidację gimnazjów, powrót do systemu ośmioklasowej podstawówki i czteroletniego liceum, a dzisiaj mówi, że trochę to nie wychodzi, bo natrafiono na pewne przeszkody. Ta sama pani minister dała się wcześniej zbałamucić pewnemu małżeństwu, czego skutkiem jest to, że w najniższych klasach mamy totalny bałagan: do pierwszych klas idą sześciolatkowie, ale także siedmiolatkowie, a niektóre dzieci tę pierwszą klasę powtarzają. Pani minister nie jest jedynie w stanie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego powinniśmy reformować system edukacji?

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o