Nie oszczędzamy

0
71
REKLAMA

Faktem jest, że wciąż należymy do grupy raczej biednych społeczeństw europejskich. Nie mamy się co równać z Niemcami czy Brytyjczykami, jeśli chodzi o poziom wynagrodzeń czy dochodu na mieszkańca. Sama różnica w zarobkach nie musiałaby być jednak powodem tego, że nie oszczędzamy. Mogłaby tłumaczyć różnice w kwotach, które odkładamy, ale niekoniecznie fakt, że się nic nie oszczędza. Problem w tym, że choć przeciętne wynagrodzenie wynosi w naszym kraju prawie 4 tysiące złotych brutto, to większość Polaków nie zarabia więcej niż 3 tysiące zł. W takiej sytuacji faktycznie sporej części z nas wystarczy co najwyżej na opłacenie rachunków, zakup jedzenia i innych podstawowych rzeczy. I z czego tu oszczędzać….?
Ale jest też druga prawda. A brzmi ona tak, że nie jesteśmy nauczeni oszczędzania. Kupno piwa czy papierosów nie jest problemem, ale przeznaczenie 50 zł na budowanie rezerwy finansowej już tak. 50 zł co miesiąc przez kilka lat, dodając do tego efekt procentu składanego, prowadzi do powstania całkiem konkretnych kwot. Tylko nikt nam tego za młodu nie wbił do głowy. A zatem potrafimy wydać kilkaset złotych miesięcznie na przykład na używki, jednocześnie twierdząc, że oszczędzić nie mamy z czego.
Ale jeśli nawet udaje się wygospodarować jakieś pieniądze, pojawia się kolejny problem. Jak oszczędzać? Najchętniej wpłacamy pieniądze do banku lub kupujemy obligacje skarbowe. Boimy się innych form lub, najczęściej, po prostu ich nie znamy. Tu znowu kłania się problem edukacji finansowej. Oczywiście nie da się jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie: jak oszczędzać, na dwie kwestie chciałem jednak zwrócić uwagę.
Po pierwsze bardzo irytuje mnie często powtarzane zdanie, że bank nie służy do oszczędzania, a lokata jest nieefektywna. Na pewno słyszeliście Państwo takie stwierdzenia. Moim zdaniem nie jest to absolutnie prawda. Lokata w banku czy wspomniana na początku obligacja skarbowa powinny być dla przeciętnego Kowalskiego fundamentem jego oszczędzania. To prawda, że wielkich procentów z tego nie będzie, ale przynajmniej ryzyko jest ograniczone do minimum. I bardzo dobrze, w przypadku sporej części naszych oszczędności tak właśnie powinno być. A zatem nie ma nic złego w tym, że wpłacacie Państwo pieniądze do banku i w ten sposób oszczędzacie.
Druga kwestia to słynna dywersyfikacja portfela inwestycyjnego. Bardzo często doradcy zabierają się za budowanie portfela bez sprawdzenia podstawowej kwestii: czy klient gotowy jest w ogóle brać na siebie jakiekolwiek większe ryzyko niż to wynikające z lokaty i obligacji skarbowej. Oczywiście jednoznacznie tego stwierdzić się nie da, ale przybliżyć się do odpowiedzi jesteśmy w stanie. Jeśli boimy się straty, jeśli przejmujemy się zmianami naszego stanu posiadania, to cała dywersyfikacja może polegać tylko i włącznie na rozlokowaniu środków w różnych bankach. I tyle. Dopiero, kiedy okaże się, że nasza konstrukcja psychiczna pozwala na odrobinę szaleństwa, że będziemy spokojnie spać, nawet słysząc o jakichś poważnych spadkach giełdowych, wtedy możemy pójść w kierunku bardziej ryzykownych możliwości inwestowania.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o