Nie wiem…

0
58
REKLAMA

Pierwszy jest byłym premierem i politykiem lewicowym, drugi jest obecnym ministrem spraw zagranicznych i politykiem prawicowym. Zeman dostał nieco ponad 24 procent, Schwarzenberg o pół procent mniej. Druga runda będzie zatem dosyć pasjonująca, ale czegoś dowiedzieliśmy się już po tej pierwszej turze. Po pierwsze, po raz kolejny dowiedzieliśmy się, jak słabe są sondaże. Nie tylko w Czechach. Przypomnę wybory w Polsce w 2005 roku. Zwycięstwo PiS i Lecha Kaczyńskiego przewidziała tylko jedna pracownia i to dosyć niewielka, uważana przez potentatów rynku badawczego za niepoważną. W Czechach do drugiej tury wraz z Zemanem miał wejść inny były premier, Jan Fischer, który dostał jednak aż o 8 procent mniej głosów niż Schwarzenberg.
To, że sondaże są aż tak zawodne, jest ważną konstatacją dla wszystkich, a przede wszystkim dla tych, którzy korzystają z sondaży przy tworzeniu na przykład strategii dla własnej firmy. Wybory są właściwie jedynym momentem pozwalającym sprawdzić sondaż. Jeżeli w sondażu zapytamy o to, czy lubimy Niemców, czy nie, to wyniku nie da się sprawdzić.
Po drugie, w czeskich wyborach dowiedzieliśmy się, że nasza niska frekwencja wyborcza jest ewenementem w tej części Europy, bo do Francji czy krajów skandynawskich nie powinniśmy się porównywać. Czeska frekwencja wyborcza przekroczyła 61 procent i zadała kłam twierdzeniom, że Czesi mają w nosie politykę. Chociaż wynik jednego z kandydatów może sugerować, że są polityką nieco zmęczeni. I to właśnie jest ta trzecia rzecz, której dowiedzieliśmy się po tych wyborach.
Ekscentryczny, bo demonicznie wytatuowany na całym ciele, łącznie z twarzą, muzyk i malarz w jednej osobie – Vladimir Franz, zdobył blisko 7 procent głosów. Sondaże dawały mu nawet trzecie miejsce, ale i to piąte, które zajął, jest dla mnie zaskoczeniem. Te 7 procent to z grubsza tylko trzy razy mniej głosów niż dostali ci politycy, którzy pod koniec stycznia zmierzą się w drugiej turze i z których jeden zostanie prezydentem Czech. Wynik Franza jest jak pogrożenie palcem czeskim politykom, o ile oczywiście czeska opinia publiczna ma palec, ale ja sądzę, że każda opinia publiczna ma palec, ba, ma także rękę, którą może nieźle przywalić.
I teraz wróćmy z Czech do Polski. Jeżeli nie zdarzy się coś zaskakującego, to znaczy, jeżeli nie rozpadnie się koalicja PO –PSL albo nie okaże się, że profesor Gliński jest postacią realną, a nie z bajki prezesa Kaczyńskiego, to najbliższe wybory mamy dopiero za rok z okładem i są to wybory specyficzne, bo do Parlamentu Europejskiego. Przy rosnącej świadomości wagi tego parlamentu, to znaczy przy zrozumieniu przez wyborców, że do Brukseli powinniśmy wysyłać rzemieślników, a nie harcowników, to te wybory niekoniecznie będą odbiciem stanu świadomości Polaków i ich niechęci do polityki. Następnie jesienią 2014 roku odbędą się wybory samorządowe i te wybory będą już bardzo polityczne. Wszystko wskazuje na to, że znamy zwycięzcę tych wyborów, a także następnych, czyli parlamentarnych wyborów w 2015. Na pytania pracowni badających opinię publiczną: „Gdyby wybory odbywały się dziś, na którą partię oddałbyś głos? ” coraz więcej respondentów odpowiada: „Nie wiem”. I w ten wynik sondaży akurat wierzę. Największą w Polsce partią jest Nie Wiem.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o