Nie wszystkie ścieżki prowadzą w górę

0
75
REKLAMA

W 1988 roku graliśmy razem w piłkę, w mistrzostwach Polski dziennikarzy. On reprezentował Gdańsk, ja radiową „Trójkę”. Nasze drużyny wpadły na siebie w ćwierćfinale, po bardzo zaciętym meczu przegraliśmy, ale nasi koledzy z Gdańska okazali się być nader sympatyczni i poszliśmy razem na kolację. Po tych 26 latach nie odbieram Jacka Kurskiego tak samo jak wtedy. Nie kupiłbym od niego używanego auta ani nie pojechałbym z nim na wakacje, (nawiasem mówiąc polecam państwu odpowiedzi na te pytania jako kryterium oceny ludzi). Mam za sobą także proces, który Kurski wytoczył mi w 1993 roku, proces częściowo przeze mnie przegrany, a częściowo wygrany (Kurski poczuł się obrażony moimi słowami). I mimo wszystkich tych zaszłości współczuję temu zagubionemu człowiekowi. Gdy słyszałem rechot sali po kolejnych kajaniach się ciągle jeszcze członka „Solidarnej Polski”, ale chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że wkrótce Jacek Kurski powróci do PiS, to wyobrażam sobie, jakie jeszcze upokorzenia czekają Kurskiego w największej partii opozycyjnej. Czy to wytrzyma? Pewnie tak, pewnie Kurski wierzy w to, że czas leczy rany i że za parę lat czekają go jeszcze zaszczyty w PiS, i granie tam – na początku drugich, ale potem jednak pierwszych skrzypiec. Może i tak być, chociaż przypuszczam, że prezes Kaczyński z wiekiem wcale nie złagodnieje, a i pamięć mu nie zacznie szwankować. Bardzo też być może, że w minioną sobotę z Jackiem Kurskim zrobiono to, co przez lata Jacek Kurski robił z innymi, a mianowicie, że Kurskiego potraktowano instrumentalnie. Jego przyjście na masówkę PiS byłoby w takim wypadku biczykiem na Ziobrę i Gowina, którzy ośmielili się stawiać PiS jakieś warunki i którzy dzięki temu, że Jacek Kurski porzucił miotłę, którą zamiatał ostatnio na działce, i przyszedł na kongres, powinni zrozumieć, że są liderami papierowej armii, bo prawdziwi ludzie w każdej chwili mogą zasilić PiS bez oglądania się na dawnych liderów. I to jest oczywiście prawda. Dla niektórych polityków prawda niezwykle brutalna, a dla niektórych brutalna tylko trochę. Do tej pierwszej grupy należą posłowie, którzy w swoim dorosłym życiu zajmowali się tylko polityką, a teraz coś przegrali i grozi im skazanie na nicość. To jest właśnie casus Jacka Kurskiego. On poza uprawianiem polityki niczego nie potrafi. W dodatku w ostatnich dniach okazało się, że i polityki nie potrafi uprawiać. A że człowiek ten nie jest wcale bliski emerytury, to zwyczajnie boi się o własny los, o poziom życia na jakim mu przyjdzie funkcjonować. Kurski jest z wykształcenia ekonomistą, ale to nie ma najmniejszego znaczenia, bo nikt go w tym charakterze nie zatrudni. Przez moment (o czym już tu pisałem) był dziennikarzem. Do dziennikarstwa oczywiście nie ma powrotu chyba, że przygarnie go jakiś brukowiec, ale Kurski zdaje sobie sprawę z tego, że byłby to los bardzo niepewny, i że on w brukowcu pełniłby raczej rolę cielaka o dwóch głowach pokazywanego na jarmarkach, niż dziennikarza. Jacek Kurski pokazał też parę razy, że potrafi grać na gitarze. Nie jest to specjalnie wysoki poziom, być może jego koncerty przyciągnęłyby przez rok może dwa jakąś publiczność, ale nasuwa się oczywiste pytanie – co potem? Bardzo podobnie wygląda sytuacja Zbigniewa Ziobry. Były minister sprawiedliwości raczej sobie nie da rady jako prawnik. Studia kończył 20 lat temu, a potem nie robił już nic, czyli politykował. Ziobro ma 44 lata, Kurski jest o 4 lata starszy. Obaj dosyć późno się dowiedzieli, że życiowe ścieżki nie zawsze prowadzą w górę. Pisząc to, wcale nie odczuwam satysfakcji. Po ludzku im współczuję.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments