Strona główna Felietony Niech żyją norki

Niech żyją norki

1
Niech żyją norki

Stefan NiesiołowskiLubię generalnie wszystkie zwierzęta, wszystkie są potrzebne, spełniają swoją rolę w obiegu materii i energii w przyrodzie i w funkcjonowaniu ekosystemów, czyli różnego rodzaju środowisk, jak lasy, łąki, jeziora, rzeki itd. Ale norki polubiłem ostatnio szczególnie z powodów politycznych. Gdy wydawało się, że koszmar pisowskiego autorytarnego reżimu będzie trwał nie wiadomo jak długo i nikt ani nic nie zapowiadało jego istotnego osłabienia kryzysu lub co daj Boże upadku, z pomocą przyszły norki. To oczywiście pewien symbol, chodzi o dziwaczną i pojawiającą się nagle – jak mówili Rzymianie deus ex machina – ustawę autorstwa PiS-u o ochronie zwierząt futerkowych, głównie norek. Przyczyn kryzysu w dobrej zmianie jest wiele i trwają od dłuższego czasu, ale to co dzieje się ostatnio: jakieś dziwaczne przepychanki, wzajemne ataki i pogróżki pisowskich wodzów wiążą się głównie z hodowlą zwierząt futerkowych, głównie norek.

W Polsce żyła kiedyś norka europejska (Mustela lutreola), która została wyniszczona prawie w całej Europie, a jej miejsce zajęła sprowadzona z Ameryki norka amerykańska (Neovison vison), która jest dość odległa genotypowo od europejskiej, nie krzyżuje się z nią, a z osobników, które uciekły z hodowli, utworzyły się populacje żyjące na swobodzie, które stały się stałym elementem krajowej fauny, jak bobry kanadyjskie, sierpówki (synogarlice spokrewnione z gołębiami), ćma bukszpanowa niszcząca dość bezkarnie bukszpany, czy szrotówek kasztanicowniaczek powodujący, że kasztanowce czasami już w lipcu mają żółte pomarszczone liście i setki innych gatunków. Jak napisał zdaje się Krzysztof Król, norki zrobiły więcej niż cała opozycja przez pięć lat. To złośliwość, ale sympatyczna i coś jest na rzeczy. To w ich obronie w sposób niezgrabny i absurdalny wystąpiło PiS i za to jedno norki uwielbiam.

Niech żyją norki. Mamy najpoważniejszy kryzys polityczny w obozie dobrej zmiany od początku jego istnienia i nikt nie wie, albo nie chce powiedzieć, o co tu naprawdę chodzi, jak mawiał minister Józef Beck. Po co PiS wdając się w długą i coraz bardziej irytującą dyskusję, a od pewnego momentu w kłótnię z dwiema partiami koalicji rządowej, dorzucił do tego sporu nową i bardzo trudną dla wielu do przyjęcia ustawę o szanowaniu zwierząt i zaprzestaniu okrucieństwa, co jest tradycyjnym postulatem lewicy i kamieniem obrazy dla nacjonalistów, szowinistów i nazywających się prawicą domorosłych teologów oraz zwykłych durni, którym wydaje się, że są reprezentantami Pana Boga, dla którego życie na ziemi istnieje tylko dla człowieka i jest ważne, jeśli spełnia ludzkie potrzeby i zachcianki. PiS wpisał się w konflikt pomiędzy lewicą zawsze bliską ekologom i obrońcom zwierząt a nienawidzącą ekologii jako lewackiej herezji i przy okazji zwierząt, roślin, rezerwatów, całej ochrony przyrody – nacjonalistyczną prawicą. Trudno powiedzieć, dlaczego w tym momencie politycy partii tworzących z PiS-em dobrą zmianę, zdecydowali się głosować inaczej niż pisowcy i dlaczego spór o kształt, w końcu apolitycznej w zasadzie i typowo merytorycznej ustawy, stał się zajadłym sporem o polityczny obraz Polski? Najpewniej chodzi o istniejący od dawna i coraz słabiej zamaskowany konflikt, głównie personalny, Morawieckiego z Ziobrą. Jeśli jest w tym jakiś element ideowy, a nie tylko klasyczna walka o władzę, wpływy, przywileje i korzyści, to „umiarkowany” Morawiecki walczy z radykałem Ziobrą. Jak wiadomo, umiarkowani rządzą zawsze, co stwierdził dawno temu genialny Leszek Kołakowski. W przypadku pisowców analogie do komunistów najlepiej przedstawiają rzeczywistość. Bierut chronił nas przed Różańskim, Gomułka przed Moczarem, Gierek przed Szydlakiem, Jaruzelski przed Milewskim itp. Dziś w sytuacji pod wieloma względami podobnej do tej w PRL-u, przynajmniej pod tym względem, że źródłem władzy nie są jasne procedury, kompetencje, zdolności, ale kto kogo zna, kto jest sprytniejszy w podstępnej walce partyjnych koterii, kto ma na kogo haki i kwity. To jest klasyczny układ mafijny, nie do pogodzenia z systemem demokratycznym. Zgodnie z zasadą – rządzą umiarkowani, powinien wygrać Morawiecki, co w niczym nie zmieni autorytarnego charakteru pisowskiej władzy i jej nacjonalistycznego, niedemokratycznego charakteru. Ziobro jest jakoś szczególnie niebudzący sympatii i zaufania, ale Morawiecki jest wyjątkowo odrażający w swoich kłamstwach. Kłamstwo jest – można powiedzieć – istotą jego obecności na scenie politycznej, jest jakąś karykaturą polityka demokratycznego i budzącego zaufanie. Ale ta walka dwóch kandydatów na odmłodzonych zbawców narodu, może oznaczać przy okazji korzyści dla społeczeństwa. Tak jak kiedyś walka Puławian z Natolińczykami. Biorąc pod uwagę, że sytuacja zewnętrzna jest inna niż w PRL. Polska jest krajem w pełni suwerennym, wówczas ostateczną instancją reżimu w Warszawie było biuro polityczne na Kremlu. Teraz jest nią wytrzymałość i cierpliwość społeczeństwa, co w warunkach narastającego kryzysu ekonomicznego i coraz gorszych wskaźników gospodarczych może mieć różny przebieg. To, czy w Marcu‘68 wygra Gomułka czy Moczar nie mogło przywrócić Polsce niepodległości i wolności, na to trzeba było czekać aż do 1989 roku, ale dla wielu ludzi, np. niemających zamiaru wyjeżdżać z kraju, miało znaczenie. Zwykle w takich momentach ujawnia się wiele faktów, które wydawać się mogło nigdy nie zostaną ujawnione. Pada pytanie, kto ma na kogo i jakie kwity? Dochodzi do zaskakujących sojuszy i zmian akcji. Nikt przecież jeszcze tydzień temu nie mógł przypuszczać, że Ziobro może przestać być ministrem, a p. Duda zacznie wygłaszać teksty, które można interpretować jako krytykę PiS-u, co w przypadku tego męża stanu jest niewątpliwie intelektualnym, a nie tylko religijnym i patriotycznym wzmożeniem. I jeszcze przy okazji – na ogół nie zajmuję się krytyką opozycji, bo robią to dziennikarze zarówno dobrej zmiany, jak i tacy, którym wydaje się, że popierają opozycję. Ale mam do tych drugich jedną prośbę: jeśli PiS sam doprowadził się tam, gdzie jest, to przynajmniej nie udzielajcie mu pomocy, np. głosując za ustawą, mimo odrzucenia przez pisowców wszystkich waszych poprawek i w wielu innych podobnych sytuacjach. Jak uczą na medycynie – przede wszystkim nie szkodzić.

1
Dodaj komentarz

1 Liczba komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
1 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Jago

Panie Profesorze, absolutnie genialny tekst! Znakomite paralele i analogie, niezwykle erudycyjny, wykazujący groteskowość pisowskiego matrixu i polskiego absurdu. Podziwiam celność Pańskich spostrzeżeń i osądów. Dziękuję i życzę dużo zdrowia i energii.