Niedziele i handel

0
108
REKLAMA

Jednocześnie rośnie liczba Polaków niezadowolonych z tego, że w niedzielę większość sklepów jest zamknięta. Czy zatem możemy liczyć na zmiany w ustawie wprowadzonej rok temu?
Kilka tygodni temu wyszedł na światło dzienne poufny raport przygotowany przez Biuro Analiz Sejmowych dotyczący dalszego ograniczania handlu w niedzielę. Wynikało z niego, że rośnie liczba Polaków niezadowolonych z tego, że w niedzielę nie mogą zrobić zakupów tam, gdzie chcą. Konsekwencje tego, zdaniem autorów raportu, mogą nawet przenieść się na preferencje wyborcze i skutkować istotnym zmniejszeniem poparcia dla partii rządzącej.
Bez względu na to, czy zgadzamy się z wnioskami z raportu, narobił on sporo zamieszania i temat niehandlowych niedziel wrócił – tym bardziej że od nowego roku jest ich jeszcze więcej. Doszło nawet do tego, że Mateusz Morawiecki zasugerował dokonanie analizy wpływu ustawy na gospodarkę. Ku zdziwieniu zresztą ministrów, nikt bowiem o planie wykonania takiej analizy nie słyszał. Czy może się zatem okazać, że ustawa zostanie zmieniona?
Po mniej więcej roku obowiązywania nowych przepisów możemy pokusić się o kilka wniosków. Po pierwsze, ustawa rzeczywiście ogranicza obroty w handlu. Analizy mówią, że spadek mógł w 2018 roku wynieść nawet 3 punkty procentowe. Proszę to dobrze zrozumieć. Obroty w handlu wzrosły, ale mogłyby wzrosnąć jeszcze bardziej, gdyby nie niedziele wolne od handlu. Nie zaobserwowano również wzrostu udziału małych sklepów w obrotach. Wręcz przeciwnie. Podobnie jak się to działo swego czasu na Węgrzech, wielkie sieci uruchomiły marketing zachęcający do robienia zakupów w inne dni tygodnia. Szczególnie w sobotę, żeby wspomnieć o jednej z bardziej chwytliwych reklam opierających się na znanej piosence śpiewanej swego czasu przez Irenę Santor. Mało tego: wyraźnie wzrosła liczba małych sklepów, które zostały zlikwidowane. Oczywiście możemy dyskutować, czy jest to tylko efekt wolnych od handlu niedziel. Ale nie wydaje się, biorąc pod uwagę taktykę wielkich sieci, żeby wpływ niehandlowych niedziel był w tej kwestii pozytywny.
Głównym beneficjentem ustawy są jednak nie sieci handlowe, ale stacje benzynowe. Największa z nich, orlenowska, mówi nawet o 12‑procentowym wzroście obrotów, choć nie wiemy, czy w całości związane jest to z ograniczeniem handlu w niedzielę. W sporej części jednak na pewno tak. Część Polaków jest zresztą z tego niezadowolona, widzimy to w badaniach opinii, bo zmusza się ich do płacenia wyższych cen za popularne produkty – zakupy na stacjach paliw są bowiem wyraźnie droższe, w tej kwestii nic się nie zmieniło.
Z drugiej strony mamy pracowników handlu, którzy nie muszą w część niedziel pracować i jest to ewidentny pozytywny efekt, przynajmniej dla nich i ich rodzin. Nasuwa się jednak od razu pytanie, czym się różnią na przykład pracownicy stacji benzynowych, którzy nie dość, że w niedzielę pracują, to jeszcze mają wtedy zwiększony, w porównaniu do tego, co było, ruch? Co do argumentu o tym, że zamknięte centra handlowe zachęcą do innej, w domyśle lepszej, formy spędzania czasu, trudno się jednoznacznie odnieść, nie spotkałem się bowiem z takimi badaniami. Kościół wskazuje na wzrost liczby uczestniczących w nabożeństwach, zresztą to pierwszy taki rok od długiego czasu, ale nie znalazłem informacji, czy niehandlowe niedziele miały na to jakiś wpływ. Trzeba jeszcze dodać, że obserwujemy wzrost obrotów w gastronomii, mówię oczywiście o niedzielach, co też w części może być efektem tego, że centra handlowe są zamknięte. Oczywiście pod warunkiem, że owa gastronomia nie jest w takim centrum zlokalizowana, bo wtedy jej wyniki są fatalne.
W efekcie tego wszystkiego rośnie liczba osób niezadowolonych z niehandlowych niedziel, szczególnie z dalszego zacieśniania przepisów, czyli doprowadzenia to tego, żeby żadna niedziela nie była handlową. Odsetek niezadowolonych w najbardziej optymistycznych badaniach osiąga już 44%, ale są i takie, które mówią o udziale ponad pięćdziesięcioprocentowym. Daleko nam jeszcze do Węgier, gdy tamtejszy rząd wycofywał się z wolnych niedziel (70% naszych bratanków ich nie chciało), ale trend jest widoczny. Warto jeszcze wspomnieć, że zdecydowana większość potencjalnych głosujących na PiS chce niehandlowych niedziel, dokładnie odwrotnie jest w przypadku PO.
Co zatem będzie? Moim zdaniem będzie ciekawie. O czym zresztą pisałem już wtedy, kiedy nowe przepisy wchodziły w życie. Z pewnością niehandlowe niedziele nie zabiją polskiej gospodarki, ale ich wpływ na nią jest odczuwalny i, moim zdaniem, zmiany w ustawie będą jeszcze szeroko dyskutowane.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o