Niższe podatki narzucone samorządom

0
105

Obniżenie stawki PIT i zwiększenie kosztów uzyskania przychodów stały się faktem. Oznacza to, że w kieszeniach tych, którzy są opodatkowani na zasadach ogólnych zostanie więcej pieniędzy. Zmniejszą się jednak wpływy do budżetu samorządów, które w dyskusji na temat zmian podatkowych zostały w zasadzie pominięte.
Od pierwszego października weszły w życie przepisy dotyczące zmniejszenia obciążenia podatkowego tych, którzy są opodatkowani na zasadach ogólnych, czyli płacą podatek według dwóch skal podatkowych. Jak wiemy, zmiany zostały wprowadzone dwukierunkowo. Po pierwsze, obniżono stawkę podatku w pierwszej skali podatkowej, czyli do 85 528 złotych przychodów, z 18% do 17%. Po drugie, zwiększono koszty uzyskania przychodu. W każdej z opcji, a jest ich sześć, koszty do odliczenia są teraz grubo ponad dwa razy większe, niż poprzednio. Te opcje wynikają z tego, ile mamy etatów i czy dojeżdżamy do pracy, czy też nie. Oczekiwania były nieco większe, szczególnie w przypadku mniej zarabiających, a wiązały się one z dyskusją o wyraźnym, ponad dwukrotnym, zwiększeniu kwoty wolnej od podatku. Wynosi ona obecnie 8 tysięcy złotych, została zmieniona w roku 2016 po długim okresie bez zmian. W przestrzeni publicznej właśnie kolejne znaczące jej zwiększenie było często podnoszone. Proponowane poziomy oznaczałyby wyraźnie więcej pieniędzy w kieszeni niż rozwiązanie, które obecnie wchodzi w życie.
Tak czy inaczej, będzie więcej środków do dyspozycji i z tego trzeba się cieszyć. To nie podlega żadnej dyskusji. Policzenie, ile konkretnie, nie jest takie proste choćby ze względu na kwestie kosztów uzyskania przychodu. Ale parę przykładów warto podać. Jeśli ktoś zarabia minimalne wynagrodzenie, czyli 2250 złotych brutto, to w najgorszym razie zostanie mu 39 złotych miesięcznie. W najgorszym, bo jeśli korzysta w możliwości odpisania większych kosztów uzyskania przychodu zostanie mu więcej. Od pierwszego stycznia 2020 roku minimalne wynagrodzenie rośnie do poziomu 2600 złotych brutto, zysk będzie zatem o około 3 złote miesięcznie wyższy. Jeśli ktoś zarabia przeciętne wynagrodzenie, w sierpniu wynosiło ono około 5125 PLN brutto, to zyska minimum 63 złote miesięcznie. Z kolei w przypadku najniższej emerytury, 1100 złotych brutto, będzie to 11 złotych. Tu nie ma kosztów uzyskania przychodu.
Ale kij ma dwa końce. Jeśli zmniejszamy podatki lub inne obciążenia, to znaczy, że do budżetu wpłynie mniej pieniędzy. A PIT jest podatkiem specyficznym, bowiem dochody z niego zasilają nie tylko budżet centralny, ale także, i to w znacznym stopniu, budżety samorządowe, przede wszystkim zaś gminne. W ich przypadku prawie 40% wpływów z podatku PIT zasila budżet. W powiatach, które mają znacznie mniejsze zadania, jest to około 10%. Skupmy się zatem na gminach.
Straty wpływów z tytułu obecnych zmian w PIT szacuje się na niecałe 10 mld złotych. Na gminy przypadnie grubo ponad 3,5 mld złotych. Czy to dużo? To zależy jak na to spojrzeć. Mamy w Polsce około 2,5 tysiąca gmin, więc jasne jest, że w obecnej chwili nie dysponujemy szacunkami dotyczącymi każdej z nich z osobna. Teoretycznie najwięcej procentowo stracą gminy „bogaczy”, czyli takie, w których mieszkają najlepiej zarabiający. Tu udział dochodów z PIT jest największy. Przykłady to choćby podwarszawski Konstancin, czy podpoznańskie Puszczykowo. W przypadku tego pierwszego przychody z PIT stanowią około 50% wszystkich dochodów. Pamiętajmy jednak, że w tych gminach mamy spory odsetek osób wchodzących w drugi próg podatkowy. W dodatku wyraźnie go przekraczających. Czyli udział podatku ze skali pierwszej w tych dochodach jest dużo mniejszy. Z większych miast, bo mamy takie szacunki, najwięcej straci Gdynia, około 5% swoich planowanych dochodów.
Oczywiście nie twierdzę, że obniżanie PIT to coś złego. Absolutnie popieram ten pomysł. Problem w tym, że nie został on poprzedzony szeroką dyskusją z samorządami. Mało tego: zostały one tym projektem trochę zaskoczone. Faktem jest, że dochody samorządów w ostatnich latach wyraźnie wzrosły. Nie wszędzie oczywiście, ale w zdecydowanej większości tak. Także z tytułu PIT, bo więcej osób pracuje i rosną wynagrodzenia. To wszystko prawda. Ale rosną także koszty funkcjonowania, koszty realizacji zadań, a także ich liczba. Nie wspomnę już o inwestycjach i wzroście ich kosztów.
W przypadku budżetu centralnego sytuacja jest o tyle prostsza, że część „strat” z tytułu zmian podatkowych w PIT wróci choćby w postaci wpływów z VAT wynikających z większej konsumpcji. W samorządach taki efekt też wystąpi, ale w znacznie mniejszej skali i nie bezpośrednio, bo na przykład w VAT gminy udziału nie mają.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o