No-no…

0
56
REKLAMA

Jak wiadomo, gdy nie ma już żadnego, ale to żadnego, innego wyjścia, ludzie gotowi nawet są postępować rozsądnie. I rzeczywiście: 11 czerwca III Rzeczpospolita przeciwstawiła się projektom maniaków i malwersantów rządzących Unią Europejską, dzięki czemu podatki od prądu nie wzrosły 3‑krotnie (!!), co oznaczałoby trzy razy wyższe rachunki za elektryczność. I dwa razy wyższe ceny gazu na stacjach benzynowych. Wtedy po raz pierwszy Kongres Nowej Prawicy poparł „Rząd” III RP.
Teraz Komisja Europejska przedstawiła zmniejszony projekt podwyżek i III RP tym razem formalnie go zawetowała. Przemysł w całej Europie odetchnął z ulgą, bo w innych krajach politycy nie mieli jaj, by przeciwstawić się terrorowi intelektualnemu (i naciskom finansowym…) tych szaleńców.
W szczególności zabawnie wypadli bracia Czesi. Jak wiadomo JE Wacław Klaus, prezydent Republiki Czech i Moraw, sądzi o „walce z GLOBCIem” to samo, co ja, i nawet wydał na ten temat książkę, ale politycy z „rządu” i biurokraci zarabiają na tym pieniądze, przeto p. Tomasz Chaluopa, minister ochrony środowiska i delegat Czech i Moraw w Brukseli, milczał podobno przez minutę, nie mogąc wykrztusić „TAK” ani „NIE” – i wreszcie bohatersko oznajmił: „To, to‑to… jest bardzo, bardzo skomplikowana sprawa”.
Ale veto założonego przez Rzeczpospolitą nie poparł.
Panna Konstancja Hedegaardówna, zwana Końcią („Connie”), odpowiadająca w Unii za „pakiet klimatyczny”, zawyła z oburzenia i oświadczyła, że veto Polski niczego nie zmienia, bo nie może to być, by jeden kraj blokował poczynania dwudziestu sześciu. Więc Unia będzie nadal walczyć z GLOBCIEm (i karać Polskę, jeśli do walki nie przystąpi).
Tu chodzi o GIGANTYCZNE pieniądze. Na tę „walkę” idzie w całej Europie 200 miliardów eurosów rocznie, z czego politycy i biurokraci kradną najprawdopodobniej jakieś 10% (reszta: w błoto, ale IM się to przecież opłaca). Również poza Europą: taki p. Al Gore trafia na tej „walce” 100 mln dolarów rocznie! To veto redukuje ICH zyski o połowę. Nie dziwię się więc, że panna Końcia jest rozwścieczona: tyle szmalu miałoby IM przejść koło nosa!
Ale tu chodzi tez o ZASADY.
Wszystkim państwom mającym podpisać ten nieszczęsny „Traktat Lizboński” tłumaczono, że wprawdzie tracą suwerenność, ale będą mieli ogromną autonomię, a w pewnych – dokładnie wyliczonych, sprawach będzie obowiązywać liberum veto. „Możecie więc bez obaw podpisać ten traktat”. Po wahaniach podpisali go więc i śp. Lech Kaczyński, i (na końcu zdradzony przez polskiego sojusznika i osamotniony) JE Wacław Klaus.
I teraz dowiadujemy się, że wetować to sobie możemy, a ONI i tak będą robić swoje.
Mamy też jasny obraz sytuacji, jaka pojawi się, gdy któryś euro‑stan będzie chciał opuścić Unię. Dowie się tego samego, co usłyszało 13 americ‑stanów w 1863:
„The Federal Union – it must be preserved”
Policzenie się z głupolami i zdrajcami, którzy podpisali ten Traktat (JE Donald Tusk przyznał się, że podpisał go, nie czytając!!), odłóżmy na potem. Obecnie dyplomacja III Rzeczpospolitej musi NATYCHMIAST podjąć kroki, by zmontować szeroki front euro‑stanów przerażonych tą praktyką.
Bo dziś spotyka to Rzeczpospolitą – jutro może dotknąć każdy euro‑stan! Nawet Niemcy czy Francję.
Co prawda, gdy Francja i Niemcy przekroczyły limity deficytu, nie spotkała tych euro‑stanów żadna kara, ale złamanie tych zasad nie naruszało interesów euro‑złodziei. Tymczasem veto Rzeczypospolitej Polskiej pozbawia Towarzyszy Euro‑Komisarzy po prostu pieniędzy.
Grubych pieniędzy.
Cóż: postarają się przekupić p. Janusza Lewandowskiego „naszego” eu­ro‑­komisarza.
Ciekawe, czy się złamie?

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o