O różnych opłatach i o luce VAT

0
10

Najbliższe dwa lata przyniosą nam wyraźny wzrost różnego rodzaju obciążeń, choć formalnie rząd broni się przed argumentem, że podnosi podatki. Nie za bardzo dopuszcza również do siebie myśl, że słynna luka VAT może znowu wzrosnąć.
Kilka dni temu minister finansów powiedział, że opłata cukrowa nie jest podatkiem, ponieważ ministerstwo finansów „nie bierze z tej opłaty ani grosza”. No właśnie. Od kilku lat sygnalizuję Państwu, że zwiększenie obciążeń nastąpi, bo cudów nie ma, a samo oświadczenie premiera czy któregoś ministra, że podatki nie wzrosną, wcale nie idzie za tym w sprzeczności. Pomijam już oczywiście kwestię definicji, jaką przedstawił minister, co jest podatkiem, a co nie, ale jego słowa dobitnie o tym świadczą. Nawet jeśli jakieś obciążenie rośnie, to wystarczy, że formalnie nie jest ono podatkiem i rząd swoją obietnicę o niepodnoszeniu podatków spełni. Oczywiście wystarczy nie pić napojów wysoko słodzonych, żeby tego konkretnego podatku, przepraszam, tej opłaty, nie płacić. Tym bardziej, co z kolei zasugerował premier, że w zasadzie jest ona dla naszego dobra, chodzi o to, żebyśmy zdrowsi byli. Ale jeśli tego typu opłat będzie więcej, to w końcu na którąś się „załapiemy”. A zatem przygotowujmy się na wzrost kosztów życia wynikających z prób głębszego sięgnięcia do naszych kieszeni, choć faktycznie nie musi to oznaczać wzrostu CIT, PIT, czy VAT. Zresztą w przypadku dwóch pierwszych podatków rzeczywiście ostatnie lata przyniosły obniżki. Czasem w bardzo wąskim zakresie, ale jednak.

REKLAMA

Minister finansów stwierdził także, że za wcześnie mówić o wzroście luki VAT w tym roku. W sumie ma rację, dopiero po fakcie będziemy mogli ocenić, choć też z przybliżeniem, co się wydarzyło. Ale o co w ogóle chodzi?
Luka VAT, najkrócej mówiąc, to różnica między tym, co powinno wpłynąć do budżetu z tytułu VAT a tym, co faktycznie z tego tytułu do budżetu wpływa. Mniej środków to efekt wielu czynników, na czele oczywiście z różnego rodzaju przestępstwami typu Karuzele Vatowskie. Rząd przez ostatnie lata chwalił się wyraźnym wzrostem ściągalności podatków, czyli innymi słowy domknięciem luk w podatkach. Przede wszystkim zaś domknięciem luki VAT. W roku 2018 mogła ona spaść nawet w okolice 10%, choć tu szacunki są różne. Niektóre mówią o 12%. Nie jesteśmy w stanie dokładnie tego policzyć. Wiadomo natomiast, że doszliśmy do ściany i dalszy jej spadek w polskich realiach jest mało prawdopodobny. Delikatnie mówiąc. W roku 2019 w stosunku do roku 2018 wzrost ściągalności podatków samo ministerstwo finansów szacowało na… 300 mln złotych. A to w zasadzie na granicy błędu. Pamiętajmy bowiem, że teoretyczne dochody z VAT to rząd wielkości 200 mld złotych.

Wielu ekonomistów, w tym także ja, podkreślało, że wyraźny wzrost dochodów z VAT w ostatnich latach to nie tyle efekt wzrostu ściągalności podatków, co efekt wspaniałej koniunktury. Oczywiście zgadzam się absolutnie z tezą, że ściągalność także wzrosła, to wynika z danych, ale mogła ona sięgnąć co najwyżej dwudziestu kilku mld złotych w 2018 i 2019 roku. I to prawdopodobnie z tytułu nie tylko VAT, ale i CIT i PIT. To, że całkowite dochody z VAT rosły tak bardzo, wynika oczywiście głównie z rozkręcania się gospodarki. W 2015 roku wyniosły one niecałe 125 mld PLN, w 2018 175 mld PLN. W tym maksymalnie około 20 mld to wzrost ściągalności. Reszta to głównie efekt szybkiego rozwoju, który obserwowaliśmy zresztą w całej Europie środkowo wschodniej.

Rząd chwalił się zwiększeniem ściągalności, ale albo w ogóle, albo niejako na marginesie wskazywał na to, że lepsza koniunktura niejako z założenia zwiększa chęć do płacenia podatków. A zatem jakaś część zmniejszenia luki VAT wynika nie z działalności rządu, ale po prostu z tego, że przedsiębiorca, któremu jest lepiej, mniej kombinuje. Albo po prostu ma środki na to, żeby płacić podatki. Także VAT. I to jest klucz w kwestii tego, czy luka VAT w tym roku wzrośnie czy nie. Pogorszenie sytuacji, czyli kryzys może doprowadzić do mniejszych wpływów z VAT. I mam tu na myśli nie tylko mniejsze wpływy w związku ze zmniejszeniem się gospodarki, co jest jasne, ale także pogorszeniem ściągalności podatków. Czyli również wzrost luki VAT. Efekt nie musi być duży, pamiętajmy bowiem, że firmy dostały pieniądze z tarcz pomocowych na poprawę płynności. Wiele będzie zależało od tego, co się wydarzy do końca roku w kwestii choćby eskalacji pandemii.

Jeśli rzeczywiście część zwiększenia ściągalności podatków wynikało z lepszej koniunktury, a moim zdaniem, jeszcze raz to podkreślę, tak było, to znaczy, że wzrost ściągalności podatków z tytułu działań rządu nie wyniósł nawet wspomnianych dwudziestu kilku mld PLN. Nie chcę tutaj umniejszać sukcesów rządu, bo ewidentnie efekty działań są. Ale z pewnością nie na takim poziomie, żeby w ten sposób finansować wprowadzone projekty socjalne. I tu się koło zamyka. Jeśli mamy je trwale finansować, to musimy znaleźć ich trwałe finansowanie. I dlatego, moim zdaniem, niestety, wzrost obciążeń jest nieuchronny.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o