Odkrywam… banały

0
66
REKLAMA

Ja tu przez trzy odcinki tłumaczę, dlaczego Polacy nie zdobywają złotych medali, i odnoszę wrażenie, że jest to dla ludzi odpowiedzialnych za sport nie tyle „rewelacja”, ile bredzenie, czyli tezy tak całkowicie odbiegające od tego, do czego przywykli, że nie raczą poświęcić temu ani chwili uwagi.
Tymczasem, i to w lewicowym piśmie, przeczytałem wypowiedź p. Andrzeja Anastasiego, trenera polskich siatkarzy. Powiedział ON: „Kiedy przyjechałem, wszyscy mnie ostrzegali, że Polacy nie mają mentalności zwycięzców”.
Czyli to, co ja usiłuję uprzytomnić Polakom, za granicą jest po prostu znaną, utartą, obiegową opinią!!
Ale jak Polacy mają mieć mentalność zwycięzców, gdy młodym ludziom każe się nie WYGRYWAĆ, tylko „zdobyć minimum kwalifikacyjne” do reprezentacji? Lub do otrzymania stypendium sportowego?
Ja to widzę i w swojej partii. Mówię: ten ustrój niedługo się zawali; musimy iść dumnie po władzę! ” A część działaczy: „Najważniejsze, aby przekroczyć 3%, co daje dostęp do dotacji ze Skarbu Państwa!! Albo i 5%, to będziemy mieli kilku posłów w Sejmie…”.
To jest właśnie ten minimalizm. Ludziom trzeba mówić: „Idziemy zdobyć szczyt Szklanej Góry! ”, być może połowa zginie, a połowa dotrze tylko do połowy zbocza… Ale gdybyśmy powiedzieli: „Postarajmy się dotrzeć do połowy zbocza! ”, to ludzie by rezygnowali, nie dotarłszy nawet do 1/4!!
Jak mają zdobywać złote medale ludzie uczeni hasła „Gloria victis! ”. Po co zwyciężać, gdy chwała przypaść ma…zwyciężonym???
A w szkołach zaleca się „integrację”, w lekcji WF, poza dziećmi normalnymi, mają brać udział… niepełnosprawni!!! Jak tu zalecać zawodnikowi, że ma twardo wejść w przeciwnika?!?
Jest to nauka „współzawodniczenia” tak, by nikomu krzywdy nie zrobić!
Do tego należy dodać, że dwoje spośród polskich medalistów: pan, który podniósł złoto, i pani, która wystrzelała srebro, oświadczyli, że działacze sportowi tylko im przeszkadzali. Pozostali też pewno powiedzieliby coś podobnego, ale nie powiedzieli, bo liczą na jakieś finansowe frukty w nadchodzących latach…
Ta sprawa nie dotyczy jednak tylko sportu: dotyczy wszystkiego.
Żyjemy w ustroju, w którym rządzą urzędnicy. A biurokracja ma to do siebie, że nie jest w stanie zrozumieć ludzi dążących na szczyty. Biurokrata odruchowo rozumuje kategoriami „przeciętnego człowieka”. Tymczasem ten, kto chce ruszyć świat z posad, a przynajmniej zdobyć jakiś złoty medal, musi być człowiekiem nieprzeciętnym, wymykającym się pojęciom urzędnika.
Czy urzędnik może np. wspomóc wybitnego wynalazcę? Nie może. Urzędnik kieruje się bowiem wyuczoną wiedzą, a to, co robi wybitny wynalazca, jest tej wiedzy zaprzeczeniem. Wielkie odkrycie polega na zaprzeczeniu aktualnej nauce.
No i jak urzędnik ma dać forsę na coś, co jest zgodnie z nauką niemożliwe?
Medaliści olimpijscy niekoniecznie muszą sprzeciwiać się zastanej wiedzy, ale z całą pewnością muszą być inni, niż przeciętni ludzie. A to wystarcza, by dla urzędników stawali się kłopotem. Byli czymś niezrozumiałym.
Dotyczy to nie tylko urzędników. Ile razy, gdy coś proponuję, spotykam się ze stwierdzeniem: „Ale czy ktoś to już kiedyś zrobił? ” Gdy odpowiadam: „Nie, Polacy mają być pierwszymi! ”, wielu patrzy na mnie jako na wariata. Polak miałby coś zrobić pierwszy? Nie miałby po prostu naśladować innych?
Ale przecież KTOŚ zawsze musi być pierwszy? Dlaczego nie Polak?
Bo Polacy nie mają mentalności zwycięzcy!
A nie mają, bo ci, co ją mieli, wyemigrowali. O ile wcześniej nie zginęli w jakimś kretyńskim powstaniu.
A pozostali nauczyli się jednego: „Nie wychylać się! ”
A wtedy i żyć można, i na jakieś stypendium się załapać…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o