Oni chcą nowych wyborów

0
45
REKLAMA

W sumie to nie jest najbardziej istotne. Co sądzę o polskim wymiarze sprawiedliwości, napisałem dwa tygodnie temu przy okazji komentowania „sprawy Gowina”, powtórzę więc krótko – nie do zaakceptowania jest przewlekłość sądowych procedur w naszym kraju.
Austriacy potrafili Fritzla osądzić w ciągu roku, podobnie po roku od swojej zbrodni w Oslo wyrok usłyszał Brevik. A u nas, co prawda, zdarza się, by proces się zaczął po roku, tak jest na przykład w sprawie śmierci dziewczynki w Sosnowcu, ale to jest wyjątek. Regułą są przewlekłe postępowania, trzymanie podejrzanych miesiącami w areszcie i seryjnie przegrywane przez Polskę procesy przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Czy sprawa przystopowania sądowej reformy Gowina w tym zakresie ma jakiekolwiek znaczenie? Wątpię.
Ale wróćmy do brykających ludowców. Pewnie ich ubiegłotygodniowy triumf będzie nieostateczny. Jest jeszcze Senat, jest prezydent, więc różnie może się zdarzyć, ale jedno jest pewne; PSL pokazał Platformie, że nie jest stabilnym koalicjantem. Wcześniej złamało koalicyjne ustalenia trzech posłów PSL przy okazji głosowań nad związkami partnerskimi (jeden poseł podobno się pomylił), dziś zatem PO musi mieć coraz więcej wątpliwości co do przyszłości tego związku.
Wbrew temu, co się często pojawia w różnych komentarzach, alternatywą nie jest koalicja z SLD. Leszek Miller, choćby nawet bardzo chciał zastąpić PSL, to ma na to za mało szabel. Dołączyć do tonącej koalicji też nie ma za bardzo ochoty, bo komu się chce wsiadać na statek nabierający wody. A zatem co? Wcześniejsze wybory? Coś mi się wydaje, że coraz więcej partii ma na to ochotę. Platforma, bo traci. Kampania wyborcza mogłaby ten trend zatrzymać. Sondaże dziś pokazują, że kolejna wygrana PO nie jest wcale niemożliwa. PiS chciałby wyborów, bo zyskuje. Jarosław Kaczyński pytany o to, po co partii potrzebny jest przyśpieszony kongres, z uśmiechem odparł, że kongresy zwołuje się, gdy partii jest dobrze i gdy ma wiatr w żaglach. PiS ten wiatr ma.
Gdyby główna partia opozycyjna wygrała wybory, to nawet gdyby nie znalazła koalicjanta, byłaby szczęśliwa. Złamałaby przede wszystkim klątwę serii przegranych wyborów. Nawiasem mówiąc, nie sądzę, by PiS rwało się do władzy w kryzysowych czasach. Najbardziej komfortową sytuacją dla PiS jest wygrać wybory, nie rządzić i ostro komentować poczynania władzy.
Dla SLD wybory byłyby korzystne, bo ich główny konkurent, czyli Europa +, jest w zaskakującej rozsypce i totalnym chaosie. Gdyby nagle okazało się, że do urn mamy iść na przykład we wrześniu, to inicjatywa Kwaśniewskiego, Siwca i Palikota nie miałaby raczej z SLD szans. PSL wybory są obojętne. Oni zawsze wezmą te swoje 6%. Jedyna partia z zasiadających dziś w Sejmie, która może się obawiać wcześniejszych wyborów, to Ruch Palikota. Ale jeżeli pozostali tego będą chcieli, to RP nie będzie w stanie tego zablokować.
No dobrze, ale co z całej tej układanki wynika dla nas, dla obywateli? Moim zdaniem nic dobrego. Nie jestem zwolennikiem trwania obecnego układu politycznego, czyli takiego jak dziś podziału na scenie politycznej. Ale nie chcę też zmiany robionej na ich zasadach, czyli zmiany polegającej na przestawianiu istniejących klocków, na ciągle takiej samej scenie. Uważam, że żadna z partii zasiadających dziś na Wiejskiej nie nadaje się do rządzenia. Co zatem mam robić jako obywatel? Szczerze odpowiem – nie wiem. Ale na pewno będę podejrzliwy wobec inicjatywy wcześniejszych wyborów. Chyba wolałbym jeszcze trochę poczekać. A nuż coś nowego się jeszcze urodzi?

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o