Operacja „Dubler”

0
317

Rafał Trzaskowski został nowym (sic!) kandydatem na urząd Prezydenta Polski, po rezygnacji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. W historii Polski jest to sytuacja niemająca wcześniej miejsca. Jednakże okoliczności towarzyszące temu zdarzeniu wskazują niestety na szeroko zakrojoną akcję, mającą na celu nie tylko kolejne osłabienie rządu, ale cyniczne rozgrywanie na swoją korzyść kampanii prezydenckiej w krajobrazie pandemii, gospodarczych wyzwań i społecznego lęku wobec niewiadomej i niepewnej przyszłości bytu wielu obywateli. Mam nieodparte przekonanie, że „troski” marszałka Grodzkiego, opozycji, w tym klubu KO, o zdrowie i życie obywateli, i dalej o wierność Konstytucji zeszły na dalszy plan, zaś ich działania koncentrowały się na uzyskaniu drugiej szansy i podmianie kandydata.

REKLAMA

Z perspektywy czasu ocena zdarzeń i wypowiedzi prowadzi do wniosku, że plan „wymiany” Małgorzaty Kidawy–Błońskiej zrodził się równolegle z akcją marszałka Grodzkiego w sprawie tzw. „śmiercionośnych kopert”. Śmiercionośnych, bo „dotykanych milion razy przez miliony rąk”. Pod pozorem chronienia życia obywateli i dbałości o Konstytucję, Senat przedłużył debatę nad rządowym projektem ustawy o korespondencyjnym głosowaniu tak, aby Sejm zbierając się – nawet niezwłocznie – nie miał formalnej możliwości doprowadzić do tego, by wybory 10 maja odbyły się. W wielkich słowach marszałek Grodzki uzasadnił, że „jeśli przez przełożenie wyborów uratujemy choć jedno życie, to warto tak postąpić” jako, że jesteśmy w środku tej „straszliwej pandemii”, a „koperty zabijają”. Tak też się stało. 10 maja już za nami, a wstępny plan przeprowadzenia wyborów 28 czerwca pokaże, w jakim momencie tej „straszliwej pandemii” wtedy będziemy (po zaledwie 48 dniach od 10 maja). Zresztą obserwując zachowania opozycji – po wymianie kandydata – nagle przestało to być argumentem w kampanii: koperty utraciły swoje zdolności bojowe i nie są już śmiercionośne.

Co zatem mamy na nowym stole wyborczym…
Rafał Trzaskowski – bo o nim mowa – zdaje się osiągać najwyższy szczebel w tzw. drabinie Petera. Laurence Peter opracował zasadę, według której każdy pracownik dąży do osiągnięcia swojego poziomu niekompetencji. To znaczy, że jego celem jest objąć stanowisko, na którym jak najbardziej się nie zna. Takiego, o którym nie ma pojęcia, co robi, ani jak tam się znalazł. Jednym słowem awansuje się tak długo, aż osiągnięte zostanie stanowisko, na którym nie można się sprawdzić, albo sprawdza się zdecydowanie gorzej, niż poprzednio i tym samym wykonuje się swoją pracę gorzej, niż przed awansem.
Akcja z awarią Czajki, wydatkowanie sporych kwot ze środków publicznych na wątpliwe ideologicznie wydarzenia, np. dotacja w wysokości 81 000 zł dla „V Dni Różnorodności w Warszawie”, czyli cyklu wydarzeń towarzyszących Paradzie Równości (w porównaniu np. do 1 000 zł dotacji jeszcze w 2018r.), stworzenie słynnego ogródka piwnego, nazywanego przez złośliwych „skupem palet”, za jedynie 920 tys. zł, żółwie wręcz tempo rozpatrywania wniosków przedsiębiorców w ramach Tarczy Antykryzysowej – potwierdza tę opinię i smutną refleksję.

W „Ostatnich rozmowach” Petera Seewalda, Benedykt XVI sformułował własną definicję władzy jako „odpowiedzialność, coś ciężkiego i przytłaczającego, coś co nakazuje każdego dnia pytać czy sprostałem”. Idąc tym tropem należy zadać sobie pytanie, który z kandydatów sprostał na tyle, by oddać mu lub powierzyć sprawowanie najwyższego urzędu, i który daje nam największe prawdopodobieństwo, że podoła temu zadaniu…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o