Opole

0
61

Wygląda na to, że w Opolu wystąpi jedynie Jan Pietrzak, artysta, który jest zaprawiony w dobrym układaniu sobie życia z represyjną władzą. Może nie tak dobrze, jak to zawsze potrafiła Maryla Rodowicz, ale też i ranga tych artystów jest znacząco inna. Można sobie wyobrazić Opole bez Pietrzaka, bez Rodowicz już znacznie trudniej. Dlatego też informacje dobiegające z opolskiego frontu, czyli tak naprawdę z Woronicza, o tym, że TVP ma troskę, że artysta Jan Pietrzak może być w Opolu przyjęty niezbyt przychylnie i że w związku z tym rozważa się pomysł z dowiezieniem artyście publiczności pewnej, sprawdzonej i niegwiżdżącej, bledły w zderzeniu z informacją, że Maryla Rodowicz jednak wystąpi. Co prawda bez Zenka Martyniuka, ale jednak wystąpi. A potem gruchnęło, że jednak nie. No i się posypało. Gdy piszę te słowa, lista nieobecnych w Opolu jest długa, ale na pewno znacznie krótsza niż gdy państwo te słowa czytają. A nawet gdyby jakimś cudem ktoś znaczący pojechał na opolski festiwal, to mleko i tak się rozlało. TVP płaci właśnie rachunek za bezprzykładny skok rządzących na media zwane publicznymi. Płaci za setki zwolnionych z pracy osób, za prymitywną propagandę, niektórzy mówią, że rodem z PRL, ale mi się wydaje, że tamta była o tyle inteligentniejsza, że brała pod uwagę okoliczności. Na przykład konkurencją dla PRL-owskiej propagandy były informacje Radia Wolna Europa oraz to, co pisano w prasie podziemnej. Były to źródła stosunkowo trudno dostępne. Tymczasem dzisiaj łatwo dostępnych źródeł informacji innych niż media rządowe jest pełno. Uważanie przez Jacka Kurskiego i jego podwładnych, że prymitywna propaganda może być skuteczna, jest dowodem na ich oderwanie od rzeczywistości. Jednak na miejscu wszystkich polityków opozycji, z politykami PO na czele, nie uderzałbym zbyt śmiało w triumfalne tony. Owszem, w czasach, w których oni byli przy władzy nie dochodziło do takich idiotyzmów jak zwalnianie z pracy kogoś, kto zgodził się na zaproszenie do studia radiowego profesora Jana Hartmana, ale to wcale nie znaczy, że było dobrze. SLD, gdy rządziła, też obsadzała publiczne media swoimi funkcjonariuszami. To, że kilka lat temu Donald Tusk powiedział, że abonamentu można nie płacić, w domyśle – niech media publiczne sczezną – nie jest żadnym powodem do dumy, jest jedynie dowodem, że lider PO nie rozumiał wtedy (ciekawe, czy rozumie to dziś), że media publiczne mogą być ważnym elementem nowoczesnego państwa, mogą to państwo silnie wspierać w rozwoju. Warunkiem takiego wspierania musi być jednak mocne uniezależnienie od polityków oraz stabilne podstawy finansowe, najlepiej w postaci powszechnego opodatkowania nazywanego abonamentem. Publiczne media mogą niwelować nierówności wynikające z różnych szybkości rozwoju różnych części kraju. Mogą być propagatorem kultury, mogą, a nawet muszą być źródłem wiarygodnej i rzetelnej informacji, która staje się też punktem odniesienia dla wszelkich innych źródeł informacji, tak przecież dziś atakowanych przez tak zwane „fake newsy”. Oczywiście, po tym jak PiS rozwaliło Trybunał Konstytucyjny, po tym, jak dziś rozwala sądownictwo, jasno widać, że nie ma w naszej rzeczywistości żadnej instytucji, której nie da się w kilka miesięcy rozbić. PiS zagarnęłoby media, a przede wszystkim telewizję tak czy siak, problem polega na tym, że ani PO, ani żadna inna wcześniej rządząca w naszym kraju siła przez 28 lat nawet nie podjęła próby oddania nam, obywatelom, mediów publicznych. Zawsze były one traktowane jak łup polityczny, który warto przechwycić albo – jak PO za Donalda Tuska – tolerować, pod warunkiem że za bardzo nie brykają. Dzisiaj, gdy za sprawą festiwalu w Opolu (swoją drogą to ciekawe, jak nieoczekiwanie mogą wywrócić się idiotyczne, czy też autorytarne pomysły) znowu mówi się o mediach publicznych i gdy liczymy, że w następnych wyborach (ciekawe, czy będą) poprawimy nasz kraj, warto o tym pamiętać i warto pytać polityków nie o to czy, ale o to w jaki sposób chcą nam zwrócić media publiczne.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o