Pijane dzieci we mgle

0
39

Klęska, jaką polski rząd poniósł w Brukseli, musi być dla rządu bolesna, ale moim zdaniem wynikła ona wprost z tego, że ani pan minister Waszczykowski, ani pani premier Szydło, ani wreszcie pan prezes Kaczyński nie bardzo wiedzą, o co im w polityce zagranicznej chodzi. Bo jeżeli celem miało być utrącenie Donalda Tuska, to – spójrzmy prawdzie w oczy – nie jest to żadna polityka, ale mała gierka. Nawet nie podwórkowa, bo na podwórkach czasami dochodzi do wielkich i dramatycznych rozgrywek. Mecz, który się kończy wynikiem 27: 1, jest meczem żałosnym, a może nawet żałośnie komicznym.
W minionym stuleciu nasz kraj boleśnie się przekonał, czym może się skończyć źle prowadzona polityka. Gdy w 1939 roku nad naszymi głowami porozumiały się Niemcy i Rosja, my wierzyliśmy w gwarancję Anglii i siłę militarną Francji. Gdy pod koniec wojny polscy żołnierze wykrwawiali się na wszystkich frontach, wierząc, że ta przelana krew da nam ponownie wolny i niepodległy kraj, wielcy tego świata, nic nam o tym nie mówiąc, podpisali uzgodnienia w Teheranie i Jałcie, które to uzgodnienia przestały obowiązywać dopiero w 1989 roku. Wtedy dla wszystkich stało się jasne, że naszą przyszłością może być tylko związanie się z Zachodem, a konkretnie z NATO i Unią Europejską. I tak się stało. Jesteśmy w obu tych organizacjach, które jednak nie są tymi samymi, o jakich marzyliśmy.
Tyle że nie możemy tylko pomrukiwać, że NATO i UE są nie takie, jakie miały być, tylko powinniśmy działać jak członkowie tych organizacji, którymi to członkami przecież jesteśmy. Dotyczy to przede wszystkim Unii Europejskiej. Nie można na każdym kroku straszyć obywateli Niemcami. Nie można mrugać okiem i dawać do zrozumienia, że Polska być może powinna opuścić UE, chyba że ma się jakiś wielki plan przyłączenia naszego kraju do Rosji. Jeżeli jednak taki plan jest, to trzeba go nam, obywatelom, przedstawić i przekonać nas do niego, a my w wyborach zadecydujemy, czy nam się ta droga podoba. No chyba, że ma już nie być wyborów. Ale to też nam trzeba powiedzieć, żebyśmy się mogli wkurzyć.
Tymczasem, moim zdaniem, nie ma dla nas bardziej stabilnej przyszłości niż silna Unia Europejska. Tylko taka może być partnerem dla największych organizmów gospodarczych świata. Po odejściu z Unii Wielkiej Brytanii nadal na naszym kontynencie będzie mieszkać ponad 400 milionów obywateli, wszyscy oni żyją w krajach o nowoczesnej i naprawdę konkurencyjnej gospodarce. Jeżeli założymy, że w przyszłości najbardziej cenna będzie myśl ludzka (a takie założenie jest swego rodzaju oczywistością), to przecież na naszym kontynencie są świetne uczelnie (fakt, szkoda, że nie w Polsce), i w naukę trzeba inwestować.
Kluczowym jednak jest odpowiedzenie na pytanie, co to znaczy silna Unia. Rządzący dziś politycy PiS nie bardzo potrafią odpowiedzieć na to pytanie. Niestety, ich poprzednicy też uciekali od odpowiedzi na to pytanie i na przykład nigdy nie pokazali ścieżki, jaką Polska powinna iść do strefy euro, a może nie powinna, ale to też trzeba jasno powiedzieć. Zamiast jasnych deklaracji słyszymy tylko jakieś bełkotliwe pogróżki ministra Waszczykowskiego, który zapowiada jakiś odwet za klęskę w Brukseli. Czyli ci, którzy powinni odpowiadać za naszą politykę zagraniczną, zachowują się trochę jak pijane dzieci we mgle. Jedyne, co może ich trochę usprawiedliwiać, to fakt, że podobnie zachowują się politycy w innych krajach. Też się zataczają i coś tam bełkoczą. Też nie mówią jasno, co należy zrobić po największej wspólnotowej klęsce, czyli po Brexicie. Też nie próbują znaleźć odpowiedzi na pytanie – co to znaczy silna Unia. Na razie zajmują się łataniem dziur i lękliwym przyglądaniem się kolejnym wyborom w kolejnych państwach. Tak, politycy w całej Europie są do niczego. Ale czy to może być jakąś pociechą?

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o