Podatek cukrowy

0
230

Prawdopodobnie od pierwszego kwietnia 2020 roku zacznie w Polsce obowiązywać nowy podatek, podatek cukrowy. Czy decyzja o jego wprowadzeniu podyktowana jest bardziej chęcią dbania o zdrowie Polaków, czy też koniecznością zebrania pieniędzy do budżetu państwa?

REKLAMA

Podatek cukrowy, przynajmniej zgodnie z teorią, to podatek nakładany na sprzedaż napojów słodzonych cukrem. Wszystko po to, żeby ograniczyć ich konsumpcję, czyli w konsekwencji, ograniczyć ich niepożądane skutki zdrowotne. Napoje wysoko słodzone były pierwszymi produktami objętymi podatkiem. Ale nie są dzisiaj jedynymi.

Podatek cukrowy nie jest niczym nowym. Ani informacja o tym, że nadmiar cukru szkodzi. Norwegia, Finlandia i Dania zaczęły stosować taki podatek już w 1922 roku. I wiele państw na świecie się nim posługuje. Nie bylibyśmy zatem pierwsi. W większości przypadków podstawowym argumentem wprowadzenia tego podatku jest zmiana preferencji żywieniowych. Czyli mówiąc wprost – ograniczenie spożycia cukru. Dlaczego na pierwszy ogień poszły napoje słodzone? Dlatego, że cukru w nich jest naprawdę dużo, bywa że w litrze dwadzieścia kilka łyżeczek. Istotne jest też to, że wciąż jeszcze nie ma powszechnej świadomości tego faktu. Mówiąc inaczej: wiele osób wie, że nadmiar cukru szkodzi i w związku z tym filiżankę herbaty posłodzi co najwyżej jedną łyżeczką, ale z drugiej strony bez oporu wypije puszkę słodzonego napoju, w której tych łyżeczek jest pięć.

Wiedza o niekorzystnym wpływie nadmiaru cukru na zdrowie jeszcze niedawno nie była powszechna. Ale teraz sytuacja się zmienia. Wiele osób na przykład w Stanach Zjednoczonych walkę ze zbyt dużym spożyciem cukru porównuje do walki z wyrobami tytoniowymi. Jeszcze w latach sześćdziesiątych w USA dość powszechnie podważano negatywny wpływ palenia na zdrowie. Dzisiaj społeczeństwo nie ma co do tego wątpliwości. Spora w tym zasługa zasądzonych przez sądy wielomiliardowych odszkodowań dla tych, którzy ucierpieli na skutek palenia. Część wielkich kancelarii prawnych w USA już dzisiaj odgraża się, że będzie wytaczać procesy producentom słodyczy, którzy – ich zdaniem – są odpowiedzialni za wiele chorób. Jak będzie i czy odniosą sukces, tego nie wiemy, ale z pewnością walka z cukrem wchodzi na inny szczebel.

Wobec tego wszystkiego także nasz rząd postanowił coś zrobić. Działanie podatku cukrowego, jak już wspomniałem, jest oczywiście takie, że jego nałożenie ma spowodować podwyższenie cen, a więc w konsekwencji ograniczenie konsumpcji. Ten mechanizm w praktyce w Polsce działa różnie. Przykład alkoholu jest tu aż nadto wyraźny. Zbyt wysokie podatki powodują rozrost szarej strefy. Spadek spożycia jest niewielki, spadają za to wyraźnie wpływy budżetowe. W przypadku napojów słodzonych może być jednak trudniej, choćby dlatego, że tu liczy się marka. Efekt przerzucenia się na inny napój może zatem nie być silny. A liczący się producenci, na czele z wielkimi międzynarodowymi koncernami, raczej w szarą strefę nie wejdą.

No dobrze. To jak to ma w praktyce w Polsce wyglądać? Jeśli wszystko dobrze pójdzie, oczywiście dobrze z punktu widzenia pomysłodawców podatku, to zacznie on obowiązywać od pierwszego kwietnia bieżącego roku. Ma dotyczyć małych porcji alkoholu, głównie tzw. małpek, napojów energetycznych, suplementów diety i innych dosładzanych napojów. Podatek ma być zróżnicowany i uzależniony od ilości nie tylko cukru, ale także różnych substancji aktywnych (to głównie w kontekście napojów energetycznych). Mamy różne wersje projektu, ale w tej najostrzejszej napoje słodzone typu „oranżada” mogą podrożeć nawet o 1 PLN na litrze. Czy to dużo, czy nie, to już kwestia do dyskusji. Nie ma także na razie szczegółowych analiz, jak może to wpłynąć na spożycie, tym samym na ilość spożywanego cukru.

Argument zdrowotny w przypadku nowych przepisów nie podlega dyskusji. A pamiętajmy, że ponad połowa Polaków ma nadwagę. Nie znamy jednak odpowiedzi na pytanie, jak bardzo wyższe ceny ograniczą popyt. Z drugiej strony trzeba także pamiętać, że podatek będzie miał negatywny wpływ na część gospodarki. Nie tylko na producentów cukru, ale także producentów i dystrybutorów różnych napojów. Także na przykład produkowanych na bazie jabłek czy truskawek. A grubo ponad połowa z nich to producenci polscy.

W innych krajach po wprowadzeniu podatku rzeczywiście spadła sprzedaż wysoko słodzonych napojów. W Meksyku na przykład o 10%. Wzrosła za to sprzedaż mleka i wody mineralnej. Czy jednak w Polsce nie będziemy mieli na przykład do czynienia ze wzrostem przygranicznych obrotów i zakupów dokonywanych na Słowacji czy w Niemczech?

No i jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Rząd wszelkimi sposobami walczy o zrównoważenie budżetu na 2020 rok. Przychody z podatku cukrowego, według pomysłodawców, mogą sięgnąć nawet 3 mld złotych. Czy zatem to nie jest głównym powodem wprowadzenia tego rozwiązania?

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o