Podatek od kopalin

0
27

Projekt ma dotyczyć miedzi i srebra, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to przymiarka do opodatkowania znacznie poważniejszych, z punktu widzenia wartości, złóż, jakimi mogą być złoża gazu łupkowego. Piszę „mogą być”, ponieważ, jak wiemy, badania i odwierty próbne wciąż trwają. Ostatnie szacunki wykonane w Stanach Zjednoczonych mówią nawet o 5,4 biliona metrów sześciennych, co oznacza pokrycie zapotrzebowania naszego kraju na 300 lat, czyli w praktyce umożliwia poważny eksport. Oczywiście nie mówimy na razie o jakości, cenach wydobycia itd. Wszystko wskazuje jednak na to, że w przyszłości gaz łupkowy może być istotnym źródłem dochodów budżetowych. Pytanie tylko, jak tak dokładnie w dochody budżetowe zamienić eksploatację złóż gazu? I, jak się wydaje, miedź i srebro mają tu być swoistym papierkiem lakmusowym.
Jest także, oczywiście, inny powód wprowadzania zmian, być może nawet w obecnej sytuacji istotniejszy. Państwo jest udziałowcem KGHM, jednak niejedynym, a to oznacza konieczność dzielenia się zyskiem poprzez wypłatę dywidendy z innymi. Podatek taki problem likwiduje, otrzymuje go bowiem, co oczywiste, tylko państwo. A obecnie państwo bardzo potrzebuje pieniędzy, walczymy bowiem o zejście z deficytem sektora finansów publicznych do poziomu 3% PKB, czyli takiego, jakiego wymaga Komisja Europejska i jaki można uznać za bezpieczny. Podatek w obecnie proponowanym wydaniu oznacza prawie dwa miliardy złotych dodatkowych dochodów w tym i ponad dwa miliardy w kolejnych latach. Oczywiście mniej więcej, bo zależy on od kursu dolara i ceny miedzi, a przecież kształtowania się tych dwóch elementów nie jesteśmy w stanie dokładnie określić.
I właśnie tu pojawia się największy problem. Wydaje się, że właśnie dramatyczne poszukiwanie dodatkowych pieniędzy jest główną przyczyną pospiesznych, bo niestety można odnieść takie wrażenie, prac. Bez wystarczających konsultacji z zainteresowanymi, bez wprowadzenia okresu przejściowego, bez dokładnych badań wpływu na gospodarkę i konkretne podmioty. A jest kilka istotnych zastrzeżeń.
Po pierwsze, podatkowe przepisy nie wprowadzają poziomu ceny miedzi, przy którym podatek nie będzie pobierany albo jego poziom będzie minimalny. Takie rozwiązania stosowane są choćby w Rosji. Spadek ceny ropy poniżej 35 USD za baryłkę oznacza, że podatku od kopalin się nie pobiera. Przy kosztach wydobycia na poziomie poniżej 10 USD oznacza to, że firmy i tak mają jeszcze zyski i to pokaźne, jednak mają one dawać potencjał rozwoju, być przeznaczane choćby na inwestycje. To polityka dalekosiężna. Polskie rozwiązanie o niczym takim nie mówi.
A propos inwestycji. I to jest drugie istotne zastrzeżenie. Podatek nie zależy od tego, jakie inwestycje są przez daną firmę prowadzone. Czy nie warto by było uzależnić tych dwóch wielkości? Im większe inwestycje, tym większy potencjał wzrostu wartości w przyszłości. Oczywiście nie musi to funkcjonować w pełnej skali, ale jakaś premia za na przykład zwiększanie efektywności funkcjonowania powinna być wpisana w przepisy.
Problemem jest także czas wprowadzenia rozwiązań, szczególnie w kontekście tego, że KGHM, główny potencjalny płatnik, jest jedną z największych spółek giełdowych. Widzieliśmy, jakie zamieszanie wprowadziły dyskusje o nowych przepisach. Gdyby miały one zacząć funkcjonować za dwa, trzy lata, mielibyśmy wystarczającą perspektywę do przygotowania się na nową rzeczywistość. W obecnej sytuacji takiej szansy nie ma.
Zastrzeżeń jest więcej, a zatem warto powtórzyć jeszcze raz: podatek od kopalin ma absolutnie sens. Więcej: trzeba go nałożyć tym bardziej, że w przyszłości może on stanowić istotne źródło dochodów budżetowych. Ale nad szczegółami warto pomyśleć. I zdaje się, z tego, co słyszymy, że podobnego zdania jest także część rządu z ministrami gospodarki i ochrony środowiska na czele.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o