Podbój kredytem

0
71
REKLAMA

Zacznijmy od tego drugiego. Sytuacja Węgier jest dziś taka sama, jak Polski w latach 2006 – 2007, kiedy to ludzie w rodzaju Wałęsy, Mazowieckiego, nieżyjącego już Geremka i pomniejsi wyznawcy ładu z Magdalenki niemal codziennie udzielali głównym zachodnim mediom wywiadów, w których przedstawiali groteskowy obraz Polski jako państwa omalże faszystowskiego. Ten sam obraz kreowała zresztą także propaganda w kraju. Dziś, po kilku latach, wiemy już, że ani jedno − ani jedno! − z oskarżeń, którymi wywijano wtedy niczym cepami i podawano jako „oczywiste dowody nadużyć”, odwołując się jedno źródło do drugiego. Żadne z kilkudziesięciu doniesień do prokuratury − z których każde było pretekstem do „newsów” na pierwszych stronach gazet − po zbadaniu nie okazało się uzasadnione i nie dało podstaw do wszczęcia śledztwa. Komisje sejmowe, które miały post factum wrobić PiS w odpowiedzialność za „naciski” i samobójstwo Blidy, skończyły się żałośnie. Szef pierwszej, człowiek uczciwy, przyznał, że żadnych nieprawidłowości nie było. Szef drugiej, Ryszard Kalisz, odpalił z tupetem jako rzekomy delikt dla Trybunału Stanu duperelny zarzut o powołanie zespołu międzyresortowego, zamiast osobnych resortowych. A okrzyki o nadużywaniu podsłuchów czy prokuratury skończyły się, jak uciął, gdy podsłuchów i prokuratur zaczął na całego używać Tusk.
To, co mówiono wtedy o Polsce w mediach europejskich, trzeba uznać po prostu za szczególnego rodzaju bezprawną interwencję mającą na celu obalenie w Polsce demokratycznie wybranego rządu i zastąpienia go innym, korzystniejszym dla Unii (czytaj: dla Niemiec). I ta operacja się niestety udała, dzięki polskiemu kompleksowi niższości, który każde słowo z Zachodu każe traktować jako święte, a także wskutek błędów Jarosława Kaczyńskiego.
Winą Wiktora Orbana jest także to, że usiłuje uniezależnić swój kraj od zachodnich banków i strzegących ich interesów eurokracji. W istocie jego antykryzysowe działania (bo to nie on doprowadził do praktycznego bankructwa państwa, tylko rządzący wcześniej z poparciem Europy postkomuniści) są oczywiste i dokładnie takie same, jakie europejskie ciała zalecają do przeprowadzenia na szczeblu unijnym. Tyle że przeprowadzone na poziomie państwa narodowego, mogą je one uratować. Natomiast przeprowadzone przez centralę, oznaczać będą poddanie wszystkich mniejszych państw, zwłaszcza środkowoeuropejskich, dyktatowi niemiecko‑francuskiemu.
Zachód bez zastrzeżeń dawał kredyty węgierskim postkomunistom, tak jak wcześniej Grekom, tak jak teraz Tuskowi. Wiedząc doskonale, bo wystarczą do tego liczydła, że kraj tych kredytów nie będzie w stanie spłacić. Los Orbana, którego teraz nagle przygniata się zablokowaniem pożyczek i ratingami, uzależniając je od politycznych żądań godzących w suwerenność Węgier, każe uznać, że to nie rozrzutność, ale metoda nowoczesnego podboju, w którym banki i media zastąpiły kanonierki. My jesteśmy następni na widelcu.
PS. Ze względów spoczynkowych następny felieton napiszę dopiero za trzy tygodnie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o