Podpalanie Polski

0
63
REKLAMA

J. Kaczyński, który najpierw określił zwycięstwo Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich jako „nieporozumienie”, a następnie nie uznał zwycięstwa Platformy w wyborach parlamentarnych, gdyż nie przedstawiła wcześniej swojej koncepcji wydłużenia wieku emerytalnego, a więc „oszukała” wyborców, przystąpił do realizacji scenariusza zdobycia władzy nie przy pomocy kartki wyborczej, ale innych sposobów.
Po raz kolejny widać zdumiewające podobieństwo do Władysława Gomułki. Tow. Wiesław przeszedł do historii m.in. powiedzeniem, że władzy nie zdobyliśmy przy pomocy kartki wyborczej i przy pomocy kartki wyborczej jej nie oddamy. Kaczyński po siedmiu wyborczych klęskach nie ma nadziei na zwycięstwo przy urnach i liczy na splot czynników takich jak: kryzys, załamanie ekonomiczne, wybuch społeczny, a także wsparcie części Kościoła, związkowych bojówek niesłusznie i prześmiewczo używających nazwy „Solidarność”, a więc na tzw. scenariusz lub – jak mówiono w stanie wojennym – kryterium uliczne.
Taki mniej więcej scenariusz widać od dawna w pisowskich brukowcach typu „Fakt” i „Superekspres” i w pełniących rolę propagandowych biuletynów „Gazecie Polskiej”, „Gazecie Warszawskiej”, „Rzeczpospolitej”, „Uważam Rze”, imperium medialnym Rydzyka, i w wielu innych. Bo skoro Polska jest „ubiekistanem” i kondominium niemiecko‑rosyjskim, skoro naszym krajem rządzi skorumpowana grupa zdrajców, agentów i morderców zaprzedanych Putinowi i Merkel, skoro Polska ginie, jest rozkradana, niszczona i upokarzana, skoro politycy demokratycznie wybrani to „szczury” i „lemingi”, to obalenie ich wszelkimi metodami jest patriotycznym obowiązkiem. Taki scenariusz „nacisku” na rząd i zmuszenie go do ustąpienia kilka miesięcy temu podczas smoleńskiej burdy pod krzyżem zadeklarował Kaczyński, chwaląc publicznie wyczyny Macierewicza. Ale realizacja tego scenariusza oznacza podpalenie Polski – już nie „pełzający pucz”, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić, ale coś dużo groźniejszego.
W systemie demokratycznym źródłem władzy są wolne wybory, które dokonują się w Polsce od 1989 roku, i po raz pierwszy spotykamy się z zakwestionowaniem tej reguły. Demonstracja z 29 września, w sumie niewielka, licząca około 35 tysięcy ludzi, to dużo mniej niż sam Rydzyk gromadzi na swoich uroczystościach na Jasnej Górze. To wielokrotnie mniej niż w wielu innych krajach Unii Europejskiej, to wreszcie dużo mniej niż oczekiwania organizatorów i żadne kłamstwa o 200 tysiącach czy pół milionie tego nie zmienią. Demonstracja, nawet najliczniejsza, nie może być źródłem władzy ani delegitymizacją władzy wybranej w wyborach demokratycznych. Dlatego Kaczyński wprowadza do polskiej rzeczywistości całkowicie wymyślony przez siebie „kryzys”.
Znakiem tegoż ma być tzw. afera Amber Gold, ale to przecież przede wszystkim smutny przykład oszukania kilku tysięcy ludzi przez oszusta, który wykorzystał ich dążenia do szybkiego wzbogacenia się; tzw. taśmy Serafina, będące raczej przykładem słabości samego Serafina a nie państwa, i pomyłka w identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, która okazała się pomyłką rodziny jednej z ofiar. Trwające cały tydzień piekło w tej sprawie i żądanie „wyjaśnień” skończyły się złorzeczeniami pod adresem składającego te wyjaśnienia prokuratora ze strony rodziny, która mylnie rozpoznała zwłoki. Trudno te przypadki – sztucznie rozdęte i znajdujące wyraz w jałowych debatach sejmowych – nazwać kryzysem. Jeśli na tej podstawie ma upaść rząd i władzę ma przejąć Kaczyński, to mielibyśmy do czynienia z farsową stroną demokracji.
Takim kabaretowym elementem jest również użycie przez Kaczyńskiego Piotra Cieślińskiego, który, żyrując pisowski scenariusz wymyślonego kryzysu i przedstawiając się jako nieproszony wybawca, stał się postacią żałosną. Wydaje się, że większość dziennikarzy po jednym dniu zainteresowania tą farsą przestała się wygłupiać i p. Cieśliński pozostanie szybko postacią zapomnianą.
Choć ciągle trwają działania wpisane w scenariusz „im gorzej tym lepiej” i podpalanie Polski, to nic nie wskazuje, by scenariusz ten mógł stać się rzeczywistością.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o