Podwyższenie składki zdrowotnej?

0
55
REKLAMA

Marek ZuberKilka dni temu dowiedzieliśmy się, że rząd pracuje nad koncepcją zwiększenia wpływów z tytułu składki zdrowotnej. Może to oznaczać po prostu jej podniesienie.
Kiedy ponad dwa lata temu rząd zobowiązał się do osiągnięcia 6% PKB wydatków na służbę zdrowia, nie miałem wątpliwości, że będzie to oznaczało po prostu wzrost jakichś obciążeń, albo nałożenie nowych. Politycy oficjalnie się do tego nie przyznawali, ale ścieżka przez nich naszkicowana musiała nieuchronnie do tego prowadzić. Oficjalnie nikt nie chciał przyznać, że ugięcie się pod strajkiem młodych lekarzy będzie de facto rodziło takie skutki. Dzisiaj staje się to już faktem. Opłata cukrowa jest formalnym przejawem nowej opłaty, która ma poprawić budżet NFZ. A teraz dowiadujemy się, że rząd zaczął pracować nad reformą składki zdrowotnej.

REKLAMA

W Polsce służba zdrowia finansowana jest na trzy sposoby. Właściwie na dwa, bo trzeci, czyli wydatki prywatne to osobny obszar funkcjonowania. Weźmy zatem pod uwagę dwa, czyli składkę zdrowotną i wydatki bezpośrednio z budżetu państwa.
Składka zdrowotna wynosi w Polsce 9% tzw. podstawy wymiaru. Czyli upraszczając – naszego wynagrodzenia. Jeśli mamy umowę o pracę, to 1,5 punktu procentowego z tego zapłaci za nas pracodawca. Ale nie zmienia to faktu, że w sumie koszt jest taki. Środki te są podstawą finansowania Narodowego Funduszu Zdrowia, który kontraktuje różne usługi medyczne. Jest to główne źródło finansowania służby zdrowia w Polsce. Do tego dochodzą środki bezpośrednio z budżetu państwa, najczęściej przeznaczane na określone projekty. Warto wspomnieć, że także budżety samorządowe często obciążane są dodatkowymi wydatkami na służbę zdrowia.

W 2018 roku, czyli w roku, w którym lekarze rezydenci rozpoczęli protest zakończony zobowiązaniem się rządu do istotnego zwiększenia wydatków na „zdrowie”, w sumie, czyli i ze źródeł NFZ i z budżetu państwa, wydano na ten cel 4,8% PKB. Średnia unijna wyniosła wtedy 7,1%, a zatem wyraźnie więcej. Zwracam uwagę na to, że to dane nieuwzględniające wydatków prywatnych. To ważne, bo często obserwuję mylenie tych dwóch wskaźników. Nie porównujmy jabłek z gruszkami.
W wielkościach bezwzględnych było to około 95 mld złotych. I stanowiło to spory wzrost, bo prawie o 7% w stosunku do roku 2017. Zresztą w 2017 także obserwowaliśmy wzrost nakładów, nawet większy, bo o ponad 8% w stosunku do roku 2016. I było to niecałe 4,6% PKB. W roku 2019 ta tendencja została utrzymana. Wydatki przekroczyły 100 mld złotych i zbliżyły się do 5% PKB. W przypadku roku 2020 sytuacja się komplikuje, wszystko przez pandemię, nie będę zatem w tej analizie brał po uwagę tego okresu.

Z tych danych mogłoby wynikać, że założone przez rząd osiągnięcie 6% PKB w roku 2024 jest absolutnie realne bez żadnych istotnych zmian po stronie sytemu finansowania służby zdrowia. Moim zdaniem nic bardziej mylnego. Ostatnie lata były bowiem czasem fantastycznej koniunktury, nie tylko zresztą w Polsce. Doprowadziła ona do mocnego wzrostu zatrudnienia i jednocześnie szybkiego wzrostu wynagrodzeń. Jedno i drugie było co roku powyżej założeń budżetowych. I to jest główny powód ogłaszania przez rząd tego, że wydatki wzrosły bardziej niż zakładano. Jak ten mechanizm wygląda tak dokładnie? Skoro na NFZ płacimy 9% wynagrodzenia, to jeśli więcej ludzi jest zatrudnionych i w dodatku rosną ich pensje, oznacza więcej środków z owych 9%. Wynagrodzenia rosły przy tym wyraźnie szybciej, niż wynosiło tempo wzrostu gospodarki. Czyli pozwalały na wzrost wskaźnika wydatki w stosunku do PKB.
Te czasy się jednak skończyły. Mało tego: skończyłyby się także, gdyby nie było pandemii. Dlatego jasne było, że nie osiągniemy 6% PKB bez dodatkowego finansowania. No i to dodatkowe finansowanie właśnie się pojawia. Na początek jest to opłata cukrowa. Ale będzie tego typu pomysłów więcej. Być może dojdzie do zmian w zakresie składki zdrowotnej, bo o tym w tej chwili zaczęto dyskutować w rządzie. Oczywiście jest kilka wariantów. Może dojść do podniesienia samej składki, mogą nią zostać objęci ci, którzy jej dzisiaj nie płacą, może będzie ona wyższa dla prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

A zatem, jeśli chcemy mieć więcej środków na służbę zdrowia, będziemy się musieli dodatkowo złożyć. Nie twierdzę, że to coś złego, ale trzeba było od początku o tym wyraźnie mówić. A skąd wziąć pieniądze, gdzie ich poszukać, to powinno być przedmiotem szerokiej dyskusji.
I jeszcze jedna kwestia. Owszem, wskaźnik wydatków na służbę zdrowia/PKB rośnie i prawdopodobnie będzie rósł. Ale osiągnięcie 6% to nie jest coś, co powinno być wielkością docelową. Przypominam, średnia unijna to ponad 7% PKB. W Danii czy we Francji wydatki sięgają prawie 10% PKB. W dodatku nasz wzrost w sporej części został pochłonięty przez wzrost wynagrodzeń. Także w służbie zdrowia rosły one bardziej niż PKB. Nie mam nic przeciwko wzrostowi płac, w wielu przypadkach wciąż są one zdecydowanie za niskie. Chodzi mi tylko o to, że trzeba ten proces dobrze rozumieć. Wzrost nakładów w stosunku do PKB nie musi oznaczać istotnie większych pieniędzy wydanych na przykład na sprzęt, czy więcej leczonych pacjentów. Twierdzę po prostu, że aby coś bardzo odczuwalnie poprawić konieczny jest wyraźnie większy wzrost wydatków, niż osiągnięcie 6% PKB.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments