Pogrzebani w ratingach

0
28
REKLAMA

Ale czy byłoby lepiej, by były zależne? Nikt nie zauważa, że gdyby były one od kogoś zależne, to robiłyby to, co sobie życzy ten ktoś. A ten ktoś z kolei…
Ogromną szczerością w tej dziedzinie popisał się facet (jeśli tak można nazwać osobę sypiającą z p. Michałem Mronzem, businessmanem) uważany za „liberała”, bo był szefem uważanej za liberalną FPD. „Liberałem” to On jest w takim samym stopniu jak przeciętny członek PO lub Ruchu Janusza Palikota, a pisałem o tym (p/t: „Własne, zawsze najlepsze! ”) tak:
P. Gwidon Westerwelle, minister SZ RFN, oświadczył, że pora, by powstały niezależne europejskie agencje ratingowe i uspokoiły rynki podenerwowane ciągłymi spekulacjami: „Pora, by Europa udowodniła, że jest zdolna stawić czoło agencjom ratingowym. Rynki ledwie mają czas na oddech, a już agencje ratingowe swoimi decyzjami z powrotem pogrążają je w niepewności”.
Jest to znakomity pomysł.
W Polsce wszystkie partie uważają, że agencje badające ich popularność oszukują. Więc każda, z nielicznymi wyjątkami, jak np. Kongres Nowej Prawicy, zamawia własne badania… i już są zadowolone, bo mają wynik taki, jak chcą.
Związek Sowiecki, PRL i inne „demoludy” miały własne agencje prasowe. Dzięki temu przywódcy tych państw wiedzieli, że kapitalizm się rozpada, a obóz socjalizmu dogania go w szybkim tempie. Miały też własne biura statystyczne, w związku z czym było jasne, że liczba pojazdów mechanicznych na głowę mieszkańca jest w „demoludach” prawie taka sama, jak na Zachodzie. Co prawda tam były mercedesy lub choćby citroëny 2CV, a u nas motorowery marki Komar, ale statystycznie wychodziło to nieźle.
Nie wątpię, że euro‑ratingi wypadną świetnie. Ale pamiętajmy, że i czysto amerykańska Standard & Poor’s nie jest taka zła, jeśli pamiętać o tym, jaką przysługę wyrządziła Republice Greckiej.
Jeśli jest prawdą, że wzięli za to od Greków pieniądze, to przecież są prostsze i tańsze sposoby, by mieć lepsze wyniki w ratingach niż zakładanie własnych agencyj?
Jak widać, nie jest prawdą, że jeśli nie chce się mieć gorączki, trzeba po prostu stłuc termometr. Można kupić sobie nowy, „lepszy” termometr, można też wsadzić go na chwilę do lodówki…
Trzeba tylko policzyć, co się bardziej opłaca.
Powstaje, oczywiście, pytanie: po co są te „ratingi”?
Niby po to, by banki mogły ocenić ryzyko udzielenia pożyczki. Jednak gdybym JA miał komuś pożyczyć nawet drobne 10 miliardów eurosów, to nie opierałbym się na opinii jakichś agencyj (które mogły od niego wziąć łapówkę), lecz przeprowadziłbym własne badania wiarygodności.
Co nie jest trudne: w dzisiejszych państwach wszystko jest jawne i bank ma dostęp dokładnie do tych samych danych, co agencje!!
Więc po co one są?
Ano po to, że banki potrzebują „papierka”.
Ja na pewno bym nie opierał się na ratingach, ale w świecie panuje już komunizm: prawie nie ma już banków rządzonych przez właścicieli; rządzą managerowie…
…a oni potrzebują papierka, by się tłumaczyć przed radą nadzorczą.
I pies jest TU pogrzebany!
Muszą powrócić Morganowie, Rockefellerowie, Rothschildowie…
…jako odpowiedzialni całym majątkiem WŁAŚCICIELE!

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o