Polityka strachu

0
38
REKLAMA

Ale można powiedzieć z całą pewnością, że polityka Kremla prowadzona jest tak, aby uprawdopodobnić tę ostatnią wersję. Uprawdopodobnić, ale uniemożliwić jej zweryfikowanie. Niech Polacy i Zachód podejrzewają, że Putin zamordował polskiego prezydenta i kilkadziesiąt towarzyszących mu osób, ale niech nie będą w stanie mu tego otwarcie zarzucić.
Weźmy prosty przykład: czy samolot uderzył skrzydłem w brzozę, czy nie uderzył? Nic prostszego niż rozstrzygnięcie tej kwestii. Wystarczy obejrzeć tę brzozę. Jeśli uderzył, w miejscu, gdzie to się stało, pozostały cząstki metalu identyczne z tymi, które można pobrać z wraku. Współczesne urządzenia wykryłyby je nawet po kilku latach, wystarczają do tego, jak zapewniają zajmujący się sprawą naukowcy, nawet pojedyncze atomy.
Gdyby Rosjanie chcieli uciąć spekulacje o zamachu, zaprosiliby ekspertów i powiedzieli: proszę bardzo, patrzcie, badajcie. Nie tylko tego nie zrobili, ale, jak słyszę, owa brzoza, o którą jakoby rozbił się tupolew, została ścięta i zniszczona. Jak zresztą i inne drzewa w miejscu katastrofy. Cała okolica została zaorana, obsadzona świeżą roślinnością, wszelkie ślady z premedytacją zatarto. Z wielką pieczołowitością, której całkowicie zabrakło przy ich badaniu. Proszę zwrócić uwagę − do badania śladów podeszli Rosjanie niedbale, sekcje zwłok odwalili byle jak, wrzucając do przypadkowych trumien co popadło, części samolotu i szczątki ludzkie walały się po okolicy miesiącami. Ale w niszczeniu wraku i zacieraniu śladów zdobyli się na staranność.
Czego to może dowodzić? Dwóch rzeczy. Możliwe, że żadnej brzozy nie było, że samolot − tuż przed katastrofą serwisowany w Rosji − spadł wskutek wybuchu silników w momencie, gdy piloci usiłowali podnieść lot. Przetrzymywanie wraku i zniszczenie śladów w miejscu tragedii jest w takim wypadku oczywistym ukrywaniem zbrodni.
Ale możliwe też, że katastrofa była rzeczywiście wynikiem przypadku, który Putin postanowił rozegrać na swoją korzyść. Widząc paniczny strach Tuska i jego ludzi, okazywaną od pierwszej chwili gotowość do całkowitego oddania śledztwa Rosjanom, słysząc uniżone zapewnienia, że Polska nie będzie domagać się niczego, pozostawi sprawę „gospodarzom terenu”, wszystko, co usłyszy, przyjmie za dobrą monetę − zagrał wtykaną mu przez durnych Polaków kartą.
Jest bowiem jak najbardziej w interesie Putina, aby się go bano. To w ogóle zawsze był ulubiony sposób uprawiania polityki przez Sowietów, a i wcześniej przez kolejnych Carów od czasu Iwana Groźnego. Niech nikt nie będzie pewien, jak daleko Rosja może się posunąć. Niech się liczy z tym, że poirytowana może zarzucić pozory. I co jej wtedy kto zrobi? Kto odważy się umieścić wielką Rosję na liście „państw bandyckich”, jak jakiś tam Irak czy Libię?
Putin wie, co robi. Gdy śledztwo w sprawie zamachu na Jana Pawła II zaczęło prowadzić ku Kremlowi, najwyższe amerykańskie władze kazały CIA natychmiast je przerwać (opisuje to Claire Sterling w „Czasie Morderców”). Przestraszyły się prawdy tak, jak dziś boi się prawdy Tusk i co najmniej połowa Polaków.
Może Putin nie zamordował Kaczyńskiego. Ale chce, żeby cały świat bał się, że potrafi i może takie rzeczy robić zupełnie bez skrupułów i bezkarnie. Łatwiej mu wtedy negocjować z innymi przywódcami.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o