Poluzowanie w kredytach?

0
67
REKLAMA

System bankowy to krwioobieg gospodarki. Co to oznacza? Dzięki niemu do gospodarki płynie krew w postaci strumienia pieniądza. Chodzi o możliwość finansowania działalności przedsiębiorstw, dokonywanych przez nich inwestycji, no i oczywiście zakupów realizowanych przez klientów indywidualnych. Wszystko jedno czy dotyczą one butów, mikserów, telewizorów, czy też nieruchomości. Bez tego zasilania środkami gospodarka nie może się należycie rozwijać. Oczywiście, jeśli przesadzimy z dostępnością kredytów, czyli pieniądza jest za dużo, to też nie jest dobrze. Grozi wtedy przede wszystkim inflacja. A nawet całkowite załamanie systemu wynikające z tego, że podmioty nie są w stanie spłacać kredytów, które zaciągnęły. Ale za mało środków hamuje niepotrzebnie wzrost gospodarczy.
Trzeba zatem zachować zdrowy rozsądek, czyli nie przesadzić w żadną ze stron. Nie jest to łatwe, szczególnie w sytuacji absolutnie nadzwyczajnej z punktu widzenia tego, co się w gospodarce dzieje. A obecnie takie nadzwyczajne czasy na całym świecie przeżywamy.
O kredyt hipoteczny było w Polsce najłatwiej w okolicach 2006 i 2007 roku. Wojna konkurencyjna, bo chyba tak można powiedzieć, zaczęła się w roku 2003. Jeden z banków przedstawił wyraźnie lepszą ofertę i potem się już szybko potoczyło. Tym bardziej że gospodarka zaczęła się intensywnie rozwijać, bezrobocie spadać, ludzie zaczęli coraz lepiej zarabiać. Mówiąc krótko: obserwowaliśmy boom na rynku kredytów hipotecznych. I były takie instytucje, nawet przyznali to potem prezesi tych banków, które nieco za łatwo finansowały swoich klientów.
Sielanka skończyła się w roku 2008, kiedy zawaliły się światowe rynki finansowe w związku z załamaniem rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych. Efekt domina spowodował rozlanie się problemów na cały świat – dotknęły one i nas. Ceny nieruchomości w krótkim czasie spadły nawet o więcej niż połowę, a przecież nieruchomości te często stanowiły zabezpieczenie kredytów. To musiało odbić się na bankach. Stąd Komisja Nadzoru Finansowego zaczęła działania na rzecz ograniczenia przyznawania kredytów bez wystarczającej ochrony banków. A co to znaczy? Jeśli już dajemy kredyt, to komuś, kto z pewnością będzie go spłacał. Oczywiście pewności nigdy nie ma, ale ryzyko można ograniczyć. I tak też zrobiono.
W efekcie mamy teraz taką sytuację, że kredyt dostaje głównie ten, kto go nie potrzebuje, bo ma duży majątek albo wysokie dochody. Oczywiście przesadzam, ale faktem jest, że kryteria zaostrzono bardzo poważnie. W efekcie akcja kredytowa mocno wyhamowała. A to z kolei oznacza problemy na rynku nieruchomości, a przecież nie o to chodzi, żeby go załamać. Zwracało na to uwagę wielu przedstawicieli banków i wielu analityków już w momencie ustanawiania nowych przepisów i wydaje się, że były to słuszne obawy.
Określenie równowagi jest trudnym zadaniem, zbyt dużo rzeczy decyduje o sytuacji na rynku. Dobrze więc, że KNF obserwuje to, co się dzieje, i potrafi także wycofać się, jeśli uważa, że przesadziła. Oczywiście pod warunkiem, że rzeczywiście to potrafi. Na razie mamy zapowiedź, czekamy zatem na działanie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o