Pomniki

0
39
REKLAMA

Losy jednego z takich pomników, przez mieszkańców Warszawy nazywanego pomnikiem „czterech śpiących”, właśnie się ważą, ale wszystko wskazuje na to, że po usunięciu go z placu na Pradze w związku z budową metra postument trafi do muzeum.
Pamiętam, jak w listopadzie 1989 roku mieszkańcy Warszawy rozbili pomnik Feliksa Dzierżyńskiego na placu wtedy jego nazwiska, a dziś Bankowym. Widziałem to na własne oczy i pamiętam, że miałem wtedy taką refleksję, iż w naszym kraju pomniki bardzo podatne są na koniunkturę polityczną. Kilka lat wcześniej jechałem przez ten plac autobusem i usłyszałem jak dziecko pyta babcię: kim jest ten pan na cokole? Babcia bez chwili zastanowienia odpowiedziała, że to jest święty Mikołaj. Traktujmy jednak tę historię jako anegdotę, nie jako zachętę do nie burzenia pomników, ale jedynie do zmieniania podpisów. Dzierżyński był średnio podobny do świętego Mikołaja. Miał niepodobny do szaty Mikołaja rosyjski szynel i za krótką brodę.
W wolnej Polsce też sobie trochę z pomnikami nie radzimy. Widać to przede wszystkim na przykładach pomników Jana Pawła II. Jest ich w Polsce mnóstwo i budowaliśmy je z zapałem jeszcze za życia papieża, kompletnie ignorując jego apele, by tego nie robić. Widziałem wiele z tych monumentów i muszę przyznać, że w większości są to pomniki okropne. W sieci można nawet znaleźć stronę publikującą zdjęcia najbrzydszych. Dla mnie najstraszniejszy jest ten z Sopotu, ale ktoś może oddać palmę pierwszeństwa pomnikowi ze Świebodzic, Żyrardowa, Rabki, albo Szydłowca. Byłem niedawno w Amsterdamie i zauważyłem, że tam nie ma pomników. Jest w centrum jeden obelisk, ale nie na cześć nikogo konkretnego, lecz poświęcony jest po prostu Holandii. Jeżeli zgodzimy się, że pomniki stawiane są po to, by przyszłe pokolenia o kimś nie zapomniały, to tym samym oskarżymy Holendrów o lekceważenie pamięci o wielkich Holendrach. Tymczasem wystarczy porozmawiać z przeciętnym Holendrem, by wiedzieć, że tak nie jest. Doskonale pamiętają swoich wielkich żeglarzy, królów, malarzy. I nie potrzebują do tego cokołów i rzeźb na tych cokołach.
Po co nam są zatem pomniki? Może stawiamy je po prostu dla siebie? Może chcemy nimi zagłuszać własne błędy i zaniedbania, albo własną nieporadność? Wszystkie te myśli przyszły mi do głowy w związku z planami postawienia trzech pomników, w tym dwóch pomników ofiar katastrofy samolotu TU‑ 154. Jeden ma stanąć w Smoleńsku i czeka nas w związku z tym międzynarodowa awantura. Oto bowiem Rosjanie chcą, by był on o połowę niższy, niż planowaliśmy. Drugi ma stanąć w centrum Warszawy i o to już się pokłócimy we własnym gronie, bo, po pierwsze, nie dojdziemy do zgody ani w sprawie miejsca, w którym ma on stanąć, ani w sprawie kształtu, jaki miałby ten monument ewentualnie przybrać, ani w sprawie podpisu na cokole. Bo jedni będą chcieli użyć słowa „katastrofa”, a inni „zamach”, będzie też skrzydło żądających wytknięcia „zbrodni”. Czy te awantury będą sprzyjać pamięci ofiar katastrofy? Myślę, że każdy zna odpowiedź na tak postawione pytanie.
Ten trzeci pomnik natomiast, według planów rosyjskich miałby stanąć w Krakowie na cmentarzu Rakowickim i upamiętniać rosyjskich jeńców zamordowanych w 1920 roku w polskich obozach koncentracyjnych (!). I tyle dobrze, że przynajmniej w tej jednej sprawie Polacy będą jednomyślni.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments