Populizm i realia

0
32
Marek Zuber
REKLAMA

Żeby wygrać wybory, można powiedzieć wszystko. Tak w każdym razie sądzi wielu polityków, pewnie również w Polsce. Można obiecać złote góry i gruszki na wierzbie. W zasadzie nie ma takiej rzeczy, której nie można użyć w celu zwiększenia słupków poparcia. Nawet najbardziej bzdurne koncepcje przy odrobinie umiejętności retorycznych mogą trafić na podatny grunt.
Jednak, kiedy już kurz opada, wybory są rozstrzygnięte, trzeba przystąpić po prostu do pracy. A co gorsze, wziąć za tę pracę i za podpisy składane pod różnymi pomysłami odpowiedzialność. A to jest już znacznie trudniejsze.
Obserwowałem to wielokrotnie także w Polsce. Ktoś coś mówi, proponuje, jest pewien, że tak musi być, po czym zostaje urzędnikiem, który podejmuje decyzje i już jego zapał do rewolucji stygnie. Włącza się myślenie, liczenie i świadomość tego, że jednak można za swoje błędy odpowiadać. Oczywiście mam tu na myśli ludzi, którzy cokolwiek o finansach publicznych, czyli polityce monetarnej wiedzą.
Kampania wyborcza w Grecji pełna była haseł o zrzuceniu kajdan i zakończeniu procesu zniewolenia Hellady. „Dość poddawania się zachodniemu reżimowi! Dość oszczędzania! Dość prowadzenia polityki zubożania społeczeństwa!” itd., itp. Pojawiło się nawet hasło wyjścia ze strefy euro. Strefy, która w dużej, żeby nie powiedzieć zasadniczej, mierze, zdaniem Greków, odpowiedzialna jest za to brutalne traktowanie ich Państwa i ich samych. Ponieważ społeczeństwo rzeczywiście miało dość, wygrał, kto wygrał. Czyli ci, którzy tego typu hasła głosili.
Jednak po wyborach przyszły realia. Tym bardziej że ministrem finansów Grecji został człowiek, któremu wiedzy i świadomości ekonomicznej nie można odmówić. Wyjście ze strefy euro? Formalne ogłoszenie niewypłacalności? No tak, tylko co dalej? Przy braku jakiejkolwiek wiarygodności musi to oznaczać dalsze dramatyczne zubożenie Greków. A przecież nie o to chodzi. Nie tylko w kontekście poparcia politycznego, choć pewnie i to ma znaczenie, ale przede wszystkim jak sadzę, świadomości, że się do tego dramatu doprowadziło.
Moim zdaniem grecki rząd jest zatem zakładnikiem swojej kampanii i swoich haseł wyborczych. Nie może ich odpuścić tak po prostu, bez walki, bo się totalnie skompromituje. Z drugiej strony walczy, bo wie, że wyjście ze strefy euro będzie dramatem. Chodzi zatem o to, żeby się dogadać, ale i wyjść z twarzą przed własnym społeczeństwem.
Faktem jest, że Grecy sami sobie zgotowali ten los, latami kłamiąc i oszukując w kwestii faktycznej sytuacji ich państwa. Mając potężną szarą strefę i kombinując gdzie się da, aby nie zasilać własnego budżetu podatkami. Ale faktem jest także to, że w ostatnich latach rzeczywiście mocno zacisnęli pasa.
Tak czy inaczej, nawet jeśli teraz uda się osiągnąć kompromis, będzie trzeba za jakiś czas podjąć jeszcze jedną strategiczną decyzję. Albo będzie nią kolejne oddłużenie idące w dziesiątki miliardów euro, albo plan finansowania rozwoju greckiej gospodarki, albo jedno i drugie. Bez tego Grecja sobie po prostu nie poradzi. Bo brak fundamentów gospodarczych jest jej największym problemem. Turystyka i rolnictwo po prostu nie wystarczą.

REKLAMA

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze