Pouczający przypadek Janusza P.

0
38
REKLAMA

I Donald Tusk, i Jarosław Kaczyński zrobili wiele, by pozbyć się ze swojego zaplecza wszystkich tych polityków, którzy byli zdolni i wyraziści. Pozbywali się konkurentów systematycznie i metodycznie. Młodsi czytelnicy już pewnie nie wiedzą nawet, jak wygląda Jan Maria Rokita, polityk, którego gwiazda rozbłysła prawie dokładnie 10 lat temu przy okazji pierwszej w Polsce komisji śledczej. Mało kto pamięta, że za plecami Donalda Tuska stali Andrzej Olechowski i Maciej Płażyński, a cudownym dzieckiem partii był szczupły i bystry Paweł Piskorski. Gdy z różnych względów zniknęli, człowiekiem numer dwa w partii stał się Grzegorz Schetyna. Dziś już nim nie jest. Nie wiadomo też, jaki ma dziś numer. Także tajemnicą jest, czy PO w ogóle ma dziś człowieka numer dwa.
W PiS przez lata za plecami braci Kaczyńskich stał Ludwik Dorn, zwany trzecim bliźniakiem. Byli Michał Kamiński, Adam Bielan, Jacek Kurski i potem Zbigniew Ziobro. Dziś albo tworzą nową partię, albo są w stanie zawieszenia politycznego i nie wiadomo, gdzie ich wiatr poniesie. Na aucie są Paweł Poncyliusz i Paweł Kowal, który jeszcze jest w Parlamencie Europejskim, ale, przynajmniej na razie, nie wie, co ze sobą zrobić.
Te same zjawiska eliminowania zdolnych polityków zachodzą także w mniejszych partiach. Oczywiście trudno sobie wyobrazić Ruch Palikota bez Palikota, ale już SLD bez Millera jak najbardziej, zwłaszcza że młode wilki, czyli Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski kilka lat temu zaatakowały przywódcę stada na tyle skutecznie, że musiał salwować się ucieczką do Samoobrony. Dziś znowu rządzi, ale jest o wiele bardziej czujny.
W PSL wszystko było poukładane. Pawlak rządził, a jedyny kandydat na jego ewentualnego następcę, czyli Marek Sawicki, potknął się o aferę taśmową i wypadł za nawias. Janusz Piechociński nie wydawał się nikomu, nie tylko politykom z otoczenia Pawlaka, ale także komentatorom, poważnym kandydatem. Jak na PSL był za bardzo miejski, za dobrze mówił po polsku, za dobrze się ubierał. A jednak wygrał.
I to musi niepokoić wodzów dwóch największych naszych ugrupowań, które po 2005 roku miały zbudować nową Polskę, ale tego nie zrobiły, tylko chwyciły się za łby. Przykład Piechocińskiego pokazuje bowiem, że potencjalny konkurent nie musi stać za plecami. On po prostu może być wszędzie!.
Biedni dwaj panowie P, czyli Premier i Prezes. Ciężkie noce przed nimi.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o