Poważny kłopot

0
100
miecugow
REKLAMA

Jak wiadomo, ta rzeczywistość jest inna, jest cała rozedrgana i pełna znaków zapytania, wszyscy przestrzegają, że ta jesień będzie dla całej Europy, a więc i dla Polski, bardzo ciężka i wchodzimy w ten niebezpieczny czas z ospałymi politykami w rządzie. Czuję w związku z tym obywatelski niepokój, ale nie jest to moja jedyna troska.
Jeszcze bardziej martwi mnie to, że kiedyś przyjdą kolejne wybory parlamentarne. To „kiedyś”, liczone zgodnie z ordynacją, to dopiero rok 2015, ale wcale nie wykluczałbym możliwości skrócenia kadencji Sejmu. Jakkolwiek jednak będzie, kiedyś trzeba będzie wybrać kolejny Sejm. I gdyby to się stało teraz, to byłbym w potężnym kłopocie. Uważam bowiem obecny parlament za najgorszy z wszystkich dotychczasowych. Nie jest to szczególnie odkrywcza opinia, bo dziennikarze już jakieś 10 lat temu zauważyli, że najlepiej pracował sejm kontraktowy, nieco gorzej sejm pierwszej kadencji, i tak dalej, i tak dalej.
Nieszczęsną prawidłowością jest w naszym kraju wybieranie z kadencji na kadencję coraz gorszych przedstawicieli. Kisiel mawiał, pokazując na jakieś kolejne PRL‑owskie nieszczęścia, że to nie jest przyczyna tylko skutek. Z tą naszą polityką jest podobnie. Wybieramy coraz gorszych posłów i senatorów, bo tak został skonstruowany system. Polega on na tym, że na kilka miesięcy przed wyborami kilku panów układa listy wyborcze. W zależności od siły partii miejsca „biorące” na tych listach są różne. Przed rokiem na listach PO i PiS do Sejmu dostawały się osoby z pierwszej piątki na liście, w przypadku SLD czasami i jedynka nie wystarczała. Na palcach dwóch rąk można policzyć dziś tych parlamentarzystów, którzy weszli na Wiejską spoza miejsc „biorących”.
Oznacza to, że wybory w Polsce należą do kilku osób, do panów – Tuska, Kaczyńskiego, Palikota, Pawlaka i Millera. My, czyli wyborcy, idąc na wybory, tylko potwierdzamy ich wybór. A ich wybór jest taki, że oni wolą nie wpuszczać do polityki ludzi zdolnych. Bo zdolny może się okazać być zdolnym także do przegonienia lidera. A lider nie chce być przegoniony.
Cały ten system jest stabilny, niewywrotny i podlewany publicznymi pieniędzmi. Układ jest zamknięty. Fakt, że do Sejmu udało się wejść Palikotowi, niech nikogo nie zmyli – to był trochę przypadek, a trochę wyjątek potwierdzający zasadę. Przy progu 5% i przy braku szukania na rynku pieniędzy na kampanię ktoś, kto rzeczywiście ma pomysł, jak być naszym przedstawicielem i nie ma dwóch lewych rąk, nie ma szans w wyborach. Gdyby wybory miały się odbyć w tym roku, to byłbym w potężnym kłopocie. Uważam, że żadna partia zasiadająca w Sejmie nie potrafi rządzić. Gdyby wybory miały być już, to mój wybór ograniczałby się do decyzji: albo w ogóle na nie nie iść, albo iść i skreślić wszystkich…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o