Powoli do przodu

0
146
REKLAMA

PKB, czyli Produkt Krajowy Brutto, wzrósł w pierwszym kwartale tego roku o 3,3% w stosunku do pierwszego kwartału poprzedniego roku. To dobre informacje, lepsze niż zdecydowana większość prognoz. Od pierwszego kwartału 2013 roku następuje zatem systematyczne przyspieszenie wzrostu naszej gospodarki. Wtedy właśnie odnotowaliśmy dołek. PKB wzrósł zaledwie o 0,4% rok/rok. Było to apogeum kryzysu w strefie euro, które, co jasne, odbiło się także bardzo poważnie na nas. Potem było już jednak lepiej. W drugim kwartale odnotowaliśmy 0,8% wzrostu, potem 2,0%, 2,7% i teraz przekroczyliśmy 3,0%. A zatem scenariusz nakreślony w połowie 2012 roku się realizuje.
Gospodarka rośnie głównie z dwóch powodów. Cały czas wyraźnie poprawia się sytuacja w eksporcie – temu tematowi poświeciłem już felieton. Dodam tylko, że na razie nie dostajemy zadyszki. Wręcz przeciwnie: wygląda na to, że dynamika eksportu w tym roku może być wyższa niż w roku 2013. I po drugie, zaczęliśmy więcej kupować. My, Polacy. To między innymi efekt tego, że mniej boimy się już kryzysu czy że kredyty są najtańsze w historii.
Wciąż jednak trudno o tezę, że przeciętny Kowalski odczuwa poprawę sytuacji. Owszem, w wielu branżach jest już wyraźnie lepiej. Ale wciąż to za mało. Wzrost gospodarczy na poziomie około 3% wystarcza co najwyżej do tego, żeby bezrobocie nie rosło. Owszem, najbliższe miesiące pełne będą informacji o tym, że stopa bezrobocia spada, ale to tylko spadek sezonowy. Rozpoczęły się na dobre prace w budownictwie, za chwilę zaczną się w rolnictwie – dopiero w drugiej połowie roku możemy nieco silniej odczuć poprawę na rynku pracy. I wtedy będziemy mogli powiedzieć, że społeczeństwo odczuwa wzrost gospodarczy. Powtarzam jednak jeszcze raz: nie ma mowy o żadnym boo­mie, niestety! A zatem poprawa będzie bardzo nieznaczna i bardzo powolna. Ale będzie – i to jest wyraźna zmiana w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w ostatnich latach.
Kilka dni temu poznaliśmy także dane o inflacji za kwiecień. Wyniosła ona zaledwie 0,3% rok/rok. Przypomnę, że cel inflacyjny, czyli oczekiwana optymalna inflacja, to 2,5% rok/rok. Dodam jeszcze, że ostatni raz taką inflację mieliśmy w listopadzie 2012 roku. A od marca 2013 roku jest ona poniżej 1,1% rok/rok. Jednocześnie mamy najwyższe w Europie realne stopy procentowe. Dotyczy to zarówno różnicy między podstawową stopą NBP, czyli stopą referencyjną wynoszącą 2,5%, a inflacją czy też stopami rynkowymi, rynkowym kosztem pieniądza, a inflacją. Trudno zresztą, aby było inaczej, bo stopy te są przecież powiązane. Tymczasem po ostatnich danych inflacyjnych przedstawiciele NBP nadmienili jedynie, że dane opóźniają perspektywę podwyżek stóp. I tyle…..Żadnych informacji o ewentualnych obniżkach, choć faktem jest, że teraz to już trochę za późno na takie decyzje, że może dobrze by było te stopy wcześniej nieco bardziej obniżyć. Czyli polityka monetarna jest bezbłędna. Oczywiście zdaniem NBP.
Stopy procentowe mamy za wysokie, ostatnie dane tylko to potwierdzają. Niższe stopy oznaczałyby na przykład dodatkowe miejsca pracy. Oczywiście nie róbmy sobie złudzeń, to nie spowodowałoby wyraźnego przyspieszenia w stosunku do tego, co mamy. Ale jakiś wpływ by miało, co dla tych, którzy dzięki temu znaleźliby pracę ma olbrzymie znaczenie.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments