Pracownicze Plany Kapitałowe w oczach Polaków

0
106

Mniej niż połowa Polaków wie, czym są Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Tylko jedna piąta chce w nich zdecydowanie pozostać. I generalnie nie wzbudzają one zaufania. Takie wnioski można wysunąć po przeanalizowaniu wyników badania zleconego przez Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA).

REKLAMA

Wiadomo było, że Pracowniczym Planom Kapitałowym łatwo nie będzie. Ale, prawdę mówiąc, nie spodziewałem się aż tak złych wyników badania przeprowadzonego na zlecenie IZFiA. Wynika z nich jasno, że Polacy nie ufają nowemu systemowi i że się go po prostu obawiają. Co na to wskazuje?
Po pierwsze pracownicy uważają, że wejście do systemu będzie się wiązało z obniżeniem wynagrodzenia. Takie zdanie ma trzy czwarte badanych. Skąd taki pomysł? Oczywiście stąd, że pracodawca musi się do PPK dołożyć. Wydaje się, że po części taki wynik badania może być związany z niezrozumieniem programu. To nie jest tak, że pracodawca zmniejszy nam wynagrodzenie o część, która trafi do PPK. Mało tego, nie wolno mu tak zrobić. I tego, możemy być pewni, odpowiednie służby będą pilnować. Problem w tym, że nie wszystko da się jednoznacznie ocenić. Owszem, jeśli pracodawca poinformuje pracownika, że obniży mu wynagrodzenie i faktycznie tak zrobi, to sprawa jest jasna. Ale moim zdaniem znaczna część pracowników, przynajmniej tych, którzy rozumieją zasadę dopłat, uważa, że owszem, teraz nic im nie grozi, ale próba walki o podwyżkę będzie trudniejsza. Innymi słowy: w przyszłości mogą dostać podwyżkę, ale mniejszą o dopłatę do PPK. I tu już z udowodnieniem takiego działania będzie trudniej. Ponieważ w ostatnich latach podwyżki płac są faktem, nie dziwi obawa przed takim procederem. I on rzeczywiście może mieć miejsce.
Po drugie prawie 70% uczestników badania po prostu nie ufa PPK. Tu sprawa jest jasna. W dużej mierze odpowiada za to kompromitacja programu OFE, który miał być na wieki i dawać godne emerytury. Przynajmniej tak go przedstawiano na przełomie wieków, kiedy ruszał. A teraz się kończy, w dodatku państwo zabierze nam jeszcze ze środków w OFE kolejne pieniądze. Chyba, że przerzucimy te środki do FUS. Ale wtedy już w ogóle trudno mówić o tym, że je mamy. PPK to nie OFE. Zasilamy je z innych źródeł, nie z obowiązkowej składki, mamy dopłaty od pracodawcy i od państwa. I w ogóle prawnie ten system zupełnie inaczej jest zbudowany. Ale niski poziom wiedzy o systemie oznacza myślenie na skróty. Zresztą, pomimo istnienia innej formy gromadzenia środków, czy tak do końca jesteśmy pewni, że w przyszłości nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby próbować po nie sięgnąć?
No i trzecia kwestia, czyli obawa o opłacalność inwestycji. Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Bo rzeczywiście nie mamy zielonego pojęcia, ile możemy zarobić na inwestowaniu przez zarządzających. Nikt tego nie wie. Mało tego: teoretycznie możemy obawiać się jakichś decyzji wydawania pieniędzy bardziej związanych z potrzebą politycznych wyzwań, niż rachunkiem ekonomicznym. Skoro bowiem nadzór nad systemem sprawuje Polski Fundusz Rozwoju, to w rozmach tego nadzoru pewne sugestie inwestycyjne, właśnie w ramach potrzeb politycznych, mogą się pojawiać. Oczywiście może też ich nie być, no, ale to właśnie stanowi o jakimś dodatkowym ryzyku. Ale nawet, jeśli PFR i jakikolwiek inny podmiot nie będzie się mieszał do inwestowania, to i tak ryzyko będzie istniało. Nie wiemy, ile zarobimy w ramach PPK, mamy jednak elementy ograniczenia ryzyka. Z jednej strony taką rolę pełnią dopłaty pracodawcy i państwa, z drugiej – ograniczenie liczby kierunków inwestycyjnych w zależności od wieku wpłacającego pieniądze. Ale i tak, z bólem, lecz uczciwie trzeba to jeszcze raz powtórzyć: nie wiemy, ile środki wpłacone w ramach PPK przyniosą nam zysku.
Jest jednak parę elementów, które się Polakom podobają. A dokładniej pozytywnie patrzy na nie ponad 60% uczestników badania. Co to jest? Po pierwsze sam fakt, że pojawia się jakiś dodatkowy sposób odkładania na emeryturę. Choć formalnie, warto o tym pamiętać, PPK to nie jest dodatkowe ubezpieczenie emerytalne. Czas wypłaty środków jest bowiem ograniczony i nie musi trwać do końca życia. No i po drugie, cieszą dopłaty ze strony pracodawcy i ze strony państwa. Także mnie się i pierwsze, i drugie podoba, choć dopłacane środki, szczególnie ze strony państwa nie są olbrzymie, a mamy przecież opłatę za zarządzanie.
Decyzję o tym, czy pozostać w PPK każdy musi podjąć sam. Ale gorąco namawiam do tego, żeby jakąś dodatkową formę oszczędzania na okres po zakończeniu aktywności zawodowej podjąć. Nawet, jeśli miało by to być kupowanie obligacji skarbowych czy wpłacanie środków na lokatę. I to nawet niewielkich środków. Byle systematycznie i jak najdłużej.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o