Prawie milion bezrobotnych więcej

0
68

Po sześciu latach skończył się w Polsce okres spadku bezrobocia. I skończył się także okres wzrostu realnych wynagrodzeń. Będzie trudniej o pracę i o wywalczenie podwyżki. A przecież wynagrodzenia w Polsce wciąż są niższe od zachodnich. Kiedy wrócimy zatem na ścieżkę poprawy?
Najwyższy poziom bezrobocia w Polsce w okresie po zmianach ustrojowych odnotowaliśmy pod koniec pierwszego kryzysu, jaki dotknął nasz kraj w dwudziestym pierwszym wieku. Kryzys ten był przede wszystkim efektem wydarzeń na świecie. Najpierw pęknięcie internetowej bańki spekulacyjnej w 2000 roku, potem atak na WTC we wrześniu 2001 roku i upadek Enronu pod koniec 2001 roku spowodowały ponad dwuletnią światową dekoniunkturę, która odbiła się także na sytuacji w Polsce. Mieliśmy też swoje problemy, choćby słynną dziurę budżetową, która wymagała dość konserwatywnego podejścia do finansów publicznych. Tak czy inaczej, w lutym 2003 roku dobiliśmy do rekordowych 20,7% stopy bezrobocia. Potem świat, także i my, wszedł w okres szybkiego wzrostu. Efekt? 8,8% bezrobocia w październiku 2008 roku. A zatem w ciągu pięciu i pół roku rynek pracy w Polsce doznał prawdziwej rewolucji. Chociaż trzeba pamiętać także o tym, że spora grupa naszych rodaków wyjechała z kraju, szczególnie po wejściu Polski do UE w 2004 roku. I to też miało wpływ na sytuację na rynku pracy.

REKLAMA

Potem mieliśmy kryzys 2008 – 2009, drugi kryzys 2012 – 2013 i w efekcie znowu wyraźny wzrost bezrobocia. W lutym 2013 roku odnotowaliśmy 14,4% bezrobotnych. I wtedy właśnie Europa, w szczególności cały nasz region, znowu zaczęła wchodzić na ścieżkę szybkiego wzrostu. Ten wzrost trwał nieprzerwanie, mam tu na myśli nasz region, w zasadzie aż do ataku koronawirusa. Choć, jak już wielokrotnie pisałem, oznaki pogorszenia koniunktury zaczęliśmy widzieć wcześniej, czyli w roku 2019. Z dość dużym prawdopodobieństwem bezrobocie w Polsce w roku 2020 już by nie spadło. Ale oczywiście ewentualny wzrost też nie byłby jakiś bardzo mocny. To już jest jednak historia, której nie zweryfikujemy, bo nastała zupełnie inna rzeczywistość.
Najniższy poziom bezrobocia odnotowaliśmy w październiku 2019 roku i było to równe 5%. To bardzo blisko tzw. bezrobocia strukturalnego, które szacujemy w Polsce na około 4%. I to tłumaczy szybki wzrost wynagrodzeń towarzyszący spadkowi bezrobocia. Wtedy, czyli w latach 2003 – 2008 spadek bezrobocia był równie spektakularny, jak w ciągu ostatnich lat, jednak zaczynaliśmy z wyższego poziomu, więc nie zeszliśmy tak nisko. A prawie 9% w roku 2008 to na tyle daleko od poziomu bezrobocia strukturalnego, że wciąż na rynku było dużo osób szukających pracy. A to hamowało szybszy wzrost wynagrodzeń. W ostatnich latach było inaczej, pisałem już zresztą o tym.

Spadek bezrobocia był charakterystyczny oczywiście nie tylko dla Polski. A zatem to nie jakiś cudowny plan realizowany przez nasz rząd prowadził do tej sytuacji. Wystarczy popatrzeć na naszych sąsiadów i kraje regionu, gdzie spadki bezrobocia były równie spektakularne, a przecież tam koncepcje naszych rządzących nie docierały. Dla przykładu na Słowacji stopa bezrobocia spadła z 14,8% na początku 2014 roku do 4,9% pod koniec 2019 roku, a w Czechach z 8,6% w styczniu 2014 do 2,6% w połowie 2019 roku. W Rumunii z kolei z 7.5% w czerwcu 2013 roku do 3,8% w czerwcu 2019 roku. A na Węgrzech z 11,8% w marcu 2013 do 3,3% w czerwcu 2019. Podobną sytuację mieliśmy w większości krajów nie tylko Europy środkowo – wschodniej, ale całego kontynentu.
Teraz sytuacja wszędzie zaczyna się odwracać z uwagi na nagły kryzys związany z koronawirusem. Wciąż trudno jest o jakieś wiarygodne prognozy, ale moim zdaniem możemy w tym roku w Polsce zobaczyć dwucyfrowe bezrobocie. Czyli w stosunku do minimum z zeszłego roku możemy zaobserwować dwukrotny wzrost. A to oznacza, że 800 – 900 tys. naszych rodaków może stracić pracę. Kiedy sytuacja zacznie się znowu poprawiać? Mam nadzieję, że już pod koniec roku. Może być to zresztą ewenement, bowiem ze względu na sezonowość, praca w rolnictwie i budownictwie, normalnie pod koniec roku bezrobocie w Polsce zawsze rośnie. Ale jeśli mocne odbicie w gospodarce będzie faktem, to efekt tworzenia nowych miejsc pracy zniweluje efekt sezonowy. Oby oczywiście tak się stało. Ale na spadek bezrobocia w okolicę obserwowanego w zeszłym roku będziemy musieli, moim zdaniem, poczekać prawdopodobnie do roku 2022. I to przy sprzyjających wiatrach.

W kwietniu zaobserwowaliśmy także koniec innego, jeszcze dłuższego trendu. Po siedmiu latach spadło bowiem realne wynagrodzenie. Nominalnie wciąż jeszcze wzrosło, o 1,9% rok/rok, ale uwzględniając inflację mamy spadek o 1,4% w ujęciu rocznym. I tu także trudno liczyć na powrót do długookresowego trendu w tym roku. Możemy już także raczej zapomnieć o rządowym projekcie mocnego wzrostu płacy minimalnej. Ale to temat na inny felieton.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o