Procent składany – ciąg dalszy

0
67
REKLAMA

Przypomnijmy: ryzyko to niebezpieczeństwo tego, że nie zarobimy lub że wręcz stracimy część czy nawet całość naszych inwestycji. Po co zatem w ogóle myśleć o bardziej ryzykownych możliwościach inwestowania? Bo coś za coś. Jeśli z czymś związane jest większe ryzyko, musi się z tym wiązać potencjał na większy zysk. Oczywiście nie zawsze tak jest, a właściwie nie zawsze oferty, które dostajemy, spełniają tę maksymę, ale to już zupełnie inna kwestia.
Jeśli zatem zdecydujemy się na przykład inwestować w akcje, to owszem – ryzyko takich inwestycji jest większe, ale możemy także więcej zarobić, i to często dużo więcej niż na lokacie w banku. Mało tego: jeśli mówimy o akcjach i popatrzymy na ostanie czterdzieści lat, to podstawowe indeksy giełdowe w USA, Niemczech czy Wielkiej Brytanii wyraźnie zyskały. Nawet jeśli w krótkim okresie obserwowaliśmy straty, to w długim zostały one z nawiązką odrobione. Czyli w długim okresie inwestowanie w akcje jest mniej ryzykowne. To prawda, ale ryzyko dalej istnieje. Zawsze może się przecież wydarzyć coś absolutnie nadzwyczajnego. Jest zresztą giełda na świecie, która pokazuje, że nawet w długim okresie czasu nie musimy zarobić. To giełda w Tokio. Poziomy głównych indeksów tej giełdy są mniej więcej takie, jak trzydzieści lat temu. Jest to sytuacja absolutnie nadzwyczajna, ale jednak trzeba ją odnotować.
Patrząc jednak na zdecydowanie nam bliższe giełdy europejskie, możemy przyjąć, że w długim okresie zysk z inwestowania na nich jest dwucyfrowy. Załóżmy, że wynosi on 10%. Pamiętajmy jednak, że nie oznacza to, że o tyle urośnie każda spółka notowana na giełdzie. Są takie, które upadną, i takie, które zyskają zdecydowanie więcej. Trzeba zatem zbudować sobie dobry portfel albo korzystać na przykład z funduszy inwestycyjnych inwestujących w akcje. Choć i tu gwarancji nie ma. Jedne fundusze zarobią więcej, inne mniej. Znowu zatem mamy do czynienia z ryzykiem.
Mimo wszystko załóżmy jednak, jak już wspomniałem, że na naszych inwestycjach giełdowych zarobimy 10% w skali roku. Załóżmy, jak poprzednio, że wpłacamy 50 zł miesięcznie i że robimy to przez 40 lat. Jak teraz zadziała procent składany? Ano tak, że po czterdziestu latach na naszym rachunku będzie 316 tysięcy złotych. Przypomnę, że w przypadku lokaty było to 76 tysięcy złotych. Pięć punktów procentowych różnicy spowodowało, że nasza suma wzrosła ponad cztery razy! A zatem warto wziąć na siebie to podwyższone ryzyko? Na to pytanie nie odpowiem, każdy sam musi podjąć decyzję. Tym bardziej że każdy z nas ma inne podejście do ryzyka. Jedni przeżywają je mocniej, inni słabiej. Być może najlepszym rozwiązaniem jest w początkowym okresie inwestować na giełdzie na przykład poprzez fundusze inwestycyjne, a potem, jak emerytura będzie już bliżej, stopniowo wycofywać pieniądze z giełdy i wpłacać je na przykład na lokatę. W ten sposób ograniczymy ryzyko, że jeśli przed naszą emeryturą dojdzie do giełdowego tąpnięcia, to możemy już nie zdążyć odrobić strat.
I jeszcze jedno. Wyobraźmy sobie, że wydłużamy okres oszczędzania o dwa lata. W przypadku 5% rocznego zysku zwiększy to kwotę oszczędności do ponad 85 tysięcy złotych, w przypadku 10% do 387 tysięcy złotych. Tylko dwa lata i takie przyrosty! Tak właśnie działa procent składany. Niewielkie przedłużenie czasu oszczędzania wyraźnie zmienia wartość naszych inwestycji. Warto o tym także pamiętać, nie tylko w kontekście późniejszego zakończenia cyklu oszczędzania na emeryturę, ale przede wszystkim jego wcześniejszego rozpoczęcia, czyli od razu wtedy, kiedy zaczynamy pracować, albo kiedy jesteśmy w stanie wygenerować jakieś nadwyżki środków.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments