Przyszłoroczny budżet

0
46

Wzrost gospodarczy na poziomie 3,8%, inflacja 2,3%, spadek stopy bezrobocia do 6,4%. To główne założenia do budżetu na 2018 rok. Deficyt ma nie przekroczyć 41,5 mld złotych. Czyli mniej więcej 2,4% PKB. Cały deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 2,7% PKB. Sektora finansów publicznych, czyli z uwzględnieniem dodatkowo deficytów głównie samorządów i systemu ubezpieczeń społecznych. Jak wiemy, poziom przyjęty przez UE jako maksymalny dopuszczalny do 3% PKB. Wszystko wydaje się więc w najlepszym porządku. Ale czy rzeczywiście jest w najlepszym porządku?
Na początek drobna dygresja. O ile przed rokiem opozycja grzmiała o wirtualnych założeniach do budżetu na 2017 i o niebezpieczeństwie zapaści finansów publicznych, o tyle w tym roku wypowiedzi są wyraźnie łagodniejsze. No, ale trudno się dziwić, skoro złowieszcze proroctwa nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Budżet w tym roku zamknie się wyraźnie niższym deficytem od planowanego, pozostałe wskaźniki także zostaną zrealizowane. No może z wyjątkiem założeń dotyczących inwestycji krajowych. To jest problem, pisałem już o tym.
Wróćmy jednak do roku 2018. Moim zdaniem w kwestii przyszłego roku jest znacznie więcej znaków zapytania niż w przypadku budżetu na 2017. Jeśli komuś będzie się chciało wrócić do moich felietonów sprzed dwóch lat, to znajdzie tam dokładnie takie wątpliwości. 2016 i 2017 rok powinny być do złożenia, ale 2018, czyli pierwszy pełny rok zarówno programu 500+, jak i obniżenia wieku emerytalnego oznacza znacznie większe obciążenie budżetu.
To, co z pewnością budżetowi sprzyja, to światowa koniunktura. I to jest dobra informacja, bo jest lepiej, niż miało być, głównie w strefie euro czy siedlisku problemów gospodarczych gnieżdżących się tam od 2009 roku. USA dość szybko sobie z kryzysem poradziły, Europa zafundowała sobie kolejny w latach 2013-2014 i dopiero pod koniec 2016 wyszła na duży plus. Ale czy na długo? Tego nie wiemy. I to jest pierwsza poważna niewiadoma, biorąc pod uwagę założenia do polskiego budżetu. Podobnie jak hossa w USA, która trwa od roku 2010.
Wróćmy jednak na nasze podwórko. Zgadzam się z tym, że w przyszłym roku PKB wzrośnie mniej niż w tym. Trudno liczyć na boom inwestycyjny ze strony przedsiębiorstw, choć z pewnością sektor finansów publicznych będzie starał się nadrabiać zaległości, głównie na poziomie samorządów. Wszak mamy pod koniec roku wybory. Ale czy uda się utrzymać 8% dynamiki w eksporcie? I prawie 6% wzrostu konsumpcji? To pierwsze ważne pytania.
Ale jeszcze ważniejsze dotyczy inflacji. Rząd zakłada ją na poziomie mniej więcej takim, jak w sierpniu, czyli 2,3% rok/rok. Oczywiście chodzi tu o średnią inflację w całym roku. Czy jest to realne, skoro pensje mają rosnąc jeszcze szybciej? No właśnie. A jeśli nie? Jeśli inflacja będzie wyższa? Co prawda dochody, na przykład z VAT, będą wyższe, ale grozi nam szybsze podwyższanie stóp procentowych. A to jest czynnik ograniczający na przykład inwestycje.
Rząd zakłada także dalszy wzrost ściągalności podatków. Problem w tym, że wciąż nie wiemy, ile w tym roku udało się ściągnąć więcej, trudno zatem robić szacunki na przyszły rok. Z pewnością poprawa dochodów państwa to sukces, ale po części wynika on z dobrej struktury wzrostu PKB. Dobrej oczywiście z punktu widzenia głównie wpływów z VAT i to w krótkim okresie. Mam tu na myśli wzrost konsumpcji. Takich elementów niepewności jest więcej, ale oczywiście coś trzeba założyć.
Tak poważnie martwi mnie jednak coś innego. I będę to do znudzenia powtarzał. Przy szybkim wzroście, około 4%, a może nawet więcej w tym roku i niewiele niższym w przyszłym, zakładamy relatywnie wysoki deficyt sektora finansów publicznych. I relatywnie wysoki, prawie 2,5%, deficyt budżetowy. I to jest zła sytuacja. Bo w okresie koniunktury powinniśmy być po drugiej stronie, w najgorszym razie być blisko zrównoważenia budżetu. Co zrobimy, gdy na świecie zacznie się hamowanie? Jak wtedy zepniemy budżet? Oczywiście zawsze można mówić, że to dobrze wydane pieniądze, które zapunktują w przyszłości. Ale każdy kraj, który miał potem kłopoty z finansami publicznymi, a wcześniej wydawał za dużo, tak mówił. A jeśli mi Państwo nie wierzycie, to popatrzcie na fakty. Wszystko wskazuje na to, że tym roku 8 państw w UE będzie miało nadwyżkę w budżecie, a gorsze od nas będą tylko dwa kraje. Czy zatem rzeczywiście jest tak dobrze?

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o