Pyskaty Misiek

0
81
REKLAMA

Wszystkich trzech poznałem, zanim stali się politykami: Boniego w zarządzie odrodzonego po upadku PRL, SDP, w którym to zarządzie razem pracowaliśmy; Kalisza znacznie wcześniej, bo jeszcze w czasach studenckich, a Miśka Kamińskiego (tak mówiliśmy do niego wtedy, tak jego współpracownicy i przyjaciele mówią o nim i dziś) pośrodku, czyli między Kaliszem a Bonim, a konkretnie w roku 1986. Byłem wtedy pracownikiem IV programu Polskiego Radia, pracowałem tam dwa lata. Po kilku latach kontestowania stanu wojennego wylądowałem w redakcji dla dzieci, która to redakcja zamierzała nadawać także programy dla nastolatków. Ponieważ jednak w „czwórce” nie było zbyt wielu dziennikarzy, dostaliśmy wsparcie od Rozgłośni Harcerskiej. I to właśnie tam przyszedł na praktykę pyskaty nastolatek z Łomży, Michał Kamiński. Był na tej praktyce tylko przez lato, ale był zdolny. Kilka miesięcy później przeszedłem do Zapraszamy do Trójki i kontakt z Kamińskim mi się zerwał.
Ale w wolnej Polsce nasze drogi znów się zaczęły przecinać. W 1992 roku zacząłem pracować w Wiadomościach oraz zostałem sprawozdawcą sejmowym. I to właśnie w Sejmie spotkałem Miśka po raz drugi. Nadal był pyskaty. Współpracował wówczas z kilkoma regionalnymi stacjami radiowymi i przez telefon nadawał im korespondencje z tego, co się działo. A przypomnę, że w Sejmie, który wygenerował rząd Hanny Suchockiej (z wicepremierem Henrykiem Goryszewskim), działo się naprawdę dużo. Ponieważ wtedy nie było jeszcze telefonów komórkowych (naprawdę!), Misiek nadawał z telefonu w pokoju dla dziennikarzy. Potrafił mnie zadziwić tym, że nie szedł na skróty. Do każdej stacji mówił o tym samym wydarzeniu w inny sposób, mówił bez notatek, bardzo szybko i bardzo dynamicznie. Jako były radiowiec i „trójkowicz” potrafiłem to docenić.
Do polityki zaczął się zbliżać kilka lat później, najpierw jako rzecznik prasowy kandydatki na prezydenta, Polski Hanny Gronkiewicz Waltz, a potem jako zwycięski kandydat na posła z listy AWS. Resztę państwo pewnie znają, a już przebieg kariery Miśka tuż przed i po katastrofie smoleńskiej był zauważalny nawet przez osoby niezbyt interesujące się polityką. I teraz bach! Misiek jest „jedynką” Platformy Obywatelskiej w Lublinie. Wygląda mi na to, że mniej prawdopodobne jest tylko zajęcie tego miejsca przez Antoniego Macierewicza lub przez samego Jarosława Kaczyńskiego.
PO, decydując się na ten ruch, niemile zaskoczyła swoich wyborców. Kamiński, godząc się na to, też niemile zaskoczył swoich wyborców. Bardzo jestem ciekaw wyników w Lublinie. Chyba mógłbym się założyć, że PO nie zdobędzie tam żadnego mandatu. Niektórzy widzą w tym analogię do kandydowania do PE Mariana Krzaklewskiego. 5 lat temu Krzaklewski nie wygrał na Podkarpaciu, ale Krzaklewski był wtedy trochę zapomnianym byłym przywódcą związku „Solidarność” i przegranym politykiem, którego ugrupowanie sromotnie przegrało wybory w 2001 roku. Kamiński był natomiast pierwszą szablą PiS, specjalistą od łojenia PO. Gdy widzę teraz miny niektórych polityków PO, to nawet mi ich trochę żal. Ale od kilku lat powinni się już przyzwyczaić, że granice bywają bardzo ruchome, zwłaszcza te dwie granice – śmieszności i przyzwoitości.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments