Pytania bez odpowiedzi

0
42
REKLAMA

Ustawka miałaby na celu zakończenie masowych ulicznych protestów, które swą skalą ewidentnie zaskoczyły władzę, a koniec końców nowe propozycje ustaw dotyczących przede wszystkim Sądu Najwyższego i KRS niewiele będą się różnić od tych zawetowanych, tyle że będzie już jesień i przy gorszej pogodzie nikomu nie będzie się chciało wychodzić na ulice. Taka kalkulacja o tyle nie trzyma się kupy, że trzeba się kompletnie nie znać na psychologii, by zakładać, że ludzie, którzy raz poczuli smak swojej siły, i co więcej – swojej racji, w przyszłości nie będą jej chcieli poczuć jeszcze raz. Rządzący wypuścili dżina z butelki i ten dżin już do tej butelki nie ma ochoty wracać. Na swoje usprawiedliwienie rządzący mają jedynie to, że nie tylko nikt nie zauważył kiedy ten dżin uciekł, ale nawet nikt nie wie, gdzie była ta butelka.
Skalą protestów, a przede wszystkim ich demografią zaskoczona była także opozycja. Nagle okazało się, że sporej grupie ludzi nie wystarczają okrzyki typu – „Precz z Kaczorem dyktatorem”, czy kuplety w rodzaju – „Lepiej się całować z kobrą niż naprawiać sądy z Ziobrą”. Im bardziej podczas spotkania na ulicy zależało na posłuchaniu Chopina, zapaleniu światełek nadziei i byciu razem niż na wiecowym krzyku. Nie chcą też w ogóle widzieć polityków. I to niezależnie od tego, z której strony przychodzą. To przeczy dosyć powszechnej tezie, że politycy są naszą reprezentacją, że jeżeli mamy słabych polityków, to oznacza to tylko (i aż) tyle, że sami jako społeczeństwo jesteśmy byle jacy. Trudno bowiem oczekiwać, by emanacją bylejakości była jakaś specjalna wartość.
Tymczasem zupełnie inaczej jest w innych obszarach życia społecznego, na przykład na poziomie samorządów czy też drobnej i średniej przedsiębiorczości. Tam radzimy sobie dobrze. Jesteśmy kreatywni i nieźle zorganizowani. To zresztą widać na każdym kroku. Wystarczy gdziekolwiek pojechać, by stwierdzić, że nasz kraj się rozwija. Ale w powszechnym odczuciu ten rozwój nie jest skutkiem działalności wielkiej polityki i polityków szczebla centralnego. Co więcej, ten postęp – zdaniem większości z nas – dokonuje się nie tylko obok wielkiej polityki, ale nawet wbrew niej, co oczywiście jest nieprawdą, ale nie lekceważyłbym powszechnego odczucia.
Coś z tą dużą polityką rzeczywiście jest w naszym kraju nie tak. W dojrzałych demokracjach na przykład sukcesja jest czymś naturalnym. Weźmy taką Wielką Brytanię. Przez ponad 12 lat Partią Pracy dowodził Tony Blair, przez 10 lat był premierem, ale potem osłabł i ustąpił, a jego następcom wiodło się różnie, ani Gordonowi Brownowi, ani Edowi Milibandowi nie udało się zdobyć władzy, ale już dzisiejszy jej przywódca, Jeremy Corbyn, ma coraz lepsze notowania. Analogicznie jest po drugiej stronie. Teraz rządzi Theresa May, ale przed nią był David Cameron, a jeszcze wcześniej John Mayor. Jest jakaś płynność, liderzy się zmieniają, ale partie trwają.
U nas trwają i partie, i liderzy. Jarosław Kaczyński rządzi PiS – em od 16 lat, w tym czasie mnóstwo wyborów przegrał, ale ostatnie wygrał i to zdecydowanie. PO powstało też 16 lat temu i miało się dobrze aż do wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli. Potem partię przejęła Ewa Kopacz (z naznaczenia Donalda Tuska) i po klęsce wyborczej PO Grzegorz Schetyna. Schetyny na swoich wiecach nie chcą widzieć protestujący przeciwko PiS. Dlaczego? Dobre pytanie. Widocznie największa partia opozycyjna nie ma dla tych młodych ludzi wchodzących dopiero w życie żadnych atutów. Jedynie w PSL następuje jakaś naturalna zmiana liderów – Pawlak, Kalinowski, Piechociński, teraz Kosiniak – Kamysz, ale partia ta jednak od mniej więcej 20 lat balansuje na krawędzi progu wyborczego, czyli też nie ma żadnej oferty. W zasadzie ci protestujący akceptują co najwyżej jednostki przychodzące z polityki. Na przykład Kamilę Gasiuk – Pihowicz. I znowu, dlaczego ją tak, a Ryszarda Petru nie? Na razie są to pytania bez odpowiedzi, ale politycy, zwłaszcza opozycji, mają o czym myśleć. Czekają ich wakacje z zagadkami.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o