Realne czynniki i strach

0
75

O koronawirusie słyszymy coraz więcej. I coraz bardziej wpływa on na życie także w Polsce, chociaż gdy piszę te słowa, do naszego kraju wirus jeszcze nie dotarł. Ale nawet jeśli nie dotrze, co zdaniem epidemiologów jest niestety mało prawdopodobne, to już go odczuwamy.
Tydzień temu pisałem o tym, że koronawirus może być zapalnikiem, który uruchomi światowe spowolnienie. Kilka dni temu o możliwej recesji w Stanach Zjednoczonych, wywołanej epidemią, mówiła Janet Yellen, szefowa amerykańskiego banku centralnego. Oczywiście w znaczeniu jednej z opcji, ale po raz pierwszy od dziesięciu lat władze monetarne USA używają tego słowa w kontekście prognoz na najbliższą przyszłość. Usłyszeliśmy, że koronawirus „może wywołać” recesję, a nie że ją „wywoła”, ale słowa poszły w świat. Nie muszę dodawać, że nie ma takiej możliwości, żebyśmy w Europie, także w Polsce, nie odczuli ewentualnego hamowania największej gospodarki świata.
No dobrze, ale jak dokładnie koronawirus wpływa na hamowanie gospodarek? Dzieje się to w kilku obszarach, przede wszystkich zaś dwóch. Po pierwsze związane jest z realnymi konsekwencjami choroby i realnymi działaniami mającymi ograniczyć szerzenie się epidemii. Na razie dotyczy to przede wszystkim miejsca, gdzie się wszystko zaczęło, czyli Chin. A głównie rejonu Wuhan. Chorzy i zarażeni są hospitalizowani, a zdrowi w obawie przed zarażeniem praktycznie nie wychodzą z domów. A zatem nie pracują. W efekcie mamy przerwy w działalności nie tylko kin, teatrów, czy sklepów, miejsc charakterystycznych dla zbiorowości ludzkich, ale także po prostu fabryk. A skoro tak, to nie ma produkcji. Mówimy tu o państwie, które wciąż nazywane jest fabryką świata. I nie chodzi tylko o produkty w całości powstałe w Chinach. Wystarczy wspomnieć o Nissanie i przerwach w produkcji zakładów zlokalizowanych w Japonii. Doszło do nich na skutek braku części, które importowane są właśnie z Państwa Środka. Problemy w produkcji poza Chinami są już zatem faktem, albo przynajmniej zagrażają każdemu, dla kogo Chiny są miejscem zaopatrzenia.
Realne są także ograniczenia dotyczące przemieszczania się obywateli oraz organizowania imprez masowych. Wszystko jedno, czy mówimy tutaj o ruchu turystycznym, czy też o podróżach służbowych. Realnie cierpią zatem choćby linie lotnicze, operatorzy kolejowi, ale także hotele i restauracje. I masę innych obszarów gospodarki. Związane jest to z faktyczną groźbą zarażenia. W wielu miejscach jest efektem decyzji odpowiednich władz, tak było choćby w przypadku odwołania salonu samochodowego w Genewie. Albo jest po prostu decyzją organizatorów czy właścicieli.
Istnieje jednak także drugi szalenie istotny czynnik, który w wielkim stopniu, może nawet większym, może wpłynąć na świat. A jest nim strach. Obawa przed wirusem może sparaliżować konsumpcję i działalność gospodarczą w wielu krajach. Decyzje ludzi mogą wykraczać znacznie ponad podstawowe środki bezpieczeństwa, które w takiej sytuacji trzeba by było przedsięwziąć. Czy jeśli mamy wyobrażenie jakiegoś śmiertelnego zagrożenia, to będziemy kupować telewizor, albo mikser? Nie mówiąc już o samochodzie? A pojedziemy na wakacje? Albo po prostu wyjdziemy ze znajomymi do restauracji? Jak do tego dodamy rozkręconą atmosferę zagrożenia, nie ma co ukrywać niektóre media taką politykę prowadzą, to widzimy gotowy scenariusz na mocne ograniczenie życia gospodarczego. Psychologia jest bardzo ważnym czynnikiem, który może zwiększyć lub zmniejszyć aktywność gospodarczą.
Póki co, realny wpływ epidemii na światowe gospodarki nie jest jeszcze duży. Gdyby dzisiaj ktoś ogłosił, że ma lekarstwo pokonujące wirusa, to w Polsce spadek PKB z tytułu tego, co się już wydarzyło, byłby śladowy. Podobnie jest choćby we wspomnianych na początku Stanach Zjednoczonych. Nieco gorzej byłoby oczywiście w Chinach z powodów, o których pisałem wcześniej. Tam wpływ na PKB jest obecnie na poziomie 0,2 – 0,4 punktu procentowego. Czyli wzrost gospodarczy Chin w pierwszym kwartale może wyhamować to poziomu około 5,6%, co oznacza najgorszy wynik od lat osiemdziesiątych XX wieku. Źle, ale nie tragicznie. Z pewnością nie byłaby to katastrofa. Tymczasem na światowych giełdach w zeszłym tygodniu obserwowaliśmy mocne spadki. Także zresztą w Polsce. To właśnie efekt strachu. Strachu przed tym, co się może wydarzyć. I dyskontowania czarnego scenariusza.
Trudno dzisiaj prognozować, co się w świecie gospodarczym wydarzy. Bo nie wiemy, jak bardzo epidemia będzie się rozprzestrzeniać. Ale jedno jest pewne. Im więcej paniki, tym gorzej. Trzeba oczywiście zachowywać się odpowiedzialnie, choćby w kwestii higieny. Ale nie realizować scenariusza samosprawdzającej się prognozy opartej na rozkręcaniu atmosfery strachu.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o