Referendum nie będzie?

0
49

Ta strategia jest dosyć zabawna, bo przecież nigdzie nie jest powiedziane, że sprawa gimnazjów była w jakikolwiek sposób przesądzająca w tamtych wyborach. Trudno bowiem ustalić, jaki procent wyborców oddał swój głos na PiS dlatego, że partia ta zapowiadała szeroki program wsparcia finansowego rodzin mających dzieci, a ilu wyborców uznało, że warto potrząsnąć edukacją. Nie sposób też jest dzisiaj ocenić, jak wielu wyborców uwiodła wizja ratowania tych, którzy kilka lat wcześniej dali się bankom namówić na kredyty w szwajcarskich frankach, a dla jak dużej grupy wyborców kluczową była zapowiedź gruntownego podwyższenia kwoty wolnej od podatku. Z dużą dozą pewności można powiedzieć, że wszystkie te sprawy poruszane w kampanii wyborczej miały jakiś wpływ na wybory, chociaż najważniejszym powodem zwycięstwa PiS było nasze (czyli sporej części społeczeństwa) zmęczenie koalicją PO – PSL.
Nie od dziś bowiem wiadomo, że w Polsce wyborów się nie wygrywa, ale wybory się raczej przegrywa. W tym sensie to bardziej PO przegrała, niż PiS wygrał. Ponadto gdyby się tak kurczowo trzymać zapowiedzi partyjnych z kampanii wyborczej, to nie bardzo wiadomo co zrobić z tymi wszystkimi ruchami, których partia rządząca nie zapowiedziała, a zrobiła. Na przykład w kampanii niczego nie mówiono o likwidacji Trybunału Konstytucyjnego ani o wywróceniu do góry nogami sądownictwa. Nie przypominam sobie też żadnych zapowiedzi o czystkach w mediach publicznych. Dam sobie rękę uciąć, że nie padło wówczas żadne słowo o wyrąbywaniu Puszczy Białowieskiej i rzezi innych drzew. Nie mówiono też niczego konkretnego o obsadzie resortów, poza jednym wyjątkiem, Antoni Macierewicz miał nie być ministrem obrony.
Inna sprawa, że w naszym ustroju referendum jest swego rodzaju dziwadłem. I w tym sensie PiS ma rację, buntując się przeciw referendum szkolnemu. Ale PiS potknął się w tym miejscu o własną nogę, którą wyciągnął kilka lat temu, głośno krytykując PO, które zlekceważyło podpisy zebrane pod wnioskiem o referendum w sprawie wieku, w którym dzieci powinny iść do szkoły. Tymczasem rzeczywiście mamy w Polsce system parlamentarny inaczej zwany demokracją reprezentatywną, i rzeczywiście jest tak, że podstawowe decyzje dotyczące naszego życia są podejmowane przez partie będące przy władzy. To, czy te decyzje były dobre, czy nie, oceniamy przy wyborach. Referendum sensownie stosowane jest tylko w szczególnych przypadkach, czyli na przykład wtedy, gdy naród ma się wypowiedzieć w jakiejś fundamentalnej kwestii, na przykład przyjęcia Konstytucji albo wstąpienia do Unii Europejskiej. Na co dzień referenda mają jakiś sens w małych społecznościach, i to zwłaszcza wtedy, gdy pytanie jest dosyć proste. Trudno jest w referendum decydować o sprawach złożonych i mających wiele aspektów. Trudno jest na przykład robić referendum na temat wieku emerytalnego czy też polityki emigracyjnej, łatwiej na temat odwołania prezydenta jakiegoś miasta.
Trudno jest przy pomocy referendum wybierać model edukacji i dlatego ZNP proponuje pytanie negatywne – czy jesteś przeciw reformie edukacji, którą rząd wprowadzi od 1 września 2017. Oczywiście można zadać pytanie pozytywne. Na przykład: czy jesteś za tym, by polskie dzieci były dobrze uczone. Każdy będzie za, ale z tego nic nie wyniknie. Dla mnie na przykład idealnym systemem edukacji byłby taki, w którym dzieci byłyby uczone twórczego myślenia przez nauczycieli, którzy byliby wyśmienitymi fachowcami nie tylko w swoich dziedzinach, ale także w zakresie umiejętności dzielenia się swoją wiedzą. Przy czym oczywistym byłoby to, że zawód nauczyciela byłby jednym z najlepiej opłacanych i jednym z najbardziej elitarnych zawodów. (Notabene tak właśnie jest w Finlandii). Tyle tylko, że czegoś takiego nie da się wprowadzić poprzez nawet kilka referendów.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o