Refleksje z podróży

0
32
REKLAMA

Spodziewałem się też tego, że moja od dwóch lat nieaktualizowana nawigacja samochodowa będzie raz po raz pokazywała, że jedziemy szczerym polem. Tymczasem po zupełnie nowych odcinkach jechałem tylko dwa razy i oba były długości zaledwie kilku kilometrów. Może miałem pecha, że nie trafiłem na nowe drogi, a może rzeczywiście wcale nie jest ich aż tak bardzo dużo.
Ponieważ byłem także w Świnoujściu, to zaskoczył mnie fakt, który ani mieszkańców tego miasta, ani ludzi często Świnoujście odwiedzających nie zaskakuje – oto najwygodniej wydostać się z miasta przez Niemcy. Nie trzeba wtedy stać w kilometrowych kolejkach do promów i jeździ się wygodniej niż po naszych drogach. Fakt, że przez 23 lata wolnej Polski nie udało nam się zrobić czegokolwiek, by Świnoujście było bliżej Polski, jest dosyć żałosny. To cokolwiek to na przykład most albo tunel, o którym mówi się od kilkudziesięciu lat, a pierwsi politycy, którzy to zapowiadali pewnie już są na emeryturach. Obawiam się, że ci, którzy te obietnice zrealizują, jeszcze się nie narodzili.
To tyle spostrzeżeń negatywnych, przejdźmy do pozytywów. Wszędzie, gdzie się spotykałem z ludźmi, zauważałem ogromne rozczarowanie albo może raczej zmęczenie polityką i politykami. Zaliczam to do wydarzeń pozytywnych i jeżeli się zna sondaże także niezaskakujących, ponieważ gdyby było inaczej, to znaczyłoby to, że nasi rodacy nie potrafią wyciągać racjonalnych wniosków z otaczającej ich rzeczywistości. Polityka jest męcząca, a obserwowana z oddali – niezrozumiała. Co ciekawe, polityka, która jest na wyciągnięcie ręki, czyli ta samorządowa, jest postrzegana też krytycznie, ale życzliwie. Dla wielu moich rozmówców pomysł, by ograniczyć prezydentom miast kadencje do dwóch, jest najzwyczajniej chory.
To wcale nie jest przypadek, że w tak wielu miastach w Polsce rządzą prezydenci trzecią albo nawet czwartą kadencję. Najczęściej są to ludzie, którzy uważnie przeczytali papiery z Unii Europejskiej i skutecznie ściągali do swoich miast europejskie fundusze. Ujęło mnie też to, jak bardzo ludzie w niezbyt dużych miejscowościach są z nich dumni i jak bardzo oczekują ode mnie nawet niekoniecznie pochwał, ale uważnego rozglądania się.
Dziesiątki razy byłem pytany i w Świnoujściu, i we Włocławku, w którym byłem wcześniej, czy mi się w ich mieście podoba. A jeżeli się podoba, to co? Odpowiadając, nie kadziłem im, bo nie musiałem. Podobało mi się wiele, najczęściej to, że w obu tych miejscach ratuje się to, co za PRL‑u marniało z roku na rok. Ratuje się zabytkowe budowle. I na koniec, po raz pierwszy w życiu byłem w więzieniu. W zakładzie karnym we Włocławku. Oczywiście dwugodzinne spotkanie z więźniami nie może człowiekowi wolnemu niczego o tym miejscu powiedzieć, niczego wyjaśnić. Ale poczułem zapach więzienia. Poczułem dreszcz emocji, gdy pucułowaty pan Maciek robił mi herbatę w więziennej bibliotece, i zapytałem go, jak długo siedzi, odpowiedział, że 14 lat. Za co? – zapytałem. Za podwójne morderstwo. Człowiek ten napadł na stację benzynową. Zabił dwie osoby i dostał dożywocie. Ma poczciwe spojrzenie i ujmujący uśmiech. Z trzydziestu skazanych, z którymi się spotkałem, większość to mordercy. Ale ich ogląd naszej rzeczywistości jest interesujący. Może dlatego, że na jej ocenę mają czas. Bardzo dużo czasu.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o