Rok programu 500+ (cz.2)

0
54

Kiedy program ruszał, premier Beata Szydło często powtarzała chyba najważniejszą swoją maksymę z nim związaną: ten program to nie koszt, tylko inwestycja. Hasło nośne, oddające rzeczywiście, przynajmniej z księgowego punktu widzenia, założenia do programu. A przynajmniej część założeń. Rzeczywiście w 500+ chodzi nie tyle o to (albo nie tylko o to), żeby jakieś pieniądze rozdać społeczeństwu, ale żeby na skutek jego działania poprawiła się dzietność i jakość (nieładne słowo w tym kontekście, ale oddające zamysł rządu) przyszłych pokoleń w kontekście zasobów ludzkich. Czyli inwestujemy w przyszłe pokolenia. W to, żeby Polaków w przyszłości było więcej i żeby byli – na przykład – lepiej wykształceni, żeby łatwiej im było konkurować z innymi nacjami.
Jak zwał tak zwał, ale pieniądze na program musimy znaleźć. I musimy to zrobić teraz. W tym sensie program jest kosztem dla aktualnie obowiązującego budżetu. Kosztem niemałym. Przy 325 mld PLN planowanych wpływów do budżetu w roku 2017 na program trzeba będzie wydać około 22 mld PLN. W zeszłym roku było to 17 mld PLN (program nie działał przez cały rok), a wpływy były na poziomie 315 mld PLN, czyli nieco większe, niż wynikałoby to z normalnych źródeł finansowania, głównie za sprawą nadzwyczajnych wydarzeń, jak choćby aukcja na częstotliwości LTE.
Tak czy inaczej, 500+ to grubo ponad 5% dochodów budżetowych. Mówiąc jeszcze innymi słowy: 40% tegorocznego deficytu budżetowego wynika z programu 500+. Przypomnijmy, że deficyt ten sięga niemalże 60 mld PLN, co stanowi zgodnie z założeniami 2,9% w stosunku do PKB. Czyli jest na poziomie prawie maksymalnym w stosunku do tego, co powinniśmy mieć i to w odniesieniu do całego sektora finansów publicznych, nie tylko do budżetu centralnego. Owe 3% PKB w dzisiejszych czasach to już nie tyle jedna z zasad obowiązujących w Unii Europejskiej, co szeroko rozumiane bezpieczeństwo finansów publicznych w dość zgodnej opinii tych, którzy finansują długi państw. Tak na marginesie: 2,9% PKB deficytu budżetu centralnego oznacza, że na przykład samorządy w tym roku praktycznie nie mogą się zadłużyć. Oczywiście samorządy jako całość.
I tu pojawia się potencjalny problem. Obecnie mamy naprawdę całkiem niezły wzrost gospodarczy. Dynamika w zeszłym roku spadła, ale i tak jest wysoka. W tym roku powinno być odczuwalnie lepiej. I pomimo tego dziura w budżecie jest na maksymalnym dopuszczalnym poziomie. A co będzie, kiedy gospodarka wyhamuje? Prędzej czy później to się stanie. Minister finansów chce zwiększyć ściągalność podatków i to ma być głównym źródłem finansowania także dla programu 500+. Ale czy to się uda? Rok 2017 da nam w dużym stopniu odpowiedź na to pytanie.
A jeśli nie? Jeśli ściągalność podatków wyraźnie nie wzrośnie? Nie ma się co łudzić – w takiej sytuacji czeka nas podwyżka podatków. I to jest najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń w perspektywie trzech – pięciu lat. Niestety.
Nasz budżet, głównie za sprawą programu 500+, nie wygląda, delikatnie mówiąc, rewelacyjnie w porównaniu z naszymi sąsiadami. I nie chodzi mi tu tylko o bogate Niemcy, które mają 7 miliardów euro nadwyżki budżetowej. Czechy mają dług publiczny na poziomie 41% PKB, my mamy 52% PKB. Czechy wygospodarowały w zeszłym roku nadwyżkę budżetową na poziomie 2,5 mld euro. Estonia ma 10% długu do PKB i też nadwyżkę. Litwa 43% długu do PKB i deficyt na poziomie 0,3% PKB. Łotwa 36% i 1,3%. Podobną sytuację jak my ma tylko Słowacja, ale po pierwsze jest w strefie euro, co podnosi jej rating, a po drugie od trzech lat jej dług do PKB spada. A nasz rośnie. A gdyby nie „zagospodarowanie” pieniędzy z OFE przebijalibyśmy właśnie 60% PKB.
500+ jest zatem sukcesem czy nie? Z pewnością program wyraźnie poprawia sytuację społeczeństwa. Czy istotnie zwiększa dzietność? Tego na razie w stu procentach potwierdzić się nie da. Musimy jeszcze kilka miesięcy poczekać z wnioskami. Z pewnością jednak jest kosztowny i na dzisiaj w stu procentach w długim okresie nie zapewniliśmy mu finansowania.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o