Rok programu 500+

0
20

Program 500+ miał trzy podstawowe założenia. Po pierwsze, miał doprowadzić do zwiększenia dzietności. Po drugie, miał poprawić sytuację bytową rodzin, szczególnie rodzin wielodzietnych. I po trzecie, miał wzmocnić potencjał młodego pokolenia w przyszłości, szczególnie pod kątem jego sytuacji na rynku pracy.
Z tych trzech założeń najważniejsze dla rządu było założenie pierwsze. Zmniejszanie się liczby urodzin w naszym kraju było faktem i fatalne perspektywy pod tym kątem nie były dla nikogo tajemnicą. Wskazywano, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy była sytuacja finansowa wielu Polaków, a także niepewność tejże sytuacji w przyszłości. Skoro tak, to zapewnienie jakiegoś minimum pod względem finansowania dziecka powinno być bodźcem do poprawy sytuacji. Patrząc na liczby, rzeczywiście coś drgnęło. O ile bowiem w roku 2015 urodziło się w naszym kraju około 369 tysięcy dzieci, o tyle w roku 2016 było to już 385 tysięcy. A więc o 16 tysięcy więcej lub, jak kto woli, więcej o 4,3%. Odnotujmy jednak, że w roku 2014 było to 376 tysięcy i był to rok lepszy niż poprzednie cztery. Wtedy urodziło się 6 tysięcy dzieci więcej niż w roku 2013. 2015 rok był znowu gorszy, ale patrząc na te statystyki, trudno wskazywać na jakieś nadzwyczajne wyniki roku 2016.
Jeśli już mamy patrzeć nieco bardzo optymistycznie, to trzeba wskazać początek roku 2017. W styczniu urodziło się 35 tysięcy dzieci, czyli o grubo ponad 10% więcej niż rok wcześniej. Pytanie tylko, czy tę dynamikę utrzymamy do końca roku? Bo naprawdę trudno jest stawiać tezy po jednym miesiącu. Zobaczymy… Oby… I mówię to bez cienia sarkazmu. Z drugiej strony, jeśli efekt programu przyjdzie, to najwcześniej właśnie teraz. Skoro działał on od kwietnia 2016 roku, to trudno oczekiwać, że już w styczniu ktoś a konto jego funkcjonowania zaczął, że się tak wyrażę, działać. Zapowiedzi to jedno, a fizycznie pojawiające się pieniądze to coś innego. Należy zatem oczekiwać, że jeśli już mamy zobaczyć jakiś istotny wpływ programu na dzietność, to ujawni się on w najbliższych miesiącach.
Inną kwestią jest natomiast, dlaczego dzieci rodzi się więcej. Czy też rodzić się będzie. Problem w tym, że nikt, póki co, nie opublikował porządnego badania na ten temat. Być może działa program 500+, ale być może ważniejsze jest to, że spada bezrobocie i rosną dość wyraźnie wynagrodzenia. Także te minimalne. Być może bez 500+ efekt byłby porównywalny albo tylko nieznacznie słabszy. O to, że nie ma badań na ten temat, nie mam pretensji, stwierdzam tylko pewien fakt, bo moim zdaniem jest jeszcze za wcześnie. Tego typu analizę powinno się przeprowadzić najwcześniej pod koniec 2017 roku. Jakaś perspektywa czasowa musi być. I wtedy zobaczymy. Nawet jeśli program ma wpływ na dzietność, to pozostaje oczywiście pytanie o siłę tego wpływu. Czyli o to, jak bardzo perspektywa otrzymania 500 złotych zaważyła na podjęciu decyzji o posiadaniu rodziny. Albo inaczej: jak bardzo zadziałała ona w powstrzymaniu kogoś od tego, żeby tej rodziny nie powiększać.
Co do pozostałych założeń programu nie mamy wątpliwości, że działają. Sytuacja bytowa rodzin podniosła się wyraźnie i na ten temat nie ma co dyskutować. Jak dodamy do tego fakt, że wciąż 40% Polaków zarabia maksymalnie około 2500 złotych miesięcznie brutto, widzimy, jaki wpływ pieniądze z programu mogą mieć na ich sytuację materialną. I dane dotyczące zmniejszenia, gwałtownego zmniejszenia, liczby dzieci żyjących poniżej poziomu ubóstwa też to potwierdzają. Co do podniesienia poziomu wykształcenia, czyli generalnie inwestowania w młode pokolenia, cudów nie ma, ale około 15% środków, jak się szacuje, wydawane jest na różnego rodzaju zajęcia dodatkowe, na przykład naukę języków. A to już jest coś.
Trudno zatem program uznać za porażkę z punktu widzenia jego pomysłodawców, choć dzisiaj nie można jednoznacznie określić, jak duży jest jego wpływ na dzietność. A głównie o to przecież jednak chodziło.
Tak na marginesie: nawet jeśli w tym roku przekroczymy wartość 400 tysięcy urodzonych dzieci, to i tak będziemy lata świetlne od poziomu z roku 1983. Powitaliśmy wtedy 723 tysiące nowych Polaków. Ale dobre byłoby i ponad 400 tysięcy.
Jest jeszcze druga strona medalu, czyli koszty całego programu i negatywne skutki, które on przynosi. Sam koszt wyniósł w zeszłym roku ponad 17 mld PLN. W 2016 daliśmy radę głównie ze względu na nadzwyczajne przychody i wyhamowanie w inwestycjach na poziomie centralnym – wydatki budżetu w tym aspekcie były relatywnie niższe. Ale czy dalej też nie będzie tu żadnych problemów? O tym za tydzień.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o