Rok wyjścia z kłopotów?

0
42
REKLAMA

Marek Zuber2021 rok ma być rokiem wydobywania się z koronawirusowego dołka. W ciągu najbliższych kwartałów powinniśmy wreszcie wyjść na plus. Ale do poziomu sprzed pandemii z pewnością w tym roku nie dojdziemy.
Ostatnie trzy kwartały, piszę trzy, bo wszystko wskazuje na to, że w czwartym kwartale 2020 roku było tak samo, odnotowywaliśmy spadki PKB w porównaniu do analogicznych kwartałów 2019 roku. Oczywiście najgorszy był kwartał drugi, w którym zobaczyliśmy ostrą zapaść nieporównywalną z niczym z ostatnich dziesięcioleci. Późniejsze odbicie było z kolei za słabe, żebyśmy mogli wyjść „na plus”. W połowie roku zakładaliśmy, że „plus” może się pojawić w czwartym kwartale, jednak te nadzieje skutecznie rozwiała druga fala zakażeń. W efekcie mieliśmy ograniczenie aktywności, także formalne w postaci mrożenia gospodarki i z odnotowania dynamicznego wzrostu PKB w ujęciu rocznym nic nie wyszło.
Teraz wierzymy w to, że rok 2021 będzie rokiem przełomu. Mamy szczepionkę, wszystko wskazuje na to, że nie ma z nią specjalnych problemów, ale oczywiście proces zaszczepienia będzie trwał miesiącami. Realnie dopiero w drugim półroczu będziemy mogli, jak wszystko dobrze pójdzie, obwieścić opanowanie sytuacji w zakresie pandemii. Mam tu na myśli oczywiście nie tylko Polskę, ale cały świat. Dopiero wtedy będziemy zatem mogli funkcjonować, nie obawiając się zakażeń. Czyli, w tym sensie, świat wróci do normy. Wszyscy mamy w każdym razie taką nadzieję.

REKLAMA

Oczywiście już dzisiaj sytuacja nie jest taka sama we wszystkich częściach świata. Jak Państwo wiecie, generalnie w Azji jest dużo lepiej, szczególnie w wielkich Chinach, co wpływa pozytywnie na wzrost gospodarczy także w Europie. Ale i tam nie wszystko wróciło do tego, co obserwowaliśmy przed pandemią. I tam trzeba jeszcze poczekać na powrót do normalności. Choćby dlatego, że strach przed kolejnymi zachorowaniami i działania, które mają do nich nie dopuścić, pozostały.
Tak czy inaczej zakładamy, że w tym roku sytuacja zostanie opanowana. No dobrze, ale jak to konkretnie może przełożyć się na sytuację gospodarczą w Polsce?
Po pierwsze zanim zaszczepi się tyle osób, żeby można było mówić o opanowaniu sytuacji, minie kilka miesięcy. Epidemiolodzy twierdzą, że w ciągu tych kilku miesięcy może dojść jeszcze do dwóch fal zachorowań. Niektórzy mówią, że pierwsza z nich, czyli trzecia od początku pandemii, właśnie się zaczęła. To z kolei oznacza, że trudno będzie rządowi podjąć decyzje o istotnym odmrożeniu obecnie zamrożonych obszarów. Nie można też wykluczyć bardziej restrykcyjnych działań. No i pamiętajmy, że taka sytuacja może mieć miejsce, więcej: będzie miała miejsce, także w innych krajach. A decyzje władz tych krajów wpływają również na nas. Wniosek stąd taki, że pomimo dobrych informacji o eksporcie, trudno oczekiwać wybicia się „na plus” w pierwszym kwartale 2021 roku. Problematyczny jest także drugi kwartał. Choć tu sytuacja jest bardziej skomplikowana. Otóż w drugim kwartale z pewnością, chyba że wydarzy się jakiś kolejny kataklizm, będziemy „na plusie” w porównaniu z drugim kwartałem 2020. I będzie to pewnie pierwszy „plus” od początku pandemii. Ale wcale nie musi być tak, że gospodarka urośnie w stosunku do pierwszego kwartału 2021. Skoro w drugim kwartale 2020 mieliśmy załamanie, gospodarka zmniejszyła się o około 8,5% w stosunku do drugiego kwartału 2019, to do tego „dołka” będziemy się porównywać. I stąd statystycznie będzie dobrze. Co nie oznacza, że tę poprawę jakoś mocno odczujemy.

Najbardziej prawdopodobny początek realnej, wyraźnej poprawy to trzeci kwartał. Pierwszy kwartał, miejmy taką nadzieję, w którym będziemy mogli ogłosić opanowanie pandemii. I wtedy rzeczywiście możemy wrócić na ścieżkę wzrostu. Być może nawet wzrostu pięcioprocentowego. A może nawet jeszcze szybszego. Wiele będzie znowu zależeć od sytuacji na świecie. Także od takich czynników jak pakiet stymulacyjny w USA, czy tempo realnego uruchomienia programu New Generation EU.
Ale prawdopodobnie dojdzie też do swoistego paradoksu. W 2020 roku mieliśmy załamanie gospodarki, lecz przeciętny obywatel, i nie mam tu na myśli tylko Polski, załamania – jeśli chodzi o jego sytuację ekonomiczną – raczej nie doświadczył. Biliony dolarów różnego rodzaju programów wsparcia zrobiły swoje. W polskich realiach za kilkadziesiąt miliardów złotych, głównie z tarczy finansowej, „kupiliśmy” sobie ustabilizowanie poziomu bezrobocia w okolicach nieznacznie powyżej 6%. Przedsiębiorcy wiedzą, że znaczna część pożyczek będzie im umorzona, jeśli utrzymają liczbę etatów. Ale te programy zaczną się kończyć. Tymczasem gospodarka nie odbuduje się w tym roku do poziomu sprzed koronawirusa. Oznacza to, że prawdopodobnie w drugim półroczu zobaczymy wzrost bezrobocia. To, co się miało wydarzyć w drugiej połowie 2020, wydarzy się w drugim półroczu 2021. Chociaż ze znacznie mniejszym natężeniem. Tacy jak ja, ekonomiści, analitycy, będą mówili, że się poprawia, PKB będzie rosło, ale odczucia społeczne będą inne. Dokładnie odwrotnie niż w roku 2020. Oczywiście może pojawić się jakiś kolejny wielki pakiet pomocy, ale to chyba mało prawdopodobny scenariusz. Już i tak wystarczająco mocno zadłużyliśmy się.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o