Rozchwiany rynek żywności

0
27
REKLAMA

Od początku 2008 roku żywności podrożała o około 25%. Wskaźnik inflacji w tym czasie nie przekroczył 20%, co rzeczywiście oznacza, że żywność drożała bardziej niż wiele innych artykułów. Bo inflacja, przypomnijmy, to zmiany cen tzw. koszyka dóbr konsumpcyjnych, czyli tych dóbr i usług, które najczęściej kupujemy. Mniej więcej jedną czwartą tego koszyka stanowi żywność. Widać jednak wyraźnie, że różnica w zmianie cen nie jest dramatyczna. Nasze odczucia się nie do końca potwierdzają. Po prostu bardziej „widzimy” podwyżki, szczególnie jeśli chodzi o codziennie kupowaną żywność, niż spadki cen.
Na rynku konkurencyjnym cena zależy od gry popytu i podaży. Jest to tzw. mechanizm rynkowy. Im popyt większy, czyli im więcej ludzi chce coś kupić, tym cena dobra czy usługi jest wyższa. I odwrotnie. Ale mechanizm ten może być zaburzony wieloma czynnikami. Decyzje państwa dotyczące wielkości produkcji, podatków, występowanie dóbr zastępczych, tzw. substytucyjnych, itd., itp. wszystko to powoduje, że musimy brać poprawki, uwzględniać nadzwyczajne okoliczności w mechanizmie kształtowania się cen. Więc jaka jest prawda o rynku żywności?
Trzeba zrobić jeszcze jedną uwagę. Jesteśmy częścią Unii Europejskiej. Ale także całego świata. Tendencje na świecie będą zatem miały spory wpływ na to, co dzieje się w Polsce.
Z całą pewnością możemy wskazać kilka czynników, które w ostatnich latach mocno wpłynęły na wzrost cen żywności. Rzeczywiście możemy mówić o wzroście światowego popytu na wiele produktów rolnych, wynikającego po prostu z chęci konsumpcji. Głównie trzeba tu wskazać Chiny i Indie. Bogacące się społeczeństwa tych państw, szczególnie pierwszego, zwiększają chęć kupowania innych artykułów niż te, z których dotychczas korzystały. Mówiąc kolokwialnie: Chińczycy na przykład dość już mają jedzenia tylko ryżu. A ponieważ mówimy tu o dwóch krajach o olbrzymiej liczbie ludności, efekt wzrostu cen na świecie musi być odczuwalny. Szczególnie w krótkim okresie, gdy nie można zwiększyć produkcji.
Druga kwestia to polityka ograniczenia produkcji rolnej. Prowadzi ją Unia Europejska, ale nie tylko. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że kontyngenty, limity itd. okazały się skutecznym sposobem na wzrost cen. W założeniu miały one ochronić rolników przed spadkiem cen poniżej granicy opłacalności. W praktyce, ponieważ nie udało się przewidzieć tendencji światowych, działały pro wzrostowo.
Po trzecie podrożały czynniki produkcji. Przede wszystkim mam tu na myśli ropę naftową. Nie chodzi tylko o wynikający z tego faktu wzrost cen oleju napędowego. Wiele nawozów opartych jest na pochodnych ropy i one także podrożały. Zresztą poszły w górę ceny także innych nośników energii, choćby prądu.
Z pewnością na ceny żywności wpływ mają także różnego rodzaju kataklizmy. Susze, pożary, powodzie.  Z nimi jednak zawsze, niestety, mamy do czynienia, poza tym nie jest tak, że coś nawiedza cały świat w tym samym czasie. Trudno zatem uznać, że to decydujący czynnik, który doprowadził do wzrostu cen.
No i jest jeszcze piąty element układanki. I chyba kluczowy. Nie tylko w kontekście wzrostu cen żywności, ale w ogóle rozchwiania rynków żywnościowych. To spekulacja. Zaczęło się od tego, że w 2008 i 2009 roku wobec załamania światowych rynków finansowych szukano jakiejś ostoi. Czegoś, co powinno pozwolić ochronić środki finansowe. Kruszce? Jak najbardziej! Oczywiście zaczęto je kupować, więc ich ceny wzrosły. Ale w podobny sposób zaczęto podchodzić do żywności. Przecież żywność to coś, co zawsze będzie miało wartość. Dodatkowy popyt musiał doprowadzić do wzrostów cen wielu produktów i to często gwałtownych. A potem spekulanci zaczęli się na dobre rynkiem żywności bawić. Pamiętacie Państwo wzrost cen cukru w zeszłym roku? To właśnie efekt spekulacji.
Dobra informacja jest taka, że w tym roku zmiany cen nie powinny być tak poważne, jak choćby w roku 2010. Czyli dużo drożej, jeśli w ogóle drożej, nie będzie. Wszystko w każdym razie na to wskazuje. Rynki żywnościowe są bowiem obecnie znacznie uważniej obserwowane, poza tym ceny nie mogą rosnąć bez końca, na wiele produktów przy dalszym wzroście cen popyt w końcu spadnie. A tego oczywiście nikt nie chce.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o