Rozgrzewanie „zimnej wojny”

0
70
REKLAMA

Te słowa mogą być zastępowane przez inne, równie sympatyczne i barwne rzeczowniki okraszone przymiotnikami, ale sens jest mniej więcej taki: rządzą Polską ludzie niegodni i dlatego usunięcie ich jest patriotycznym obowiązkiem, nawet koniecznością, rzeczą dobrą i szlachetną. Skoro intonuje się pieśni – „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”, „Powstań Polsko, zrzuć kajdany”, skoro rysuje się premiera i prezydenta ze swastyką i sierpem, i młotem albo wprost używa się retoryki i symboliki mającej upodobnić obecne władze Rzeczpospolitej do nazistów i komunistów, to trudno się dziwić, że ktoś bierze te opinie na serio i kierowany patriotycznym wzmożeniem przystępuje do działania.
Najpierw mieliśmy agresję kiboli i stadionowych lumpów, skierowaną przeciwko nielubianym w Radio Maryja telewizjom i dziennikarzom, potem 11 listopada 2011 roku agresję tych samych z grubsza środowisk przeciwko policji i prywatnym stacjom telewizyjnym w Warszawie, powtórzoną – na szczęście na mniejszą skalę – w roku bieżącym, i wreszcie przygotowanie do zamachu, który miał doprowadzić do zniszczenia sejmu, senatu, zabicia premiera i prezydenta.
Bohater tego zamachu, Brunon K., gdyby swój plan zrealizował, najpewniej wysłałby na tamten świat kilkaset osób. Kierowały nim, przynajmniej sądząc z przekazu medialnego, takie motywy jak: odsunięcie od władzy „obcych”, „przebudzenie” Polski, „działanie” zamiast ustawicznego mówienia. Brunon K. miał dość „PO‑lityków” i szczególnie jednego „rudego” (w taki sposób w propisowskich portalach określany jest premier).
Jest to leksykon używany przez nacjonalistów, populistycznych demagogów, a najczęściej i najchętniej przez fanatycznych pisowskich propagandystów i polityków odwołujących się z reguły do „patriotycznych” i „narodowych” haseł i symboli. Wpływ tego typu haseł na Brunona K. wydaje się oczywisty i to ludzie używający od kilku lat kłamstw i oszczerstw pod adresem premiera, prezydenta, obecnego rządu i jego zaplecza politycznego, przede wszystkim Platformy Obywatelskiej, ponoszą moralną odpowiedzialność za nienawiść, która popchnęła tego, nie do końca chyba poczytalnego człowieka do realizowania zbrodniczych planów.
O poczytalności wypowiedzą się psychiatrzy, decydująca jest skala i nasilenie nienawiści, klimat wojny, który w jakimś sensie zachęca i usprawiedliwia tego typu działania. Odpowiedzialni za zimną (przechodzącą już w gorącą) wojnę domową propisowscy propagandyści i pisowscy politycy w dziwaczny sposób bronią i usprawiedliwiają Brunona K., co stanowi jeszcze jeden dowód ich winy. Politycy Platformy nie muszą tego robić.
Pod adresem ABW kierowane są pretensje, że sprawa Brunona K. miała „przykryć” fiasko negocjacji premiera w Brukseli – tego typu analizy pojawiały się głównie w brukowcach. To zupełnie tak, jakby atak Hamasu ze strefy Gazy na Izrael miał na celu „przykrycie” tego, że p. Hajdarowicz wyrzucił z redakcji „Rzeczpospolitej” red. Gmyza albo wybory w USA miały „przykryć” konferencję PiS‑u na temat rolnictwa z udziałem samego Kaczyńskiego. Ponadto sam zamach wcale nie był pewny, a jeśli był i został wykryty, to jest to kompromitacja rządu, bo celowo nie wykrył zamachu w Smoleńsku, a wykrył zamach teraz.
Są i inne teorie, jak np. analiza Macierewicza mówiąca, że zamach był wymierzony w PiS, bo posłowie tej partii siedzą pod lożą prezydenta. Najbliżej prezydenta siedzi sam Macierewicz, a więc celem był on właśnie. Ta i kilka innych podobnych intelektualnie i politycznie konstrukcji nadają się do kabaretu lub psychoanalityka.
Tym razem na szczęście, dzięki sprawności odpowiednich służb i ludzi, do zamachu nie doszło. Na razie jedynym aktem politycznego terroru było zamordowanie przez szaleńca pracownika biura poselskiego PiS w Łodzi. Z tym że ten szaleniec odwiedzał biura poselskie różnych polityków ze wszystkich chyba partii i trudno mówić o jego sympatiach czy antypatiach. Raczej było to działanie, którego motywy pozostają tak tajemnicze, jak tajemnicze i niewyjaśnione są meandry myśli psychopaty.
Ale obawiam się, że Brunon K. znajdzie naśladowców gotowych do uwolnienia naszego kraju od „obcych” i niegodnych Polski, których „prawdziwi patrioci”, bojownicy o wolność i prawdę, „narodowcy” i „niezależni publicyści” wskazują codziennie w swoich organach.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o