RPP już nie jest jednomyślna

0
29
REKLAMA

Ostatnie miesiące przyniosły wzrost inflacji w Polsce. Mamy już 2,9% rok/rok, czyli jesteśmy powyżej celu inflacyjnego, jaki narzuca sobie RPP, czyli 2,5% rok/rok. Mamy, co prawda, jeszcze przestrzeń do górnej granicy dopuszczalnego przedziału, czyli 3,5% rok/rok, ale trend jest dość wyraźny. Mało tego: biorąc pod uwagę czynniki, które doprowadziły do wzrostu inflacji, trudno oczekiwać, aby przestały one oddziaływać. Oczywiście w przypadku suszy, jaka jest jednym z powodów tak mocnego wzrostu cen żywności, wszystko może zmienić się na korzyść. Choć raczej nie w tym roku. Ale w przypadku wzrostu kosztów pracy i wzrostu cen energii elektrycznej, trudno oczekiwać zmiany trendu. A zatem te czynniki będą oddziaływać pro wzrostowo, jeśli chodzi o wskaźnik CPI.
Z drugiej strony wzrost inflacji nie wynika ze wzrostu konsumpcji. A jeśli, to w niewielkim stopniu. A wyższe stopy tłumią inflację właśnie głównie przez hamowanie konsumpcji. Cieszyliśmy się z tego, że wzrost PKB w Polsce w ostatnich latach, pomimo, że wynikał głównie ze wzrostu konsumpcji był w zasadzie bezinflacyjny. Dosypywanie do gospodarki pieniędzy w postaci choćby programu 500+ także nie doprowadziło do wzrostu cen. Teraz gospodarka zaczyna hamować ze względu na sytuację na świecie, a inflacja zaczyna rosnąć. Aby pomagać wzrostowi gospodarczemu powinniśmy raczej obniżać stopy, choć faktem jest, że zbyt dużo miejsca na obniżki już nie ma, a z pewnością nie powinniśmy ich podwyższać. Ale jeśli inflacja rośnie, stopy także powinny powędrować w górę. Oczywiście stopy procentowe nie wpływają na przykład na ceny prądu, ale innych narzędzi bank centralny nie ma. Zresztą wielokrotnie w Polce podwyżki stóp towarzyszące wzrostowi inflacji nie były efektem rosnącego popytu, tylko na przykład wzrostu cen nośników energii. Przypomina to trochę leczenie dżumy cholerą, ale innego wyjścia nie było. Wysoka inflacja jest jednak zjawiskiem niebezpiecznym.
Stopy procentowe mają także wpływ na wiele innych wielkości. Choćby na kurs waluty. W polskich realiach wyższe stopy to tendencja do umacniania się złotego. Czyli do pogorszenia konkurencyjności eksportu. Stopy wpływają także na to, co się dzieje w systemie bankowym. Generalnie, im niższe, tym gorsza sytuacja banków. Oczywiście są wyjątki. PKO BP pokazuje rekordowe zyski. Ale to efekt tego, że jest to bank, który posiada największą grupę klientów indywidualnych, w dodatku takich, którzy utrzymują na swoich rachunkach bieżących największe środki. A te środki nie są oprocentowane. A zatem bank ma sporą część pieniędzy za „zero”. Nie musi za nie płacić. Wystarczy kupić za nie obligacje skarbowe i już się jest do przodu. Ale to z kolei zniechęca do udzielania kredytów, które są obarczone większym ryzykiem. Nie wszystkie banki w Polsce mają jednak taki przywilej. W przypadku PKO BP działa nie tylko tradycja, ale także fakt, że to bank państwowy, a to kojarzy się z bezpieczeństwem. Tak czy inaczej, przy rosnącej inflacji spada opłacalność utrzymywania środków w bankach. W tej chwili trzymając pieniądze na lokatach jesteśmy już mocno „do tyłu”. Oprocentowanie lokat jest niższe od wzrostu cen. To z pewnością argument za tym, żeby stopy podnieść. Ale wyższe stopy to droższe kredyty. A to hamuje gospodarkę. Która, jak już napisałem, i tak hamuje, bo hamuje świat.
Żeby było ciekawiej: w Stanach Zjednoczonych doszło do obniżki stóp procentowych. Na początku lipca pisałem o takiej możliwości, dzisiaj jest ona faktem. Mało tego: rynek oczekuje, że to nie koniec obniżek. A prezydent Trump je wręcz wymusza. Oczywiście robi to w swoim stylu, czyli po pierwsze w postaci twitterowych wpisów, a po drugie niewybrednie określając to, co robi, a właściwie, czego nie robi, FED, czyli amerykański bank centralny. O łagodzeniu polityki monetarnej wspomina i Europejski Bank Centralny, choć tu stopy już są ujemne i kilka innych banków centralnych, na przykład australijski. Jeśli świat będzie obniżał stopy, a my je będziemy podwyższać, to wyraźne umocnienie złotego jest bardzo prawdopodobne. Z pełnymi konsekwencjami dla eksportu.
Wygląda na to, że skończyły się wakacje dla RPP. Bo rzeczywiście w ostatnich latach miała ona dość komfortowe zajęcie. Dzisiaj sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o