Rzecznik rządu

0
76
REKLAMA

Nie jest bowiem możliwe, żeby jeden człowiek, nawet wsparty kilkoma urzędnikami, był w stanie powiedzieć nam czym zajmuje się na przykład minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, skoro sam minister nie jest w stanie nam tego wytłumaczyć. A Bartosz Arłukowicz jest przecież członkiem rządu, czyli organizacji, której do niedawna rzecznikiem był Paweł Graś.
Częścią tej samej organizacji jest Elżbieta Bieńkowska, która z kolei jest w stanie bardzo precyzyjnie powiedzieć czym się zajmuje, tyle tylko, że o jej pracy nie ma pojęcia odchodzący rzecznik rządu. Jeden z polityków opozycji powiedział o Grasiu, że był on kamizelką kuloodporną premiera Donalda Tuska. Coś w tym określeniu jest, bo pamiętam, że kilka razy pan Graś zablokował mi kontakt z premierem. Skutkiem tej blokady jest fakt, że trzy lustra „Szkła Kontaktowego”, czyli nagrody widzów programu, który współprowadzę na antenie TVN24, pan premier może dziś wylicytować w aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, chociaż do połowy grudnia mógł je dostać za darmo. Nawiasem mówiąc, gdybym był doradcą premiera, to rekomendowałbym mu taki właśnie wariant – wylicytowanie luster za sporą kwotę, i najlepiej żeby zapłacił za to Paweł Graś. Nie chcę powiedzieć, że nagrody widzów „Szkła Kontaktowego” są w jakimkolwiek sensie kulami, ale kamizelka nie musi odróżniać rzeczy dobrych od złych. Kamizelka jest nakładana, i tyle.
W ogóle rola rzecznika rządu jest niedookreślona. Najważniejszym rzecznikiem rządu we współczesnej historii Polski był oczywiście Jerzy Urban. Był nim od sierpnia 1981 do kwietnia 1989. Lata to były gorące, by nie powiedzieć parzące. Urban w tym czasie był jedną z najważniejszych postaci władzy. On nie pytał poszczególnych ministrów, czym się zajmują – on im mówił, czym się mają zajmować. W pewnym sensie był premierem, no, może wicepremierem. Na cotygodniowych konferencjach prasowych bulwersował dziennikarzy zagranicznych ogłaszając na przykład, że Polska rozpoczyna zbiórkę koców dla bezdomnych Amerykanów. A powiedzmy sobie szczerze, ówczesna Polska była mniej więcej trzydzieści razy biedniejsza niż Polska dzisiejsza.
Nie chciałbym żeby ktokolwiek pomyślał, że podziwiam Jerzego Urbana. Był on cynicznym graczem wykorzystującym naiwność zachodu i słabość gasnącej peerelowskiej władzy. Ciekawe, co naprawdę myślał Urban, wychowanek kultowego pisma „Po prostu”, które to pismo od 1955 roku było świadectwem zmian po epoce stalinowskiej, zatem co myślał Urban, gdy po swoich konferencjach prasowych zapraszał polskich dziennikarzy do pokoiku na zapleczu agencji prasowej przy ówczesnym Placu Zwycięstwa, który dziś jest Placem marszałka Józefa Piłsudskiego i mówił im, o czym wolno im mówić, a o czym nie. Jak się to miało do ideałów października 1957. Bo co o tym myśleli ci, którzy publikowali swoje teksty w „Po prostu”, czyli na przykład Stefan Bratkowski, Jan Olszewski czy Agnieszka Osiecka, to raczej wiem.
Urbana zastąpiła Małgorzata Niezabitowska. Ale ona była pierwszą rzeczniczką w wolnej Polsce. Była rzeczniczką rządu niezwykłego. Rządu, który stanął wobec wyzwania niezwykłego, wręcz niemożliwego do zrealizowania. A wyzwaniem tym było zawrócenie biegu rzeki. I ku zaskoczeniu wielu sceptyków to się udało. Małgorzata Niezabitowska miała w tym swój udział. Potem zapadła cisza. Konia z rzędem temu, kto wymieni więcej niż dwa nazwiska następnych rzeczników rządu.
W Nowym Roku życzę nam wszystkim byśmy nie zapamiętali nazwiska nowego rzecznika. Rzecznika pamięta się w czasach strasznych albo bardzo trudnych. A rok 2014 powinien być rokiem miłym.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments